Lekkie krople deszczu – 35

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemne chmury. Polną drogą szedł elektryczny człowiek. Padający deszcz powodował, że jego pole rażenia stawało się coraz większe.

Po niedługim czasie widać już było tylko coraz większą i porażającą kulę piorunów i wyładowań elektrycznych. Nikt nie wiedział, co to wszystko ma znaczyć. Ludzie zaczęli uciekać w popłochu, a strażacy, którzy chcieli ją ugasić, prędko zostali zamienieni w węgielki.

Z nieba przyleciał Anioł i wskoczył w tę kulę piorunów. Dał zaledwie dwa albo trzy razy elektrycznemu człowiekowi w przysłowiową papę, przewracając go przy okazji, po czym wyjął czarną smołę z serca i głowy naszego bohatera.

Elektryczny człowiek wstał lecz nie był już człowiekiem elektrycznym, ale normalnym człowiekiem

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 15

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o czerwonym kapturku, który ubierał się na zielono, a koloru czerwonego unikał, jak diabeł święconej wody.

Dzieci się rozbudziły, każde zaczęło znosić do domu wszystko w kolorze zielonym. Jedno z nich nawet przefarbowało włosy na tenże piękny kolor… Rodzice nie byli zachwyceni z tego powodu i ogolili dziecko na łyso.

Nie zniechęciło to go wcale. Kiedy podrosło, pomalowało się całe na zielono, wskoczyło do pierwszego lepszego statku kosmicznego i wylądowało na Marsie, stając się prawdziwym ufoludkiem.

Pech jednak chciał, że jest to czerwona planeta.

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 10

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o młodym mężczyźnie, który wiódł szczęśliwe życie po tym, jak przeszedł wcześniejszą drogę oczyszczenia.

Teraz miał fantastyczną osobowość i nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi, ponieważ był rozświetlony przez wewnętrzną serdeczność. Zupełnie tak, jakby tkwiło w jego sercu wewnętrzne słońce, które powodowało dobry i stabilny nastrój.

Ataki, złe siły, uroki i… generalnie wszystko, co chciało mu zrobić krzywdę, zatrzymywało się i rozpraszało, palone promieniami dobroci.

Jednocześnie płomienie te były na tyle subtelne, że nikomu dobremu nie robiły krzywdy. A wręcz przeciwnie – przekazywały mu dobrą energię.

Teraz, pod wpływem tej stabilności, młody człowiek wiedzie zdrowe i szczęśliwe życie. Dobrze radzi sobie w relacjach z innymi ludźmi. Założył swój własny biznes, który dobrze prosperuje. Buduje go, zatrudniając ludzi dokładnie takich, jakich chce zatrudniać. I to on sam decyduje o swoim własnym życiu.

Ma piękny dom, udaną żonę, zdrowe dzieci i jeździ fajnym samochodem.

Jest szczęśliwy również z tego powodu, że przez swoją pracę pomaga innym ludziom.

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 32

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było jak czarne postacie dobijają się z przeraźliwym łomotem do domku na skraju lasu.

Hałas był dosyć duży, jednak nie tak duży jak postać znajdująca się wewnątrz domku. Wielkość tej postaci nie była wielkością fizyczną lecz wewnętrzną, czyli duchową i mentalną.

Czarne postacie wdarły się do domku lecz w tej samej chwili poraziło ich oślepiające światło.

Był to blask gospodarza.

Czarne postacie rozpuściły się, a w domku pozostał gospodarz i bezpieczeństwo.

Dzieci obudziły się ciekawe tego co się stało.

– Mamo, mamo, co to za hałas?

– To nic – odrzekła mama – to tylko panowie krasnoludki, ale już sobie poszli.

Autor: Bubulubu

Polną drogą – 37

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył, jak grupa ludzi idzie lekkim krokiem w nieznanym kierunku. Podbiegł do nich, aby zapytać, co takiego wprawia ich w tak dobry nastrój

– Idziemy na spotkanie z przyjaciółką. Niesiemy ciasto i produkty spożywcze, bo będziemy razem gotować.

Samotny wędrowiec pomyślał, że musi to być dobra przyjaciółka i pewnie fajnie byłoby taką osobę poznać.

Jeden z uczestników grupy, jakby przeczytał jego myśli, ponieważ zaproponował mu przyłączenie się i wspólne pójście do tejże, nieznanej mu, przyjaciółki.

Na początku nieco się krępował, jednak pomyślał, że na pewno fajnie byłoby poznać kogoś nowego, więc udał się z nowo poznanymi ludźmi.

Przyjaciółka okazała się osobą ciepłą i bardzo uprzejmą, z którą można było przysłowiowe konie kraść.

Rozmowy i zabawa trwały bardzo długo, tak długo i zażarcie, że wszyscy zapomnieli o gotującym się obiedzie, który wykipiał i się przypalił. Jednak nic się nie stało. Wszyscy byli zadowoleni z miłego spotkania, bo relacje są ważniejsze od żołądków.

Ktoś wpadł na pomysł, aby zamówić pizzę. Miła zabawa trwała do późnych godzin, przy smaku i aromacie włoskich placków.

Autor: Bubulubu

Nitki babiego lata – 34

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Nad rzeczką siedział samotny, nieszczęśliwy człowiek, który miał w sobie wiele wewnętrznego i nieuświadomionego gniewu do całego świata, za całokształt swojego nieszczęśliwego życia.

Snując się z miejsca na miejsce i czując, jak życie przecieka mu przez palce, zawędrował nad tę właśnie rzeczkę w poczuciu wielkiego osamotnienia.

Nie chciało mu się nawet spojrzeć na odbicie siebie samego w wodzie. Jego umysł przepełniał strach i czarna rozpacz. „Przecież nie tak miało być” – pomyślał. Czuł, że go to już wszystko przerasta – „jak ja mam być dobrym człowiekiem, skoro tyle razy ludzie udowodnili mi, że nie powinno się im ufać. Trzeba trzymać ich na dystans, a jak ktoś zacznie pyskować, to najlepszym rozwiązaniem jest rozjechać takiego kogoś walcem. Patrzeć jak jest mu źle. Ja cierpię… to dlaczego ktoś innym, krzywdząc mnie, miałby nie cierpieć? Przecież to takie oczywiste”.

To prawda, w życiu tego człowieka stało się wiele złego, niemniej jednak był również cień nadziei. Myśląc to, co napisane zostało powyżej, równocześnie zdawał sobie sprawę i czuł wewnętrznie, że tak dłużej nie może być. Trzeba coś z tym fantem zrobić, bo inaczej będzie siał zniszczenie, a chciał być dobrym człowiekiem.

Postanowił przestać się bać ludzi. Usiadł po turecku i pozwolił, aby złe rzeczy uleciały mu przez czubek głowy i rozpuściły się w przestrzeni.

Zaczął szukać nowych rozwiązań…

Znalazł wielkiego czarnego konia, z oczami w jednolitym czerwonym kolorze, i zaczął go ujeżdżać. Koń był niczym z piekła rodem, jednak ów człowiek, który teraz stał się jeźdźcem, prędko zdołał sobie z nim poradzić. Koń miał swoje piekielne narowy. Jednak za każdym razem jeźdźcowi udawało się je prędko lokalizować i rozpuszczać, częstokroć jeszcze zanim się pojawiły.

Jeździec zaczął przypominać anioła, który stał się silniejszy od mocy piekielnych. Sam słał ludziom dobroć i miłość.

I zaczął być mile widziany tam, gdzie się pojawiał.

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 24

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było, jak słodkie łobuziaki bawią się ze swoim tatą. Deszcz przestał padać. Było dwoje dzieci i jeden tata, tak więc miały one przewagę liczebną. Jeden ze słodkich łobuziaków tak kochał tatę, że przyczepił się do jego nogi i nie chciał puścić. Natomiast drugi, widząc jak z kolei jeszcze inne dziecko jedzie na swoim rowerku, poprosił tatę o taki sam.

Rodzic nie był w ciemię bity i w związku z tym, że bardzo kochał swoje słodkie łobuziaki, postanowił kupić dwa identyczne rowerki.

Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ ten drugi łobuziak, który był przytulony do nogi taty, szybko się odczepił i zajął się swoim prezentem.

Autor: Bubulubu

Różnobarwne drzewa – 37

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy widziano grupę osób, które bardzo się cieszyły, będąc we własnym otoczeniu.

Każda osoba, zarówno już obecna, jak i nowo przybyła, mogła czuć się swobodnie, będąc dokładnie taką, jaką jest i nie musząc nikogo udawać.

Społeczność ta rozrastała się, gdyż działała moc przyciągania osób, które się w niej znajdowały.

Każdy kto chciał, z czasem stawał się taką osobą, jaką inni ludzie chcieliby być…

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 10

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było jak kolorowe zabawki – pajacyki, bawią się, uśmiechają i zapraszają do zabawy wszystko, co żyje.

Zobaczył to mały chłopczyk, który siedział na parapecie i był smutny, bo czuł, że nikt nie chce się z nim pobawić. Patrzył na nie z zaciekawieniem i od razu zrobiło mu się weselej. Zastanawiał się nawet, czy zabawki zechcą się z nim pobawić. Bał się, ponieważ do tej pory bawić się z nim nikt nie chciał. Postanowił jednak wyjść na dwór i to sprawdzić.

Chłopczyk był uśmiechnięty i niebo zaczynało jaśnieć. Zabawki były przeszczęśliwe, widząc, że ktoś się zbliża. Zaraz podbiegły do chłopczyka i dały mu tyle serdeczności, ile tylko mogły. Zrobiło się słonecznie. A chłopczyk odwzajemniał im się tym samym.

Wszyscy byli uszczęśliwieni

Autor: Bubulubu

Różnobarwne drzewa – 27

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy pewien kwadratowy ludzik z milusińską mordką wskoczył na parapet szpitalnego okna, aby pobawić się z przebywającymi tam dziećmi.

Okazało się, że były one bardzo mobilne – to znaczy nie musiały bez przerwy leżeć w łóżkach, podłączone do przeróżnej aparatury, tylko mogły swobodnie poruszać się po salach i korytarzach. Ułatwiło to sprawę, ponieważ dzięki temu ludzik miał większy wybór gier i zabaw.

Postanowił więc dwoma zgrabnymi susami wskoczyć do jednej z sal i pokazać się będącym tam dzieciom. Zabawa była wspaniała.

Niestety, jeden z rodziców obsikał go gaśnicą przeciwpożarową i już odechciało mu się bawić.

Autor: Bubulubu