Była sobie łąka – 31

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a w oknie stała mała dziewczynka, która sama mieszkała w tym pięknym domku. Każdego ranka o świcie stawała przy oknie i spoglądała na krajobraz, który ją otaczał. Bardzo lubiła zapach lasu, łąk i zwierząt napotykanych na drodze. Zawsze rano biegała na bosaka po łące.

Autor: B

Była sobie łąka – 30

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Przed domkiem, na ławeczce siedziała młoda dziewczyna. Z daleka ujrzała nadchodzącego młodzieńca, który podążał w stronę jej domu. Na jego widok bardzo się ucieszyła, ponieważ od dawna nikt u niej nie był. Dziewczyna zaprosiła młodzieńca do środka.

Autor: Maria

Była sobie łąka – 29

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Powiewała tak od wielu, wielu miesięcy…

Nikt tego okna nie zamykał…

Domek był pusty…

Wiele, wiele miesięcy temu mały, biały domek z czerwonym dachem tętnił życiem. Biegało po jego pokojach troje szczęśliwych dzieciaków: dwóch chłopców i jedna dziewczynka. Bardzo lubili się razem bawić… mimo, iż byli w różnym wieku… Bawili się razem, razem wypełniali swe domowe, dziecięce obowiązki i razem chodzili do odległej o kilka kilometrów szkoły. Podczas tych wszystkich wspólnych działań szanowali się, wspierali, doceniali swe indywidualne przeżycia. Czegoś im jednak brakowało…

Brakowało im obecności rodziców. Rodzice byli bardzo daleko. Pojechali do pracy do wielkiego, niebezpiecznego, oddalonego o setki kilometrów miasta. Musieli tam pojechać, aby ich dzieci mogły żyć, jeść, chodzić do szkoły, czytać książki…

W wielkim, niebezpiecznym i strasznym mieście tata i mama bardzo ciężko pracowali, do późnych godzin nocnych. Odkładali każdy ciężko zarobiony pieniążek do wspólnej, pilnie strzeżonej walizeczki… Walizeczki, która napełniona pieniążkami, miała stać się przepustką do ich wspólnego z dziećmi szczęśliwego życia.

Pewnego dnia… Niestety marzenia nie spełniły się.. walizeczka nie zdążyła się napełnić.

Zniknęła… wraz z nią rodzice i dzieciaki…

W szeroko otwartym oknie od wielu miesięcy powiewa biała firanka…

Autor: Ewa Deja

Była sobie łąka – 28

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a wewnątrz bawiły się dzieci.

Pośrodku salonu stał pięknie zdobiony gramofon, który przygrywał stare przedwojenne piosenki.

Istna sielanka. Chciałoby się tylko rozsiąść wygodnie w fotelu i spokojnie popijać świeżo zaparzoną kawę.

Do środka wszedł postawny mężczyzna, który rozsiewał wokół siebie dobro tak wielkie, że aż strach się bać. Bez najmniejszego wysiłku zdolny był uspokajać nawet największych sługusów chaosu. Nie zdawał sobie sprawy, że jest wcieleniem dobrego czarodzieja, żyjącego dawno temu w bardzo niespokojnych czasach, którego nie dość, że nigdy nie zaatakował żaden niebezpieczny zwierz, to nawet tygrysice podtykały mu pod nogi swoje młode, bo wiedziały, że przy nim będą bezpieczne.

Zanosiło się na burzę. Mężczyzna pozamykał drzwi i okna, a dzieci posadził na sofie. Niebo poszarzało, a na zewnątrz widać było pierwsze deszczowe łzy. Widok dosyć markotny. Mężczyzna wyjął książeczkę z bajkami i zaczął czytać je dzieciom ciepłym, nosowym barytonem. Z jego wnętrza rozlegała się czysta emanacja miłości. Dzieci usnęły w poczuciu bezpieczeństwa i nie przeszkadzała im nawet nawałnica z piorunami.

Autor: Bubulubu

Była sobie łąka – 27

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Wychodzące z lasu sarny przypatrywały się krzątającej się po kuchni pani. Owa matka dzieci, zmywając naczynia, też zwykle przez okno na nie patrzyła. Często bywało tak, że gdy rodzina siadała do obiadu, mogła obserwować pasące się na łące sarny z dziećmi.

Najmłodsze z pięcioosobowej rodziny dziecko wpadło na pomysł zrobienia wspólnego obiadu ze zwierzętami. Ojciec zaproponował dzieciom, ażeby uzgodniły to z sarnami.

Nie wiadomo dlaczego, przy próbie rozmowy zwierzęta uciekły, a dzieci były zdziwione. To zdarzenie jednak spowodowało, że dzieci podczas mroźnej zimy przynosiły na miejsce planowanego pikniku siano.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 26

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Od dawna, co bardziej zapobiegliwi sąsiedzi zbierali worki, napełniali je piaskiem i układali przy swoich domach, na wypadek gdyby niewinnie płynący kiedyś strumyk wezbrał i zechciał wedrzeć się nieproszony do ich domostw. Koło białego domku nie było nic. Żadnych worków, ani przeszkód dla wody…

Przez otwarte okno wlał się strumyk do małego białego domku. W nocy ulewa osiągnęła apogeum. I domek już nie był biały.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 25

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Oświetlony salon pełen był niewypowiedzianego ciepła. Znajdowały się w nim antyki. Cenna kolekcja pana domu. Spędzał w nim większość czasu wspominając przeszłość.

Tylko, czy uda mu się nie powtórzyć historii swego rodu? Musimy pamiętać, że w legendach i historiach zawarta jest wiedza poprzednich pokoleń. Ma nam wskazywać drogę, która pozwoli na uniknięcie błędów. Doceniajmy ją i uczmy się z niej korzystać.

Autor: Ewelina

Była sobie łąka – 24

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Stojąc na podwórku naprzeciwko domku, widzę część znajomego pokoju. Jego meble. Na ścianie obrazy. Stół, a na nim wazon z kwiatem bzu. Obraz pokoju jest mi znajomy, więc odwracam spojrzenie i patrzę na las, łąkę i strumyk. Po chwili spoglądam w dalszą perspektywę. I widzę, jak strumyk wpada do jeziora. Jest to widok dla mnie bardzo przyjemny. Napawa mnie chęcią, aby wziąć wędkę, przynętę i pójść na przystań nad jeziorem, gdzie jest moja łódka. Gdy wypłynę na jezioro, zarzucę wędkę w toń i oczekuję na branie ryby. Jestem szczęśliwym człowiekiem, który wypoczywa.

Autor: Janusz

Była sobie łąka – 23

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W domku mieszkali rodzice z dorodną córką. Myśleli – czas, by wydać ją za mąż…

A dziewczyna wychodziła na pobliską łąkę. Zachwycała się kwiatami – rumiankami, stokrotkami i fiołkami. Zielona ukwiecona łąka wyglądała uroczo, jak kolorowa koronka. Na kwiatach i źdźbłach traw siadały polne koniki, ważki i biedronki. Fruwały motyle. Śpiewały ptaki. Na głowie dziewczyny usiadł motyl.

Pomyślała – może jakąś bajkę mi opowie…

Opowiedział. Chociaż na jej głowie krótko siedział. Że w jej życiu coś się stanie. Coś dziwnego lecz miłego. Po czym uniósł swe skrzydła i odfrunął.

Dziewczyna popatrzyła za motylem. Daleko, daleko w dal. W nozdrzach poczuła powiew ciepłego wiatru. Szła przed siebie. Przemierzyła całą łąkę. Dotarła do strumyka. Usiadła na brzegu. Lustro wody błyszczało w słońcu. Z wody wyjrzała żaba i uśmiechnęła się.

Dziewczyna wstała. Przeszła przez kładkę na drugą stronę. Ujrzała pobliski las. A wśród lasu kilka domostw. W stronę lasu biegła dróżka. Poszła nią szczęśliwa, z wielką ciekawością.

Z lasu wyszedł młodzieniec nieprzeciętnej urody. Spojrzeli na siebie. Ich twarze rozświetliły się, a oczy błyszczały jak diamenty. Radość zagościła w ich sercach…

Dziewczyna wzięła młodzieńca za rękę i poprowadziła w stronę domu. Po drodze zbierała kwiaty i plotła wianek. Włożyła go na głowę młodzieńca.

Rodzice bardzo ucieszyli się wizytą. Kobieta usmażyła racuchy. Wszyscy siedli do stołu. Byli cisi i skupieni. Twarze mówiły o wspólnym szczęściu.

W niedługim czasie odbył się ślub. Wesele było wspaniałe, pełne radości. Młodzieniec pomógł starym rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa. Na świat przyszły dzieci – Jaś i Małgosia. Gdy rano ich rodzice wychodzili do pracy, dziadkowie zajmowali się wnukami, które bardzo lubiły biegać po łące. Wśród polnych kwiatów fruwały barwne motyle i śpiewały ptaki. Małgosia codziennie uplatała wianek dla swojej mamy, a Jaś przynosił kolorowe bukieciki dla babci i dziadka.

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Była sobie łąka – 22

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Ten piękny widok nie przyciągał jednak wzroku. Oczy przyciągała natomiast tęcza, która przecinała polanę na pół. Tęcza była olbrzymia i bez żadnych wątpliwości, ale to bez żadnych wątpliwości, była ona sztuczna i to ona przyciągała oczy. Jak się okazało nie tylko oczy ludzi, gdyż nie dało się jej nie zauważyć.

Jakoś dziwnie majtnęła się zasłonka w oknie z akcentem na dziwnie i wydawało się, że nawet może się ona urwać od tego majtnięcia, ale pojawił się w oknie Kicior. Popatrzył na tęczę, popatrzył, ale z widocznym brakiem sympatii i miauknął niezadowolony. Znowu się rozejrzał i wskoczył na brzeżek tęczowej tęczy, bo była w pobliżu, a w chwilę potem skradał się ostrożnie w stronę jej szczytu. Gdy był już na górze zaczął wylegiwać się i miauczeć zadowolony. Wokoło, tam gdzie patrzył, była tylko zielona łąka, piękne kwiaty, w tle płynęła rzeczka i widać było odległy las. Kicior zamknął oczy. Tu było ciepło, przyjemnie i bezpiecznie, cudnie pomyślał, cudnie, aż do czasu obiadu.

Autor: Janusz Nitkiewicz