Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a wewnątrz bawiły się dzieci.
Pośrodku salonu stał pięknie zdobiony gramofon, który przygrywał stare przedwojenne piosenki.
Istna sielanka. Chciałoby się tylko rozsiąść wygodnie w fotelu i spokojnie popijać świeżo zaparzoną kawę.
Do środka wszedł postawny mężczyzna, który rozsiewał wokół siebie dobro tak wielkie, że aż strach się bać. Bez najmniejszego wysiłku zdolny był uspokajać nawet największych sługusów chaosu. Nie zdawał sobie sprawy, że jest wcieleniem dobrego czarodzieja, żyjącego dawno temu w bardzo niespokojnych czasach, którego nie dość, że nigdy nie zaatakował żaden niebezpieczny zwierz, to nawet tygrysice podtykały mu pod nogi swoje młode, bo wiedziały, że przy nim będą bezpieczne.
Zanosiło się na burzę. Mężczyzna pozamykał drzwi i okna, a dzieci posadził na sofie. Niebo poszarzało, a na zewnątrz widać było pierwsze deszczowe łzy. Widok dosyć markotny. Mężczyzna wyjął książeczkę z bajkami i zaczął czytać je dzieciom ciepłym, nosowym barytonem. Z jego wnętrza rozlegała się czysta emanacja miłości. Dzieci usnęły w poczuciu bezpieczeństwa i nie przeszkadzała im nawet nawałnica z piorunami.
Autor: Bubulubu