Była sobie łąka – 52

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a na stole szklanka i maślanka. Też makowiec własnej roboty i jajka, prosto od kur.

W dalszej części kuchni piec chlebowy i płyta na drewno. Obok domu studnia z daszkiem, też czerwonym i dachówką, jak na dachu domu.

Atrybuty wsi i zdrowego, naturalnego jedzenia. Klimatu dopełniały odgłosy przyrody. Wieczorem było słychać żaby. Noc cicha, a poranek z rosą. Chciałbym to zmagazynować i zawieźć do dużego miasta, w którym mieszkam na co dzień.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 51

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Był czas porannego wietrzenia po rozpaleniu pieca. Domownicy, wraz z gośćmi z miasta, zajmowali się wyciąganiem wody ze studni. Woda miała służyć do zalania oczka wodnego, czyli dość dużego przedsięwzięcia, któremu wszyscy kibicowali. Gospodarze wykonali oczko, a goście-mieszczuchy przywieźli złote rybki.

Świeżo wypuszczonymi rybkami najbardziej zainteresowane były dzieci i dwa koty.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 50

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

W środku, przy stole przykrytym piękną białą serwetą, siedziały dwie kobiety. Jedna była stara, bardzo stara, siwa, z twarzą pobrużdżoną zmarszczkami. Patrzyła życzliwie na młodszą od siebie kobietę, dojrzałą, zmęczoną życiem, która skarżyła się:

– Babciu, już nie mogę… nie dam rady… zabierz mnie stąd. Pozwól mi wrócić do domu. Nawet do szkoły. Mogę uczyć początkujące wróżki, ale zabierz mnie z tego świata. Ludzie są straszni, zasłużyli na swój los. Sami tworzą piekło i sami się w nim pogrążają. Niszczenie i ranienie innych sprawia im przyjemność. Przynosi im ulgę…

Babcia Jaga zamyśliła się. Po chwili odpowiedziała.

– Sama wiesz, że wszystkie wróżki i czarodzieje są teraz bardzo zajęci… przykro mi, musisz wytrwać…

Czarodziejka Jagoda rozpłakała się i wychlipała:

– Boję się, że zaczynam się do nich upodabniać. Niedługo zamienię się w Babę Jagę. Trudno mi utrzymywać życzliwość i dobre intencje, gdy widzę tych złośliwych, lekkomyślnych łobuzów.

– Kochanie, wiesz, że Ziemia długo była spowita trującą kosmiczną chmurą, która odmieniała ludzkie serca i mąciła rozum, tak że stawali się agresywni, niecierpliwi i nietolerancyjni.

– Mówiłaś, że chmura już zniknęła.

– Tak, rozwialiśmy ją, z Bożą pomocą.

– Ale, Babciu Jago, ludzie nadal są zawistni i pełni złości.

– Bo się tego nauczyli. Chmura otaczała ich tak długo, że zapomnieli jak było wcześniej. Zapomnieli, że kiedyś byli innymi ludźmi. Teraz, w złości utrzymują ich tylko nawyki, a te można zmienić. Chmura naprawdę zniknęła, jej trucizna również. Dlatego mogliśmy cię tu przysłać. Dopiero teraz twoja praca przynosi efekty. Myślisz, że niewielkie? Mylisz się. Jesteś zmęczona i nie widzisz, jak wiele już zrobiłaś, jak wiele robisz każdego dnia. Pomagasz ludziom, a oni roznoszą dalej te światełka nadziei i altruizmu, którymi się z nimi dzielisz. Cała planeta zdrowieje.

– A jeśli zamienię się w Babę Jagę? – zapytała zrozpaczona Czarodziejka.

– Cóż, jeśli to będzie konieczne, to tak zrobisz.

– Już nie lubię siebie…

– Jagoda, stop! Zatrzymaj się…. Teraz zrób głęboki wdech…. Poczuj zapach łąki… – łagodnie powiedziała Babcia Jaga.

– Przypomnij sobie dom i inne wróżki – kontynuowała babcia miękkim głosem.

Jagoda zaczęła się rozluźniać. Z oczu popłynęły łzy, a ciemna przestrzeń wokół niej zaczęła się rozjaśniać. Kilka minut oddychała spokojnie, promieniejąc coraz większym blaskiem.

Po chwili powiedziała cicho:

– Dam radę. Wytrzymam…

– Wiem – uśmiechnęła się babcia – wszyscy, gdy mają wolną chwilę, myślą o tobie, wierzą w ciebie i wspierają cię. A poza tym znasz chyba przysłowie, że zawsze najciemniej jest tuż przed wschodem słońca?

– Czyżby… to już? – Jagoda popatrzyła z nadzieją na babcię.

– Tak – odpowiedziała Babcia Jaga – to już niedługo. Zbliża się czas, gdy wrócisz do domu. Jednak musisz być skoncentrowana i uważna, teraz będzie najtrudniej. Pamiętaj, że dasz radę. Wiem, że dasz radę!

Autor: Archiwista SC

Była sobie łąka – 49

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały, biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, zza której wyglądała malutka dziewczynka. Była mała i nadal była dzieckiem, mimo że mieszkała w tym domu już od ponad dwustu lat. Miała czas, żeby dorosnąć. Krasnoludki żyją tysiące lat, więc jeszcze zdąży być poważna. Na razie bawi się i płata figle z innymi krasnoludkami. Sporo ich jest w okolicy.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 47

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Zasłonki też jeszcze do niedawna powiewały, ale podarły się po ostatniej nawałnicy, kiedy to Michał zapomniał zamknąć dobrze okno.

I nie wiszą. Powiewa tylko biała firanka, ale w niczym to nikomu nie przeszkadza, nawet firance.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 46

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Słońce było już wysoko. I było bardzo ciepło.

Jak co dzień o tej porze roku, dzieci wróciły ze szkoły do domu. Z daleka usłyszały szczekanie swego ukochanego psa i poczuły zapach obiadu.

Pies wybiegł im na spotkanie, a że był bardzo towarzyski, wiadomo było, że bez chwili zabawy nie wpuściłby dzieci do środka. Czwórka dzieci więc rozdzieliła się i troje z nich wślizgnęło się biegiem do domu. Najmłodsze dziecko wybrało się z psem nad strumień. Pies był bardzo szczęśliwy, gdyż napił się chłodnej, bardzo dobrej wody.

W tym czasie reszta rodzeństwa wraz z rodzicami czekała z obiadem. Gdy dziecko wróciło ze spaceru, pozostało już tylko umyć ręce i siąść do stołu.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 45

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a za nią stał staruszek, opierający się łokciami o parapet. Staruszek wyciągnął fajkę i napełnił ją tytoniem, uśmiechając się do siebie i do widoku za oknem. Musiał o czymś rozmyślać, bo co chwila kiwał głową, jakby przekomarzając się ze sobą. I tak ta chwila trwała i sączyła się powoli, fajka pykała, a z kuchni dobiegał zapach obiadu.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 44

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Jaka świeża soczysta trawa – pyszna trawa! – pomyślał sobie młody cielaczek. I czym prędzej pogalopował radośnie w jej kierunku. Język sprawnie i szybko zgarniał kolejne smakowite kąski, a ogon odpędzał uprzykrzające się muchy.

Cielaczek brykał wśród tych łąk i brykał, aż wpadł na pomysł, żeby wytarzać się w błotku przy małym stawie nieopodal.

– Uahahahara! – wydawał z siebie dźwięki rozkoszy. Niech żyje soczysta łąka – Bryeech!

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 43

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, unoszona ciepłym wietrzykiem.

Pogoda była piękna. Chociaż jeszcze była wczesna godzina, to słońce mocno grzało. W pewnej chwili drzwi domku gwałtownie się otworzyły i z wielkim hałasem wypadło z nich dwoje małych dzieci. Nie zważając na nawoływania kobiecego głosu, dobiegające z otwartego okna, dzieci pobiegły w stronę lasu. Zaraz za nimi wyskoczył rudy mały piesek. Radośnie machając ogonkiem, biegł za dzieciakami. Zbliżali się do strumyka, gdzie było widać było zacumowany kajak. I to pewnie niepokoiło kobietę, która zaraz wybiegła za dziećmi.

Autor: Lucyna

Była sobie łąka – 42

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Hmmm, jak miło – pomyślała sobie firanka – wreszcie można pobujać się na wietrze i poddać pieszczotom wiatru. Mogliby tylko wreszcie pomalować to okno, żebym nie musiała zaczepiać się o uszkodzoną starą framugę.

– A, i jeszcze ta doniczka – wiecznie wpadam do jej środka i brudzę sobie końcówki! Ale i tak jest lepiej niż zimą, kiedy nic nie wieje, a okno wciąż zostaje zamknięte. Wolę się bujać i łapać wiatr! Sto albo i milion razy!

Autor: Ewa Majewska