Lekkie krople deszczu – 38

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemną, burzową chmurę, która próbowała podpłynąć bliżej domu. Na szczęście dla jego mieszkańców, to się jej nie udawało, mimo że sprzyjał jej silny wiatr popychający ją w tym kierunku.

Na chmurze znajdowało się wielu płanetników. Niektórzy wiosłowali, inni bosakami odpychali się od lżejszych szarawych chmurek, po to by odciągnąć chmurę od domu. Na tych szarawych chmurkach też byli płanetnicy, pomagający odepchnąć dużą burzową chmurę.

Udało im się! Wspólnym wysiłkiem zaprowadzili chmurę nad wielkie morze. Sprawdzili, czy pod spodem jest pusto. Gdy zobaczyli, że w promieniu wielu mil, nie znajdował się żaden statek lub łódka, odetchnęli z ulgą. Zatrzymali chmurę i pomogli jej uwolnić się od deszczu i piorunów.

Przez okno widać było rozbłyski na horyzoncie, ale nad domem już błękitniało niebo i lekkie krople deszczu coraz wolniej stukały o parapet.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Polną drogą – 39

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili tuż przed sobą zobaczył olbrzymie lustro. Było bardzo długie i ciągnęło się jak wielki mur – w prawą i lewą stronę. Początkowo go nie zauważył, bo odbijało krajobraz i drogę, którą właśnie przyszedł. Widział w nim również nadchodzącego wędrowca – siebie samego. Gdy zrozumiał, że to jest lustro, przystanął zdziwiony i próbował znaleźć w nim drzwi, bramę, cokolwiek przez co mógłby przejść – nie znalazł. Próbował przejść górą, ale nie dał rady. Lustro okazało się za wysokie.

„Co to znaczy?” – pomyślał zirytowany. Wtedy zauważył, że niebo w lustrze zachmurzyło się, podczas gdy niebo nad nim pozostało bezchmurne. Wędrowiec wyjął małe lusterko i zaczął porównywać odbicie siebie i krajobrazu w swoim lusterku i w wielkim lustrze. Przyglądał się uważnie. Znalazł kilka różnic, największe dotyczyły jego wyglądu. W wielkim lustrze miał obszarpane ubranie, niesympatyczny wyraz twarzy i jakieś złośliwe błyski w oczach. Pomyślał, że chyba nie polubiłby człowieka, który wygląda tak jak jego odbicie w dużym lustrze.

„Chcę polubić siebie” – pomyślał – „chcę siebie szanować i chcę wyglądać tak, żebym sam ze sobą chciał się zaprzyjaźnić”.

Patrzył uważnie na duże lustro, ale nic się nie zmieniło. Westchnął głęboko i patrząc w oczy swojemu odbiciu, powiedział głośno:

– Potrzebuję tego! Potrzebuję lubić, cenić i szanować samego siebie. Potrzebuję być swoim przyjacielem. Chcę i potrzebuję…

Po czy dodał:

– Proszę.

Lustro zaczęło jaśnieć. Odbicie Wędrowca zmieniało się i jaśniało również, a z jego oczu popłynęła dobroć, życzliwość i mądrość.

Tak też Wędrowiec zaczął postrzegać samego siebie – z życzliwością i mądrą dobrocią.

Przypatrywał się uważnie swojemu odbiciu. Stał długo przed lustrem. Tak długo, aż na lustrze wyświetlił się napis – „Wracaj do domu. Już znalazłeś to, czego potrzebujesz”.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Lekkie krople deszczu – 30

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było latarnię morską, stojącą na urwistym zboczu. Autobus podjechał bardzo blisko i zatrzymał się, więc nie wysiadając z niego, mogliśmy przyjrzeć się jej z bliska.

Mimo, że padało i mgła utrudniała widoczność, zobaczyliśmy, że niszczyli ją wandale. Pomalowali jej okna i ściany na czarno. Chwilami jej światło z trudnością przebijało się przez czarne szyby.

Z wielkim zdziwieniem zobaczyliśmy, że latarnia znakomicie daje sobie radę z wandalami. Kilku z nich wypadło przez otwarte drzwi z wnętrza latarni – zupełnie tak jakby coś ich wypchnęło lub wyrzuciło. Drzwi się zamknęły, więc wandale nie mogli już wejść do środka. Farba w błyskawicznym tempie zaczęła łuszczyć się i odpadać. Coraz większe płaty odczepiały się i spadały – najpierw z okien, a potem ze ścian. W krótkim czasie latarnia stała się piękna i czysta. Cieszyła oczy smukłą sylwetką, a jej światło niosło daleko, mimo narastającej mgły. A może właśnie dlatego świeciła coraz mocniej? Żeby ludzie we mgle mogli odnaleźć właściwą drogę?

Wandale zaczęli wspinać się po drabinach, żeby znowu zamalować okna i reflektor, ale to już się im nie udało. Drabiny się przewracały, farba nie chciała trzymać się szkła, a w końcu kubełek z farbą przewrócił się i cała farba wylała się na wandali.

Deszcz przestał padać, a nam trudno było odjechać, bo nie wierzyliśmy własnym oczom.

Otworzyły się drzwi i latarnik zaprosił nas do środka. Później, gdy już odjeżdżaliśmy, podjechał inny autobus.

Od tamtego czasu często spoglądam na tę latarnię. Zawsze stoi na swoim miejscu. Jest doskonale widoczna za dnia, a jej światło dobrze widoczne jest zarówno we mgle, jak i w nocy.

Latarnia robi to, co do niej należy, a ludzie nauczyli się właściwie korzystać ze wskazówek, jakie daje jej widok i jej światło. Dzięki temu umieją też zadbać o własne bezpieczeństwo. Wielu kapitanów przychodzi do latarni, żeby dziękować za ocalone życie ich i załogi oraz za ocalone statki…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Różnobarwne drzewa – 35

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przez park szła pewna kobieta. Miała na sobie brudny płaszcz, uszyty z rozmaitych łatek. Ludzie odwracali się od niej ze wstrętem – jakby śmierdziała.

Z kolei ona z miłym uśmiechem podchodziła do ludzi i podawała im przedmioty, które zgubili lub które były im potrzebne. Ci przyjmowali te przedmioty, po czym kopali kobietę albo obrzucali ją błotem. Czasami szli wyżej, wspinając się po jej plecach i zamiast podciągnąć ją za sobą do góry – odtrącali ją i spychali na dół. Wtedy kobietę zaczynała otaczać jakby czarna chmura. Gdy chmura się przerzedzała i znikała, kobieta zaczynała pomagać kolejnym osobom.

W pewnej chwili przystanęła. Spuściła głowę, opuściła ramiona. Zamyśliła się. Z nieba rozległ się głos podobny do grzmotu, mówiący słowa: „Już czas. Teraz. To właściwa pora”.

Kobieta powoli podniosła głowę, wyprostowała się. Jej twarz rozpogodziła się, a płaszcz z łatek rozpadł się na kawałki, które uleciały z wiatrem. Okazało się, że ubrana jest w piękną, połyskliwą suknię, która dopiero teraz ukazała się w pełnej krasie.

Cała kobieta promieniała blaskiem. Światło biło z jej twarzy, rąk, z całej postaci. Robiła wrażenie osoby spokojnej i przepełnionej wewnętrzną radością.

Już nie zabiegała o uwagę ludzi. Nie podawała im zgubionych lub potrzebnych im przedmiotów. Po prostu świeciła…

A ludzie przyglądali się jej z rosnącą sympatią. Przynosili prezenty. Zagadywali. Proponowali współpracę. Szukali różnych pretekstów, byle tylko być w pobliżu i porozmawiać z nią choć przez chwilkę. To, co się działo z nimi, gdy byli blisko niej, bardzo im się podobało.

Nawet nie zauważyli, że nie tylko ją darzą sympatią i szacunkiem, ale też sami nawzajem zaczęli się szanować i współpracować ze sobą.

Życzliwość szerzyła się na całym świecie…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Lekkie krople deszczu – 14

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było światło latarni, przysłonięte lekką mgiełką kropel deszczu.

Zmierzchało.

Światło odbijało się w kropelkach deszczu i każda z nich wyglądała, jakby miała w sobie malutką, świecącą tęczę. Razem tworzyły widok, od którego trudno było oderwać oczy, więc Babcia Jaga często siadała przy oknie, żeby oglądać deszczowe spektakle.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Polną drogą – 26

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył człowieka, otoczonego ciemną mgłą. Podszedł bliżej i spostrzegł, że mgła mieściła się w dużej, być może szklanej kuli. Mgła gęstniała, robiła się coraz ciemniejsza, prawie czarna. Niemal całkowicie zakryła człowieka, który był wewnątrz. Czerń mgły przerywały od czasu do czasu biało-niebieskie rozbłyski. Gdy rozległ się pierwszy grzmot, wędrowiec zrozumiał, że te rozbłyski są piorunami. Uświadomił sobie, że człowiek, którego obserwuje, znajduje się w środku burzy i nie może od niej uciec, gdyż otaczająca go kula była bardzo szczelna.

Wędrowiec przystanął i bardzo zdziwiony zaczął przyglądać się temu zjawisku, bo pogoda była prześliczna, spokojna, słoneczna. Przysiadł na przydrożnym kamieniu, żeby spokojnie obserwować.

Mgła zupełnie zakryła obserwowanego człowieka. Rozległ się wybuch. Tumany mgły uniosły się w powietrzu, a człowiek stał się bardzo wyraźny. Zarys kuli zniknął. Przestrzeń między wędrowcem a obserwowanym człowiekiem stała się czysta i przejrzysta. Wędrowiec ucieszył się, że kula z mgłą zniknęła. Jednak szybko się zorientował, że to było tylko złudne marzenie. Zauważył, że dookoła obserwowanego człowieka zaczęła wytwarzać się nowa, połyskująca, szklana kula, która szybko rosła. W miarę, jak jej ścianki wzmacniały się, kula stawała się coraz bardziej szczelna. Gdy kula całkowicie uformowała się, to w jej środku zaczęły pojawiać się pierwsze jasne pasemka mgły…

Wędrowiec jeszcze raz obejrzał znany sobie cykl. Widział, jak pasemka mgły ciemnieją i gęstnieją. Znowu obserwował pioruny, wybuch, oczyszczenie i ponowne odrodzenie się kuli.

Zamyślony, ledwo zauważył, że człowiek z mgłą odszedł i powędrował swoją drogą.

Wędrowiec zastanawiał się, co dla niego znaczy to spotkanie? Jaką lekcję ma z niego wziąć? Czy jemu samego zdarza się reagować tak, jak to robi mężczyzna z mgielną kulą?

Natłok myśli przygniótł go. Wędrowiec uznał więc, że będzie wracał do tych pytań, a na razie zapamięta jeden wniosek: że i on i inni ludzie mogą reagować nie na to, co ich otacza, tylko na własne mgły, które przysłaniają widok.

Autor: Brzozowa Bajdulka