Lekkie krople deszczu – 28

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było okno domu naprzeciwko. W oknie stał mały chłopiec. Rozglądał się ciekawie po mokrym świecie. Pomachałem mu ręką. Uśmiechnął się i pomachał mi swoją. Patrzyliśmy obaj na ociekające wodą drzewa, na strumienie wody płynące ulicą. Od czasu do czasu spotykał się nasz wzrok i automatycznie obdarzaliśmy się uśmiechem. Nagle chłopiec odwrócił głowę. Spojrzał w moją stronę, pomachał rączką i zniknął w głębi pokoju. Długo stałem przy oknie, uśmiechając się do deszczu.

Autor: Andrzej

Polną drogą – 35

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył to, czego brakowało mu w życiu. Długo się temu przyglądał, a po twarzy płynęły mu łzy. Dobrze znał to, co zobaczył, ale nigdy nie chciał się do końca z tym utożsamiać. Wstydził się tego, bo myślał, że jest to słabość. To, co zobaczył, to była miłość do bliskich, miłość do siebie, miłość do gór, lasów, jezior. Miłość do Boga.

Wiedział już, że nie musi zwiedzać świata w poszukiwaniu tego, czego mu brakowało. Miał to zawsze w swoim sercu.

Autor: Andrzej

Nitki babiego lata – 25

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Mężczyzna patrzył w dal, a wirujący świat nie chciał się zatrzymać. Ostry zapach trawy przyprawiał go o jeszcze większy wir. Musiał na moment zamknąć oczy. Powoli dochodził do siebie. Słyszał śpiewające ptaki i cykające świerszcze.

– Piękny ten świat – wymamrotał, bo mówienie szło mu opornie.

Dopił ostatni łyk wódki i rozbił butelkę o drzewo. Po czym, zataczając się, poszedł przez łąki do domu.

Autor: Andrzej

Przy pięknej starej toaletce – 24

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że umyła włosy w nowym, reklamowanym szamponie. Włosy miała przepiękne po umyciu. Teraz, zerkając w lustro, zapatrzyła się na swoje, opadające prawie do ziemi włosy. Postanowiła kupić szampon i sprawdzić, jak zadziała efekt push up.

Kupiła szampon i następnego dnia włosy tak jej się ładnie nastroszyły, że nie mogła założyć czapki. „Do dupy z tym szamponem” – pomyślała.

Autor: Andrzej

Czerwcowa noc – 30

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się oglądać pokaz sztucznych ogni. Mały chłopiec, może 10-letni, pytał matkę, dlaczego puszcza się wianki. Matka odpowiedziała, że to taka tradycja. Mały dopytywał się, dlaczego taka tradycja, co ona oznacza? Matka trochę zdenerwowana i zmieszana odpowiedziała, że taka tradycja i już. Tak kiedyś robili i tak teraz się robi.

Słuchałem tego z boku i chyba jak wrócę do domu, poszukam w książkach lub w internecie, co tak naprawdę znaczy ten zwyczaj.

Andrzej

Delikatna mgiełka – 35

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły stał kilkuletni chłopiec. Wpatrywał się w kolorowy spławik, pływający w wodzie. Obok jego nóg leżały już dwie złowione ryby. Trochę dalej zgromadził to, co jeszcze złowił. Był tam stary czajnik, dętka, stary but, jakaś gazeta i kawałek folii.

„Ale połów” – pomyślał chłopak z przekąsem – „Jeszcze tylko jedna ryba i idę do domu. Jak wyłowię kalosz, to też idę do domu, żebyś nie męczył się z wymyślaniem – co tu dalej napisać. Cześć”.

Autor: Andrzej

Wiosenny las – 23

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i bacznie obserwował idącą przed nim kobietę. Kobieta rozglądała się nerwowo. W pewnej chwili doskoczyła do mijającej ją kobiety i wyrwała jej torebkę. Błyskawicznie zniknęła za drzewami. Mężczyzna westchnął z ulgą i pomyślał – „no całe szczęście, bo myślałem, że ma kochanka”.

Autor: Andrzej

Ciemność zgęstniała – 21

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przestrzeń. Przestrzeń dawała światłu coraz więcej miejsca.

Światło wiedziało, że przestrzeń to nicość, opisana wzorami matematycznymi. Światło to energia, opisana również wzorami matematycznymi.

Czymże zatem jest ciemność – brakiem matematyki?

Autor: Andrzej

Na dnie szuflady – 25

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Kobieta z firmy sprzątającej wyjęła szufladę i zawartość wsypała do plastikowego worka. Musi ze sprzątaniem wyrobić się do wieczora, bo rano wprowadzają się nowi lokatorzy.

Autor: Andrzej