Delikatna mgiełka – 43

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły przysiadło dwoje wędrowców – malutka dziewczynka i jeszcze mniejszy krasnoludek z siwą brodą.

Krasnoludek mówił cicho:

– Marysiu, pamiętaj, od tej pory nie możesz mówić do mnie po imieniu. Ci, co go poznają, zyskają olbrzymią przewagę nade mną. Wtedy mogliby skrzywdzić nas oboje.

– Nie rozumiem, przecież znam twoje imię, twoi kuzyni również…

– Tak Marysiu, ale wy nie wykorzystalibyście tego przeciwko mnie i innym istotom. Nie uprawiacie ciemnej magii. Dlatego proszę, dopóki nie wrócimy do wioski, nie używaj mojego imienia. Po prostu zapomnij o nim.

– Dobrze je pamiętam, jak mogę zapomnieć?

– Zamknij oczy, pomogę ci.

Dziewczynka posłusznie zamknęła oczy. Krasnoludek dotknął jej skroni. Chwilę trzymał swoje dłonie na jej główce. Marysia otworzyła oczy i popatrzyła na swojego towarzysza, marszcząc brwi, jakby się nad czymś zastanawiała. Krasnoludek uśmiechnął się do niej.

– Zapomniałaś moje imię i imiona innych krasnoludków. Przypomnisz sobie, gdy będzie już bezpiecznie.

– Jak mam ciebie nazywać?

– Krasnoludkiem, to wystarczy.

– A moje imię, też mamy je zapomnieć?

– Nie trzeba Marysiu. Jesteś człowiekiem. Wasze imiona nie mają czarodziejskiej mocy.

– Szkoda – Marysia westchnęła z żalem.

– Ale, ale…. niektórym ludziom odsłania się z czasem ich prawdziwe imię. Kiedy Tobie zdarzy się coś takiego, to pamiętaj, że nikomu, ale to nikomu, nawet mnie, nie możesz go zdradzić.

– Jak poznam to imię?

– Będziesz wiedziała. Tego nie da się pomylić z niczym innym.

– Krasnoludku, dokąd teraz pójdziemy? Czy niedługo wrócimy do wioski?

– Marysiu, mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do wioski lub zbudujemy ją w innym miejscu. Teraz pójdziemy do Szkoły Czarowania, która istnieje Pomiędzy.

– Pomiędzy? Nie rozumiem.

– Szkoła istnieje pomiędzy światami, a nawet Wszechświatami. Jest gdzieś, poza czasem i przestrzenią. To gdzieś trudno określić, bo prawdopodobnie się porusza i ciągle zmienia swoje położenie. Dlatego mówimy, że jest Pomiędzy.

– Boję się tego Pomiędzy… Musimy tam iść?

– Jest tam bezpiecznie. Po ostatnich wydarzeniach, szkoła stała się schronieniem dla wróżek i czarodziejów ze wszystkich światów i wszechświatów Pomagają tym światom i ich mieszkańcom. Poza tym wspierają czarodziejów, wróżki i wszystkich, którzy nadal są w swoich światach i walczą o ich przetrwanie. Opiekują się również ludźmi, którzy coraz częściej przypadkowo trafiają do szkoły. Znajdziemy tam schronienie i zajęcie.

– Skąd to wiesz?

– Od Merlina. Zaprosił nas w imieniu Babci Jagi, która jest dyrektorem Szkoły Czarowania.

– A inne krasnoludki?

– Mam nadzieję, że przeżyły. Może również tam przyjdą.

Marysia westchnęła cichutko i pomyślała o swoich przyjaciołach. Czy zobaczy ich jeszcze?

Skowronek śpiewał dalej, a powietrze przed Marysią i Krasnoludkiem rozjaśniło się, zadrgało i ich oczom ukazały się otwarte drzwi. Stał w nich Merlin i gestem dłoni zapraszał do środka.

Poszli za nim.

Autor: Archiwista SC

Na dnie szuflady – 45

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

„Mistrzu, ale zaszalałeś… romantyk z ciebie czy co?” – pomyślał o Merlinie młody adept magii, który miał wykonać swoje dyplomowe zadanie. Głośno zapytał:

– Gdzie jestem? Planeta? Czas? …

Cisza….

„Co mam robić? Przecież w tej szufladzie ma znajdować się broń, oręż, jaki mam użyć w decydującym starciu. Świat się wali… Egzamin egzaminem, ale świat zawsze się wali, gdy któryś z nas kończy nauki. I jeśli go nie uratuję na czas, to się rozwali kompletnie i potem będzie tworzył się na nowo, kawałek po kawałku… Jak wtedy, gdy Merlin oblał swój pierwszy egzamin” – myślał młody mag, stojący przed wysuniętą szufladą z listami, kwiatkami, kamykiem i fotografią.

„Kiedy świat zginie, stracę moich bliskich, tych co kocham. Nie mogę na to pozwolić” – myślał dalej.

– Poproszę do dodatkowe informacje – powiedział głośno do podręcznego komunikatora.

Zobaczył przed sobą hologram. Dwie olbrzymie armie ścierały się. Biali walczyli z Czarnymi, Czarni z Białymi, a Szarzy walczyli ze sobą i ze wszystkimi jednocześnie. Nad armiami królowały potężne sylwetki dwóch rozzłoszczonych postaci, nie przypominających ani ludzi, ani magów. Wydawało się, że nie ma w nich nic ludzkiego. Obie potężne i obie straszne. Biała postać miała czarne berło, Czarna postać miała białe berło…

Młody adept bezradnie popatrzył na wysuniętą szufladę, na listy i fotografię. Zobaczył na niej zażółcony ze starości symbol yin-yang.

Charakterystyczne łezki tworzące koło. Ciemną łezkę z jasną kropką w środku i jasną łezkę z ciemną kropeczką.

Ciemne kiedyś chyba było czarne, zażółcone jasne chyba było białe… przynajmniej tak mu się wydawało.

Skupił się, by pomyśleć, co ma teraz zrobić…

Pokazać się obu postaciom i ich wojskom? Przeanalizował możliwe warianty wydarzeń i uznał, że nie warto. Może stracić życie, a gdy będzie martwy, to nie wykona zadania…

Przypomniał sobie swoich nauczycieli: Merlina, Babcię Jagę, Czarodziejkę Jagodę, Wróżkę Jenczy, Głos, Borówkę i innych… Zobaczył salę lekcyjną. Usłyszał, jak Jagódka i Kokoryczka proszą o wyjaśnienie, bo nie zrozumiały strategii wykładanej na lekcji. Przypomniał sobie, jak Babcia Jaga dobrotliwym głosem mówiła, że nawet najbardziej leniwi uczniowie Szkoły Czarowania, są zbyt pracowici. Bo działają, zamiast nadać ruch i pozwolić, by rzeczy same się „działy”. Głos wtedy dodał, że najlepsi czarodzieje powstrzymują się przed wyręczaniem ludzi, czarodziejów i historii. Czarodziejka Jagoda z kolei tłumaczyła, że należy znaleźć coś drobnego, coś co, gdy będzie uleczone, to uleczy cały system…

Popatrzył uważnie na brudny symbol. Pomyślał, że najpierw go oczyści i uzdrowi. A potem zdecyduje, co dalej…

Skupił się i połączył z energią źródła. Poczuł, jak przepływają przez niego oczyszczające fale, które opróżniały jego umysł, uzdrawiały ciało i intencje. Wziął fotografię z symbolem yin-yang i wyobraził sobie, że ta oczyszczająca fala przenika zarówno zdjęcie, jak i symbol, który był fotografowany. Wyobraził sobie, że oczyszczenie obejmuje również pojmowanie tego symbolu przez wszystkie istoty, które myślą, czują, mają świadomość…..

Fale przetaczały się przez jego umysł i ciało, przez fotografię i wszystkie przedmioty znajdujące się w pokoju. Rozlewały się i rozchodziły coraz dalej – jak kręgi na wodzie.

Kiedy poczuł, że oczyszczenie dobiegło końca, poprosił źródło o uzdrowienie, o wzmacniającą, uzdrawiającą energię. Oraz o to, by właściwy porządek rzeczy zapanował na świecie – zarówno w widzialnych, jak i niewidzialnych wymiarach.

Potem poprosił o miłość. Agape – bezinteresowną i wszechogarniającą…

Nie liczył czasu, trwał w medytacji długo. W pewnej chwili poczuł, że już zrobił to, co do niego należało.

Dwie armie nadal walczyły, ale… zniknęły sylwetki rozzłoszczonych postaci.

– Zuch chłopak – usłyszał w swojej głowie nieznany głos.

– Jaki zuch – odezwał się drugi – zepsuł nam zabawę.

– Wiesz, troszkę żeśmy się zagalopowali – skomentował pierwszy.

Młody adept zobaczył, że biała postać z czarnym berłem i czarna postać z biały berłem przypatrują mu się i przyglądają się też wysuniętej szufladzie…

– Listy, są tutaj…

– Wszystkie?

– Tak, kamyk i fiołki również…

– To po co, żeśmy się tłukli?

– Dla rozrywki…

– Hmmm, idziemy na piwo?

– Jasne!

Obydwaj wyszli z pokoju, nie zwracając uwagi na młodego adepta.

Armie przestały walczyć.

– Poproszę o informacje – powiedział do swojego komunikatora.

– Zdałeś egzamin – odezwał się głos Merlina.

– Ale ja nie rozumiem…

– Wracaj do szkoły, odpoczniesz i później porozmawiamy.

– Dobrze Merlinie.

   * * *

Zmieszany i zaskoczony obrotem wydarzeń, teleportował się do szkoły. Zdziwiony patrzył, jak uczniowie i nauczyciele biją mu brawo. Kokoryczka i Jagódka uśmiechały się do niego.

– Nie rozumiem – zaczął bezradnie – ja…

– To może przestaniesz wyśmiewać się z dziewczyn, że zadają pytania na lekcji? – zapytała rzeczowo Zyta.

– Daruj mu – poprosiła Jęczyduszka – wyśpi się i sam zrozumie, co zrobił i czemu właśnie to zadziałało.

Autor: Archiwista SC

Była sobie łąka – 50

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

W środku, przy stole przykrytym piękną białą serwetą, siedziały dwie kobiety. Jedna była stara, bardzo stara, siwa, z twarzą pobrużdżoną zmarszczkami. Patrzyła życzliwie na młodszą od siebie kobietę, dojrzałą, zmęczoną życiem, która skarżyła się:

– Babciu, już nie mogę… nie dam rady… zabierz mnie stąd. Pozwól mi wrócić do domu. Nawet do szkoły. Mogę uczyć początkujące wróżki, ale zabierz mnie z tego świata. Ludzie są straszni, zasłużyli na swój los. Sami tworzą piekło i sami się w nim pogrążają. Niszczenie i ranienie innych sprawia im przyjemność. Przynosi im ulgę…

Babcia Jaga zamyśliła się. Po chwili odpowiedziała.

– Sama wiesz, że wszystkie wróżki i czarodzieje są teraz bardzo zajęci… przykro mi, musisz wytrwać…

Czarodziejka Jagoda rozpłakała się i wychlipała:

– Boję się, że zaczynam się do nich upodabniać. Niedługo zamienię się w Babę Jagę. Trudno mi utrzymywać życzliwość i dobre intencje, gdy widzę tych złośliwych, lekkomyślnych łobuzów.

– Kochanie, wiesz, że Ziemia długo była spowita trującą kosmiczną chmurą, która odmieniała ludzkie serca i mąciła rozum, tak że stawali się agresywni, niecierpliwi i nietolerancyjni.

– Mówiłaś, że chmura już zniknęła.

– Tak, rozwialiśmy ją, z Bożą pomocą.

– Ale, Babciu Jago, ludzie nadal są zawistni i pełni złości.

– Bo się tego nauczyli. Chmura otaczała ich tak długo, że zapomnieli jak było wcześniej. Zapomnieli, że kiedyś byli innymi ludźmi. Teraz, w złości utrzymują ich tylko nawyki, a te można zmienić. Chmura naprawdę zniknęła, jej trucizna również. Dlatego mogliśmy cię tu przysłać. Dopiero teraz twoja praca przynosi efekty. Myślisz, że niewielkie? Mylisz się. Jesteś zmęczona i nie widzisz, jak wiele już zrobiłaś, jak wiele robisz każdego dnia. Pomagasz ludziom, a oni roznoszą dalej te światełka nadziei i altruizmu, którymi się z nimi dzielisz. Cała planeta zdrowieje.

– A jeśli zamienię się w Babę Jagę? – zapytała zrozpaczona Czarodziejka.

– Cóż, jeśli to będzie konieczne, to tak zrobisz.

– Już nie lubię siebie…

– Jagoda, stop! Zatrzymaj się…. Teraz zrób głęboki wdech…. Poczuj zapach łąki… – łagodnie powiedziała Babcia Jaga.

– Przypomnij sobie dom i inne wróżki – kontynuowała babcia miękkim głosem.

Jagoda zaczęła się rozluźniać. Z oczu popłynęły łzy, a ciemna przestrzeń wokół niej zaczęła się rozjaśniać. Kilka minut oddychała spokojnie, promieniejąc coraz większym blaskiem.

Po chwili powiedziała cicho:

– Dam radę. Wytrzymam…

– Wiem – uśmiechnęła się babcia – wszyscy, gdy mają wolną chwilę, myślą o tobie, wierzą w ciebie i wspierają cię. A poza tym znasz chyba przysłowie, że zawsze najciemniej jest tuż przed wschodem słońca?

– Czyżby… to już? – Jagoda popatrzyła z nadzieją na babcię.

– Tak – odpowiedziała Babcia Jaga – to już niedługo. Zbliża się czas, gdy wrócisz do domu. Jednak musisz być skoncentrowana i uważna, teraz będzie najtrudniej. Pamiętaj, że dasz radę. Wiem, że dasz radę!

Autor: Archiwista SC

Ciemność zgęstniała – 37

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przepędzając mrok.

Stary człowiek, siedzący na szczycie wzgórza, przyglądał się temu światełku z wielką uwagą. Zauważył, że ciemność znowu zgęstniała i z wielką siłą zaatakowała światełko, które zaczęło migotać i słabnąć. Starzec pstryknął palcami i światełko urosło, wzmocniło się. Stało się wielkim, potężnym światłem i rozjaśniło nie tylko bliższą, ale i dalszą okolicę. Oświetliło ziemię, spływającą krwią rannych i zabitych ludzi, opancerzone wozy bojowe i żołnierzy obu walczących stron, chowających się przed przeciwnikami i namierzających kolejne cele do zaatakowania.

Starzec ponuro pomyślał, że historia znowu toczy się kołem. Ludzie, dawniej współpracujący ze sobą, sąsiedzi, znowu zaczęli bić się o Ziemię, która do nich nie należy. „Czy oni naprawdę nie rozumieją, że dostaliśmy Ziemię we wspólne użytkowanie?” – pomyślał zdziwiony i zatroskany – „nie widzą, że ich miłość własna i pycha zasłaniają im fakt, że wojna niszczy i zabija to, co jest w życiu najważniejsze? Ba, nawet samo życie zabija…”

Drgnął, gdy otaczające go powietrze zamigotało i zobaczył obok siebie unoszącą się w powietrzu świetlistą postać.

– Merlinie, pomogłeś światłu – odezwał się Anioł.

– Nie mogłem patrzeć na śmierć niewinnych. Niestety, wiem, że ciemność zaraz się wzmocni.

– Kiedyś stosowałeś inne metody. Zsyłałeś na dowódców wypadki, zarazy i zdrady – pamiętasz Cezara?

– Niestety, to skutkowało na krótko. Zawsze znajdował się ktoś następny, dążący do podporządkowania sobie świata.

– Co teraz zrobisz? Ludzie, jak widać, nie mądrzeją, tylko doskonalą się w sztuce wojny, nienawiści i wrogości.

– Nie wiem – westchnął zmęczony Merlin – myślę.

Po czym zapytał:

– A czemu Wy nic nie zdziałaliście? Nie widać, żebyście w ogóle coś robili w sprawie tej wojny i tej ciemności.

– Niestety, nikt nas o to nie prosił. Tę wojnę i tę ciemność wywołali sami ludzie. Znasz nasze uprawnienia. Musimy szanować ich wolę. Tak ustanowił Najwyższy. Nie po to dał ludziom wolność i wolną wolę, by im to odbierać. Anioły nie mogą pomagać nieproszone.

– A ja jestem jeszcze człowiekiem? – zapytał Merlin – jak mnie traktujecie, skoro żyję już kilka tysięcy lat?

– Aniołem na pewno nie jesteś – odpowiedział Anioł. Potem uśmiechnął się łagodnie i dodał:

– Tak, możemy uznać, że nadal jesteś człowiekiem.

– Więc proszę, pomóżcie światłu. Pomóżcie uspokoić umysły, wyciszyć emocje, zaprowadzić ład i pokój. Niech światło znów rozświetla Ziemię i życie ludzi na Ziemi. A razem z nim niech powrócą miłość i szacunek dla życia.

Anioł znowu się uśmiechnął i zamigotał. Światłość powiększyła się. W powietrzu znalazło się wiele jej świecących, migocących drobinek. Widać było, jak ten świetlisty pył trafia do głów i do serc walczących ludzi.

– Trochę to jeszcze potrwa – mruknął Anioł – pył musi trafić do każdego człowieka. I trzeba jeszcze trochę czasu, żeby zadziałał…

Po czym Anioł zostawił Merlina, siedzącego na wzgórzu, i dołączył do innych Aniołów. Do całej armii Aniołów, które udzielały pomocy Ziemi i zbolałym ludziom.

Autor: Archiwista SC