Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Krysia postanowiła wyjść na spacer. Delikatna mgiełka snuła się nad ziemią. Z lasu, który jest na wyciągnięcie ręki, dobiegał śpiew ptaków.
Na progu leniwie wyciągał się rudy kotek, którego Krysia przygarnęła, jak był malutki. Przyszedł pod jej domek i tak już został.
Krysia, dowiedziawszy się o swojej nieuleczalnej chorobie, odsunęła się od wszystkich bliskich i wyniosła się na swoją działkę oddaloną od miasta o dwadzieścia kilometrów.
„Tak nie może być” – powiedziały dziewczyny (jej przyjaciółki od lat). „Musimy jej pomóc, by odzyskała wiarę w siebie i w to, że choroba się cofnie. Musi być wśród ludzi i przestać myśleć o chorobie. Wybieramy się do niej jutro całą czteroosobową paczką i musimy ją przekonać, że ona jest nam bliska i bardzo potrzebna. Była zawsze taka wesoła, towarzyska, pomocna wszystkim w każdej sytuacji. Tak ma zostać. Do jutra.”
Autor: Joanna