Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było latarnię morską, stojącą na urwistym zboczu. Autobus podjechał bardzo blisko i zatrzymał się, więc nie wysiadając z niego, mogliśmy przyjrzeć się jej z bliska.
Mimo, że padało i mgła utrudniała widoczność, zobaczyliśmy, że niszczyli ją wandale. Pomalowali jej okna i ściany na czarno. Chwilami jej światło z trudnością przebijało się przez czarne szyby.
Z wielkim zdziwieniem zobaczyliśmy, że latarnia znakomicie daje sobie radę z wandalami. Kilku z nich wypadło przez otwarte drzwi z wnętrza latarni – zupełnie tak jakby coś ich wypchnęło lub wyrzuciło. Drzwi się zamknęły, więc wandale nie mogli już wejść do środka. Farba w błyskawicznym tempie zaczęła łuszczyć się i odpadać. Coraz większe płaty odczepiały się i spadały – najpierw z okien, a potem ze ścian. W krótkim czasie latarnia stała się piękna i czysta. Cieszyła oczy smukłą sylwetką, a jej światło niosło daleko, mimo narastającej mgły. A może właśnie dlatego świeciła coraz mocniej? Żeby ludzie we mgle mogli odnaleźć właściwą drogę?
Wandale zaczęli wspinać się po drabinach, żeby znowu zamalować okna i reflektor, ale to już się im nie udało. Drabiny się przewracały, farba nie chciała trzymać się szkła, a w końcu kubełek z farbą przewrócił się i cała farba wylała się na wandali.
Deszcz przestał padać, a nam trudno było odjechać, bo nie wierzyliśmy własnym oczom.
Otworzyły się drzwi i latarnik zaprosił nas do środka. Później, gdy już odjeżdżaliśmy, podjechał inny autobus.
Od tamtego czasu często spoglądam na tę latarnię. Zawsze stoi na swoim miejscu. Jest doskonale widoczna za dnia, a jej światło dobrze widoczne jest zarówno we mgle, jak i w nocy.
Latarnia robi to, co do niej należy, a ludzie nauczyli się właściwie korzystać ze wskazówek, jakie daje jej widok i jej światło. Dzięki temu umieją też zadbać o własne bezpieczeństwo. Wielu kapitanów przychodzi do latarni, żeby dziękować za ocalone życie ich i załogi oraz za ocalone statki…
Autor: Brzozowa Bajdulka