Gromadka dzieci – 9

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki. Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o kreciku, który zmagał się z trudnościami przy budowie swojego domku.

W czasie drążenia korytarzy ziemia osypywała się, lecz krecik wytrwale wydobywał ją na powierzchnię gruntu. Budowa kosztowała go wiele wysiłku, ale był szczęśliwy, bo wydrążył przedpokój i duży salon.

Lecz przyszła ogromna ulewa. Rozmyła domek krecika, a on sam spłynął z wodą do rzeki. Ledwo utrzymywał się na powierzchni wody.

Zobaczył go bocian. Przyfrunął ratować krecika. Delikatnie wziął go w szpony i zabrał do swojego gniazda. Osuszył go, przykrywając suchą trawą. Wysłuchał i pocieszył.

Gdy ulewa ustała, bocian na swym grzbiecie przeniósł go w miejsce, gdzie grunt był bezpieczny. Krecik znów zaczął budować dom, o czym bocian rozesłał wici.

Wnet zjawili się pomocnicy – myszki, nornice, bóbr i jeż. Budowa poszła bardzo szybko, sprawnie i radośnie, bo bocian zadbał też o towarzyszkę dla krecika. Powstał przedpokój, salon i sypialnia.

Krecik zaprosił swoich przyjaciół na otwarcie domu. Stół był zastawiony smakołykami. Miła, ciepła atmosfera. Krecik był wdzięczny swoim przyjaciołom. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Cieszyli się z nowej posiadłości krecika i z nawiązanej przyjaźni.

A krecik z krecikową mieli całkiem sporą gromadkę dzieci. I żyli długo i szczęśliwie…

dla Bożenki napisała Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 31

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było idącą postać kobiety. Wydawała mi się znajoma. Odwróciła się. Tak, to właśnie ta osoba, której obraz stanął mi przed oczami. Kobieta trener. Mój trener. Mój trener z dawnych lat. Zawsze była pełna dobroci i miłości. Otwarta, życzliwa, pełna empatii. Uważna i dyplomatyczna. Widziała człowieka jak gdyby od wewnątrz niego samego.

Patrząc przez zamglone okno poczułam radość i wdzięczność, że właśnie z nią mogłam pracować. To dzięki niej, która była i jest dobrym liderem, dokonałam zmian. Dobrych zmian.

Dzięki temu dziś jestem radosna, szczęśliwa i spełniona.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Różnobarwne drzewa – 34

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy patrzyłam na smukłą, piękną lipę, oświetloną promieniami słońca, przebijającymi się przez chmury. Czułam radość…

Wnet lekki podmuch wiatru strącił mrowie lipowych liści, które wirując, spokojnie, lekko i powoli opadały na dół. W ich tańcu ujrzałam piękno, które zaczęło wbudowywać się we mnie. Owego piękna było we mnie coraz więcej i więcej, a wraz z nim przyszła lekkość.

Z sąsiedniego domku wyszli sąsiedzi. On wiceprezes naszego związku. Ludzie mieli do niego dużo żalu za podejmowane decyzje.

Zaczęłam z nim rozmawiać, bo w sercu poczułam potrzebę budowania życzliwości w kontakcie z owym panem.

Nie miałam ochoty na żal.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 12

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było stodołę, a na jej szczycie ogromne bocianie gniazdo. W zagrodzie mieszkało dwoje staruszków. Żyli w rejonie, gdzie przyroda pulsowała intensywnym tętnem. Gdzie żyzne gleby sąsiadowały z rozlewiskami rzek.

Przyszła wiosna a wraz z nią przyleciały bociany. Staruszka, wyglądająca przez okno wraz z mężem, cieszyła się z ich przylotu, bo bocian to symbol szczęścia i dostatku. I szczęścia w ich domu na szczęście przybywało… Na świat przychodziły kolejne zdrowe i radosne dzieci. Oboje wychowywali je mądrze i miłością.

Obserwowali bocianie zaloty i troskę pana bociana o panią bocianową wysiadującą jaja. Wraz z nimi w gnieździe zamieszkiwały wróble i szpaki. Miło było patrzeć na wspólne obcowanie. Po wykluciu bocianiątek, pan bocian troszczył się o całą rodzinę. Przynosił do gniazda zaskrońce, jaszczurki, dżdżownice i drobne ryby.

Staruszkowie przyglądali się temu, zatopieni we własnych myślach. Wnet żona powiedziała:

– Dziękuję ci mężu za troskę o mnie, o dzieci, o rodzinę.

– Ja też ci dziękuję, kochana żono, za miłość, za ciepły, kochający dom i za kochające nas dzieci. Umiałaś je wychować.

– Oj, głuptasie, umieliśmy je wychować. Bociany dopomogły.

Staruszkowie odeszli od okna, bo uznali, że czas wziąć się za obiad. Dzieci z wnukami przyjeżdżają. Będzie miło i radośnie.

dla Bożenki napisała Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 7

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było światła budzącego się miasta. Dziewczynka, oparta łokciami o parapet, lubiła obserwować świat. Zamyślona, cieszyła się dźwiękami spadających kropel deszczu na parapet. Nagle poczuła się tak, jakby znalazła się w innymi miejscu i czasie. W pięknej sali koncertowej orkiestra przygotowywała się do gry. Padły pierwsze dźwięki. Delikatne, spokojne uderzenia perkusisty młoteczkiem o talerze. Dziewczyna spojrzała na perkusistę, on spojrzał na nią i od tej chwili wiedziała, że on gra dla niej. Rozbudził w niej muzykę…

Nagle wstała mama. Dziewczyna powiedziała do niej:

– Mamo, chcę iść do szkoły muzycznej, uczyć się gry.

Matka była zszokowana. Ojciec dziewczynki odszedł od nich, kiedy mała była malutkim dzieckiem. Był muzykiem i nie chciał poświęcać dla rodziny swojej dobrze zapowiadającej się kariery…

W szkole muzycznej dziewczynka spotkała nauczyciela, z którym miała bardzo dobry kontakt. Zaprosiła go na swój pierwszy koncert. Ów nauczyciel okazał się być jej ojcem, o czym poinformowała ją matka.

Dziewczynka była bardzo zdolna i szybko zdobywała kolejne stopnie w sztuce muzycznej. Dostała się do orkiestry, w której grał ojciec. Ich życie połączyło się. Na wszystkie koncerty jeździli całą rodziną.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Różnobarwne drzewa – 17

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, spacerując po parku, ujrzałam dziadków z wnukami. Był piękny, słoneczny dzień. Liście drzew mieniły się kolorami. Suche spadały na ziemię, kręcąc się w tanecznym kręgu.

Widać było, że dziadkowie przypomnieli sobie młode lata. Bawili się z wnukami, szurając nogami wśród suchych, szeleszczących liści. Radości nie było końca.

Po wspaniałej zabawie, szczęśliwi, usiedli na ławce. Ich twarze rozświetlały promienie słońca. Siedzieli przytuleni do siebie, z zamkniętymi oczami, a dziadek opowiadał wnukom, jak wiele, wiele lat temu spotkał piękną, mądrą dziewczynę. Zakochał się w niej, a ona w nim. I mimo upływu lat ich miłość trwa.

– Dziadku, dziadku! To ty z babcią! – krzyknęli uradowani wnukowie.

Po czym wszyscy wstali z ławki i poszli do domu na obiad.

dla Bożenki napisała Danuta Majorkiewicz

Różnobarwne drzewa – 9

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy kobieta, spacerująca samotnie po parku, ujrzała parę staruszków. Mimo dojrzałego wieku, trzymali się za ręce. Widok ich ujął kobietę za serce. Odezwała się do nich. Rozmowa potoczyła się miło i wartko. Dwoje starszych ludzi rozmawiało bardzo chętnie. Opowiedzieli kobiecie kawałek swojego życia. Wiele lat po wojnie pracowali w PCK, do którego przychodziła pewna młoda kobieta. Poszukiwała swojego chłopaka, który poszedł na wojnę i zaginął. PCK, po dłuższych poszukiwaniach, dostał informację, że ów mężczyzna zginął podczas bitwy. Kobieta nie dawała za wygraną. Wciąż przychodziła do PCK i dowiedziała się, że zginął na terenie Anglii. Poprosiła, aby PCK skontaktował się z podobną organizacją w Anglii. Wierzyła i czuła, że jej chłopak żyje… Okazało się, że był ranny. Uratował go angielski rolnik.

Dzięki owej kobiecie dwojgu starym ludziom nie zabrakło determinacji w poszukiwaniu swojego syna. Po wielu miesiącach radości nie było końca… W czasie złotej polskiej jesieni spotkali się wszyscy razem. Rodzice odzyskali syna. On odzyskał rodziców, narzeczoną i dziecko. Gdy wyjeżdżał na wojnę, nie wiedział, że ona jest w ciąży.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Nitki babiego lata – 31

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki, wzdłuż której rozpościerały się przepiękne, kolorowe łąki. Po nich biegała gromadka dzieci. Roześmianych, radosnych. Cieszyły się z wakacyjnego czasu. I z babiego lata. Uwielbiały biegać za nim i go łapać. Radości nie było końca. A gdy zmęczone położyły się wśród kolorowych traw, obserwowały żółte jaskry, różowe dzwonki i źdźbła traw, po których skakały polne koniki. Skakały, tak jakby się ze sobą bawiły. Jedna z dziewczynek nagle usiadła. Rozpromieniła się. W sercu pojawiła się wiara, że po powrocie do szkoły, na lekcjach w-fu poradzi sobie ze skokiem przez kozła. Bo skoro małe koniki polne potrafią tak wysoko skakać, to ona też potrafi…

Autor: Danuta Majorkiewicz

Nitki babiego lata – 16

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki, przepływającej przez piękne polskie uzdrowisko.

Przestał padać deszcz. Mnóstwo kuracjuszy wyszło na spacer po uzdrowiskowym parku. Słońce mieniło się kolorami na ich twarzach. Wszyscy byli radośni, weseli, promienni. Głęboko oddychali świeżym powietrzem. Nasycali się zapachem ziemi i kwiatów. Wymieniali się uśmiechami. Rozmawiali.

Do pijalni, w której na ławce siedział samotny mężczyzna, weszła kobieta. Usiadła koło niego. Zaczęli rozmawiać. Mężczyzna rozpromienił się. Dobrze się czuli we własnym towarzystwie. Do końca turnusu spacerowali razem. I razem wrócili do domów. Obydwoje byli z Warszawy.

Kiedy myśleli, że już nic ich nie czeka, spotkała ich spokojna, cicha, stateczna miłość. Pobrali się, ku zdziwieniu rodziny i znajomych. I żyli ze sobą długo i szczęśliwie. Dziś miło jest być w ich towarzystwie oraz miło i ciepło wspomina się chwile, przebyte razem z nimi.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Czerwcowa noc – 24

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad rzekę, aby świętować świętojańską noc. Brzeg rzeki zapełniał się ludźmi, coraz bardziej i bardziej. Rzeka płynęła przez mazowiecką nizinę. Wiła się wśród łąk, odpoczywających po pierwszym pokosie traw. Ludzie przybywali nad rzekę całymi rodzinami z wiosek leżących wzdłuż rzeki. Rozkoszowali się zapachem siana, złożonego w kopach i zapachem wodnych lilii oraz śpiewem ptaków, gnieżdżących się wśród drzew i krzewów. W ciszy i spokoju spuszczali na wodę kolejne wianki. A wraz z nimi wysyłali w świat swą miłość i życzliwość. Gdy zapadł zmrok i ptaki ucichły, zaczęli śpiewać ludzie. Po wodzie niósł się ich śpiew. Echem odbijał się po przeciwległym brzegu rzeki i wracał spotęgowany śpiewem ludzi z wiosek, leżących do drugiej stronie. Wrażenie było niesamowite. Śpiew rozchodził się po okolicy, coraz dalej i dalej. I to mnóstwo światełek płynących po wodzie. Jak w bajce. W ludziach rosła miłość, życzliwość i radość… I było jej coraz więcej na świecie…

Autor: Danuta Majorkiewicz