Delikatna mgiełka – 9

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły siedział skrzat. Patrzył na rzekę i myślał… Coraz mniej skrzatów mieszkało nad Wisłą. Ludzie wycinali lasy, budowali miasta…

Pomyślał, że zabierze swoją rodzinę i ruszy z flisakami do Gdańska, a stamtąd na Islandię. Widział w ludzkim domu komputerową wiadomość, że Islandczycy szanują Elfy, to może i skrzatom dadzą tam pomieszkać…

Autor: Ewa Damentka

Na dnie szuflady – 28

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Ze wzruszeniem popatrzyłam na listy, kamyk i fotografię. Prawie zapomniałam o ich istnieniu…

Zrobiłam sobie pyszną herbatę w dużym dzbanku, wyjęłam odświętne filiżanki, usiadłam wygodnie i zaczęłam czytać.

W międzyczasie z sympatią popatrywałam na swoje zdjęcie, moje zdjęcie sprzed ok. 30 lat. Spędzałam wtedy wakacje na wykopaliskach w Pobebłociu. Prześliczne miejsce, wspaniałe widoki, więc spacerowałam po okolicznych łąkach i lasach i… dużo malowałam. W pewnej chwili, szczęśliwa i rozluźniona, wpadłam na pomysł, żeby pisać listy do samej siebie – do siebie starszej o 30 lat… Kamyk wzięłam znad strumyka po to, żeby mi o tym przypominał. Spełnił swoje zadanie… Czuję się, jakby wehikuł czasu wystartował…, czytam listy i powracają dawne, szczęśliwe chwile… Czuję się lżejsza, młodsza i pełna nadziei. Ciekawa jestem, co będzie dalej…

Autor: Ewa Damentka

Na dnie szuflady – 19

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia.

– Świetny pomysł – pomyślała młoda nauczycielka, która przyprowadziła do muzeum uczniów na ich pierwszą lekcję historii. Niby nie można dotykać eksponatów, niby pilnują ich pracownicy muzeum, a faktycznie każdy z jej uczniów otworzył już jakąś szufladę, zajrzał do tajnej skrytki i coś znalazł. Potem z wypiekami na twarzy pytał muzealników o znaleziska i osoby, które były z nimi związane i następnie chodził po muzeum samodzielnie wybierając kolejne eksponaty, żeby dowiedzieć się więcej o osobach przedstawionych na fotografii lub o historii przedmiotów.

Dziewczynka, która otworzyła tę szufladę, podniosła błyszczące oczy na niby zagniewaną panią kustosz i zasypała ją gradem pytań:

– kto jest na fotografii?

– to ona pisała te liściki?

– od kogo je dostała?

– co to jest pensja? pensjonariuszka?

– gdzie się uczyła?

– jakie miała stopnie w szkole?

Pani kustosz cierpliwie udzielała odpowiedzi i podała wskazówki, gdzie można zdobyć więcej informacji. Obie kobiety z uśmiechem odprowadziły wzrokiem małą dziewczynkę, która podeszła do biblioteczki i wyjęła dużą książkę, a następnie z wypiekami na twarzy zaczęła ją od razu przeglądać.

– Podoba mi się ten pomysł, żeby na niby chować ciekawe wiadomości, przedmioty i wskazówki do samodzielnej nauki – z uznaniem powiedziała młodziutka nauczycielka.

– Zauważyliśmy, że dzieci lepiej i chętniej się uczą, jeśli myślą, że coś przed nimi chowamy – z uśmiechem odpowiedziała pani kustosz.

– A nie przeszkadza wam, że dotykają eksponatów?

– To nie są oryginały, tylko kopie zdjęć, które udają starocie. Wystawiamy też drobne przedmioty codziennego użytku, których dużo mamy w magazynach. Wykładamy je na szkolne lekcje.

– Nie szkoda wam czasu i fatygi?

– A po co jest muzeum? … ma uczyć, i to ciekawie uczyć… – odpowiedziała doświadczona pani kustosz.

Autor: Ewa Damentka

Na dnie szuflady – 11

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Z zadumą popatrzyłam na zdjęcie. Przedstawiało ono młodego, ślicznego, może 16-letniego chłopca. Czy to do niego wzdychała w młodości właścicielka tej szuflady? Łyżeczki do herbaty, o które mnie prosiła, pewnie są w innym miejscu. Zamknęłam szufladę. Z sąsiedniej wyjęłam łyżeczki i wróciłam do mojej rozmówczyni.

Zaczęłam sobie wyobrażać,jak mogła wyglądać w młodości. Oczyma wyobraźni zobaczyłam ją. Młodą, śliczną dziewczynę, jak z ożywieniem rozmawia z chłopakiem ze zdjęcia.

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 17

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Patrzył na to zdjęcie załzawionym wzrokiem. Wokół dym papierosów, a może i czegoś mocniejszego – siedział tu dopiero parę chwil, a już szumiało mu w głowie i gwar obcojęzycznych rozmów zamieniał się w niezrozumiały bełkot. Tu, w tym dalekim kraju, przypominał sobie o rodzinie raz w tygodniu – gdy w piątkowy wieczór przychodził do tego lokalu na piwo. Myślał wtedy, że jeszcze trochę dorobi i wróci – za parę miesięcy, może za rok. Nawet nie zauważył, że minęło wiele lat i że kumpel, z którym przyjechał tu na saksy, zdążył posiwieć.

– Znowu ci się na wspominki zebrało ? – usłyszał nad uchem znajomy głos kolegi.

Zadźwięczały kufle z piwem, postawione z rozmachem na stole.

– Mhmmm – odpowiedział – i sięgnął po kufel…

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 9

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Kochanie, ładny obrazek namalowałaś – powiedziała Babcia, do Wnuczki.

– Dasz mi jeszcze jedną kartkę – zapytała Wnusia – chcę namalować obrazek, jak z Dziadkiem pływaliśmy łódką i łowiliśmy ryby.

Babcia otworzyła szufladę z kolorowymi papierami. Mała wyjęła kartkę i zaczęła malować, wysuwając koniuszek języka, bo wtedy było jej łatwiej…

Za oknem szalała śnieżyca, ogień wesoło płonął na kominku, z kuchni dobiegały smakowite zapachy, w pokoju obok słychać było dźwięki gry komputerowej, w którą grał Wnuczek, w przedpokoju szmer rozmowy Męża i Zięcia, którzy właśnie wrócili do domu, a przed chwilą do pokoju zajrzała Córka, mówiąc, że obiad niedługo będzie gotowy.

„Cała Rodzina w komplecie, wszyscy zdrowi i bezpieczni” – pomyślała szczęśliwa Babcia.

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 22

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

„Kocham cię, mój maleńki” – pomyślał Ojciec. „Boję się o ciebie, skarbie” – pomyślała Matka. Oboje popatrzyli na siebie z troską, wiedząc że zrobią wszystko co trzeba, żeby maleństwo otoczyć miłością i wychować na zaradnego, mądrego człowieka, który na spełnić swoje Przeznaczenie. Ale czy im się to uda? Świat jest niebezpieczny i nieprzewidywalny… Czy starczy im sił, wytrwałości, wiary…?

A tymczasem Maleńki, nie zdając sobie sprawy z trosk rodziców, leżał cichutko i rozglądał się z ciekawością. Potem zagaworzył. Gdy rodzice pochylili się nad nim, uśmiechnął się do nich promiennie. Wtedy w obojgu stopniał smutek, a zastąpiła go ufność, nadzieja i bezwarunkowa miłość.

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 21

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że wreszcie będzie miał towarzystwo, które przełamie dotychczasową hegemonię kobiet w jego domu – żona, teściowa i pięć córek… „Synku, wreszcie będzie nas dwóch. Dwóch mężczyzn w rodzinie. A jak twoje siostry wyjdą za mąż, to będzie nas jeszcze więcej” – myślał rozpromieniony Tata i z czułością spojrzał na żonę – „Bardzo cię kocham, nasze córki też, ale po śmierci teścia brakowało mi męskiego towarzystwa w domu. Teraz już spokojnie mogę słuchać waszego paplania o modzie, urodzie i damskich fatałaszkach. Jeśli zechcesz mogę chodzić z Tobą na te wstrętne zakupy, a nawet prasować. Wystarczy mi myśl, że już całkiem niedługo z Małym będziemy zbierać robaki na ryby, grać w piłkę i razem oglądać mecze…”

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 14

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu w myślach rozmawiał z malutkim: „Synku, dziś Święto Trzech Króli. Trzech Mędrców pokłoniło się Panu Jezusowi i przyniosło mu dary. Ciekaw jestem, jakie dary Ty przynosisz ludziom i światu? Przyszłość to pokaże. Teraz jesteś najwspanialszym darem, jaki mogłem dziś otrzymać. Jesteś prezentem, który zmienia mnie i moją przyszłość. Już nie będę tym samym człowiekiem, jakim byłem przed Twoimi narodzinami. Zmieniła się moja tożsamość, pojmowanie świata i sensu życia. Będę opiekował się Tobą, Twoją Mamą i Twoim przyszłym Rodzeństwem. Zadbam o wasz dobrobyt i warunki do rozwoju. Postaram się nauczyć mądrej miłości, żeby Wam nie przeszkadzać tylko wspierać w tym, byście wyrośli na wspaniałych ludzi. Dzięki Tobie i przy Tobie będę na nowo poznawał świat. Już teraz jestem z Ciebie dumny i jestem pewien, że w przyszłości jeszcze wiele razy dasz mi okazję do dumy i radości. Swoim przyjściem naprawdę zmieniłeś moje pojmowanie świata, a Wiara, Nadzieja i Miłość zyskały nowe, głębsze znaczenia. Synku, dziękuję że się urodziłeś, dziękuję że jesteś.” Tak sobie myślał Tata, patrząc na swoje dziecko, a wzruszenie przepełniało go do głębi. Popatrzył na żonę, westchnął głęboko i pomyślał: „Dziękuję Kochanie, mamy wspaniałego syna”.

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 9

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że podoła wszystkim wymaganiom, jakie życie przed nim postawi. Pomyślał o pracy, której bezskutecznie szukał od paru miesięcy. „Teraz się uda! W najbliższych tygodniach gdzieś się zaczepię” – pomyślał. „Synku dla Ciebie będę góry przenosił. Mam nadzieję, że Nowy Rok, który właśnie nadchodzi będzie zdrowy, szczęśliwy i wspaniały dla Ciebie, naszej rodziny i wszystkich znajomych i nieznajomych!”.

Autor: Ewa Damentka