Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…
Bardzo rzadko zaglądała do tej szuflady…..
Gdy do niej zaglądała…. świat natychmiast stawał się niewyraźny, słony, smutny. Łzy spływały po twarzy wąskimi, bolesnymi ścieżkami.
W głowie pojawiało się to dziwne uczucie: trochę przyjemne a zarazem bolesne… Wszystko wokół zaczynało wirować, najpierw wolniutko, potem szybciej, szybciej, coraz szybciej.
W piersiach coś bardzo ciążyło, nie pozwalało oddychać, jakby dusiło, tłumiło. Zapierało dech ? Krzyk….?
Dłonie osaczały „mróweczki”, najpierw kilka, potem kilkanaście , całe stado – gryzły, szczypały, kąsały… dłonie nie dawały rady, przegrywały, drętwiały, nie czuły….
Żołądek skręcał się, zwijał, uciekał przed bólem, eksplodował….
Nogi…. stawały się sztywne, zimne, nieposłuszne…..
Całe ciało było obce, niewrażliwe, poza kontrolą.
I nagle przebudzenie ….to tylko sen…. znowu ten sam sen.
Ewa Deja