Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, idąca przez park pani, zauważyła opadający, przepiękny czerwony liść. Postanowiła zabrać go do domu.
W domu położyła liść na małym stoliku, przy którym piła zwykle popołudniową kawę i zajęła się przygotowaniem tejże kawy.
Jak już usiadła, żeby się nacieszyć aromatem swojej ulubionej mieszanki, z maciupeńką filiżanką w ręku, przysunęła sobie swoją ulubioną gazetę, włożyła okulary i wtedy zobaczyła, że to, co brała za jakieś owadzie ścieżki na liściu, jest pismem, jest wiadomością skierowaną właśnie do niej. Zaciekawiona, zagłębiła się w tekst i okazało się, że pisze do niej wiewiórka, mieszkająca w dziupli na tymże właśnie drzewie. Wiewiórka pisała, że bardzo chętnie spędziłaby u niej zimę. W parku jest zimno, a u niej w mieszkaniu pewnie ciepło i wiewiórka bardzo prosiła o to, żeby pani znalazła ją na tymże drzewie i zabrała ze sobą.
Tylko kłopot polegał na tym, że pani nie pamiętała, z którego drzewa spadł ten liść.
Codziennie chodziła do parku, tym razem w okularach i szukała następnych listów na liściach. Ale już więcej nie znalazła. Więc przez całą zimę ustawiała miseczki z orzechami dla wiewiórek pod większością drzew w parku.
Autor: Borówka