Lekkie krople deszczu – 36

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było park, staw w parku, kolorową zieloną ławeczkę, która przy tej pogodzie wyglądała dość smętnie i trochę oblepiały ją liście.

Siedziałam przy oknie i myślałam o minionym lecie i o tej ławeczce. Była dla mnie symbolem oczekiwania, bo skoro już jest takie piękne miejsce, to powinno się tam coś pięknego wydarzyć.

Dlatego w ciepłe letnie dni przychodziłam tam, nieraz bardzo wcześnie rano, słuchałam ptaków lub nagranych powieści, albo coś dziergałam na drutach. Czasem przychodził na tę ławeczkę ktoś jeszcze i przyglądał mi się. Czasem rozpoczynał rozmowę i teraz, kiedy lato już minęło i pada jesienny deszcz, myślę, że to było najpiękniejsze, co się mogło wydarzyć.

Autor: Borówka

Różnobarwne drzewa – 29

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, idąca przez park pani, zauważyła opadający, przepiękny czerwony liść. Postanowiła zabrać go do domu.

W domu położyła liść na małym stoliku, przy którym piła zwykle popołudniową kawę i zajęła się przygotowaniem tejże kawy.

Jak już usiadła, żeby się nacieszyć aromatem swojej ulubionej mieszanki, z maciupeńką filiżanką w ręku, przysunęła sobie swoją ulubioną gazetę, włożyła okulary i wtedy zobaczyła, że to, co brała za jakieś owadzie ścieżki na liściu, jest pismem, jest wiadomością skierowaną właśnie do niej. Zaciekawiona, zagłębiła się w tekst i okazało się, że pisze do niej wiewiórka, mieszkająca w dziupli na tymże właśnie drzewie. Wiewiórka pisała, że bardzo chętnie spędziłaby u niej zimę. W parku jest zimno, a u niej w mieszkaniu pewnie ciepło i wiewiórka bardzo prosiła o to, żeby pani znalazła ją na tymże drzewie i zabrała ze sobą.

Tylko kłopot polegał na tym, że pani nie pamiętała, z którego drzewa spadł ten liść.

Codziennie chodziła do parku, tym razem w okularach i szukała następnych listów na liściach. Ale już więcej nie znalazła. Więc przez całą zimę ustawiała miseczki z orzechami dla wiewiórek pod większością drzew w parku.

Autor: Borówka

Polną drogą – 34

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył stado dziwnych zwierząt. Były białe, rogate – przynajmniej niektóre z nich. Ale nie przypominały żadnego ze zwierząt, które dotąd widział. Stał i patrzył zafascynowany. Bardzo był ciekawy, co to za zwierzęta i kto się nimi zajmuje.

Spędził pół dnia obserwując te zwierzaki. Zauważył, że tworzą stado wyraźnie uporządkowane. W środku stada pasły się najmłodsze zwierzęta i one nie miały rogów. Potem na obrzeżach widać było również bezrogie zwierzęta, takie średniej wielkości. A dalej, najbliżej wolnej, nie zajętej przez zwierzęta przestrzeni, były te rogate.

Po połowie dnia jego cierpliwość została nagrodzona, bo pojawiły się dwie dziewczyny, które nasypały coś białego do ustawionych między zwierzętami koryt.

Zaciekawiony podszedł bliżej, ale okazało się, że rogate zwierzęta potraktowały go jako intruza, nieufnie.

Wobec tego zwrócił się do dziewcząt z pytaniem, co to za zwierzęta i co one właściwie tu robią. Dziewczyny wyjaśniły mu, że trafił do miejsca, gdzie hoduje się daniele. A zapytane o to białe, odpowiedziały, że to po prostu sól, która danielom jest potrzebna w diecie.

Bardzo podobały mu się zarówno zwierzęta, jak i dziewczyny. Zaczął zadawać im więcej pytań. W końcu stwierdził, że bardzo mu tu dobrze i że już nie ma ochoty wędrować dalej.

Zapytał dziewczyn, czy mógłby pracować razem z nimi. Powiedziały, że mógłby. Wobec czego stwierdził, że to było najlepsze, co spotkało go w życiu i został.

Najmilej mu było, jak pytały go wnuki, skąd się wziął w tej okolicy. Wówczas zaczynał im opowiadać o swoich wędrówkach i mówił, że również one powinny wyruszyć w swoją podróż, żeby znaleźć to, co jest im najbardziej potrzebne.

Autor: Borówka

Nitki babiego lata – 20

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Całą grupą wędrowaliśmy już trzeci dzień. Cały czas było sucho i gorąco. Mieliśmy wodę do picia, ale o kąpieli można było tylko marzyć. Rzeczka dawała nadzieję, że będzie tej wody więcej…

W rzeczce jej nie było, ale w domku nad rzeczką, który okazał się być małym motelem, owszem już była.

Autor: Borówka

Przy pięknej starej toaletce – 28

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że wybrała się na wycieczkę w góry, w miejsce, o którym mówiono „Pawie Oko”. Ażeby tę dolinkę zobaczyć, trzeba było się najpierw bardzo wysoko wdrapać, potem przejść oznakowaną ścieżką i potem za dwoma skałami, które wydawały się zagradzać drogę, otwierało się przejście do dolinki ze stawem. Dziewczyna bardzo chciała tam spotkać kogoś, kogo bardzo lubiła i właściwie słyszała, jak ten ktoś wymawia jej imię, jak woła ją „Krysiu”. I rzeczywiście ktoś ją wołał, ale nie była to osoba, na którą czekała, tylko jej siostra, która wołała ją: „Krysiu wstawaj, bo spóźnimy się obie”.

Autor: Borówka

Czerwcowa noc – 11

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad rzekę. Jedne z nich miały wianki, inne chciały tylko popatrzeć.

Mała dziewczynka trzymała w ręku wianek upleciony z koniczyny. Jej brat powiedział jej, jak przymocować go do drewnianych listewek, żeby pływał. Dziewczynka bardzo chciała mieć psa, więc wianek puściła z myślą, że może wyłowi go jakiś pies i przyjdzie do niej.

Tydzień później były jej urodziny. Pojechała do cioci na wieś i tam rodzice zgodzili się, żeby wzięła jednego z ośmiu szczeniaczków. Był mały, okrągły. Biały jak kwiatek koniczyny. Oczywiście nazwała go „Koniczynka”.

Autor: Borówka

Wiosenny las – 32

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i myślał o tym, jak ma znaleźć swoją ścieżkę. Nie wiedział, co chce na niej znaleźć. Nie wiedział, kogo na niej spotka. Pomyślał, że na razie będzie się cieszył lasem. Będzie przyglądał się temu, co go otacza. I po prostu odpocznie w lesie.

Wtedy zauważył motyla. Było ciepło i sucho, a motyl najwyraźniej szukał jakiejś wilgoci. Usiłował napić się z prawie wyschniętej kałuży, której już właściwie nie było. Wtedy mężczyzna poślinił palec, zostawiając na nim kropelkę śliny. Wyciągnął rękę do motyla, który skorzystał z poczęstunku, wyciągając długą, żółtą trąbkę. Przez chwilę tak trwali, potem motyl odleciał.

Wieczorem chłopak opowiedział o wszystkim swojej dziewczynie. Powiedziała:

– Jesteś okropny. Zdradziłeś mnie z motylem!

Autor: Borówka