Na dnie szuflady – 24

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Bardzo rzadko zaglądała do tej szuflady…..

Gdy do niej zaglądała…. świat natychmiast stawał się niewyraźny, słony, smutny. Łzy spływały po twarzy wąskimi, bolesnymi ścieżkami.

W głowie pojawiało się to dziwne uczucie: trochę przyjemne a zarazem bolesne… Wszystko wokół zaczynało wirować, najpierw wolniutko, potem szybciej, szybciej, coraz szybciej.

W piersiach coś bardzo ciążyło, nie pozwalało oddychać, jakby dusiło, tłumiło. Zapierało dech ? Krzyk….?

Dłonie osaczały „mróweczki”, najpierw kilka, potem kilkanaście , całe stado – gryzły, szczypały, kąsały… dłonie nie dawały rady, przegrywały, drętwiały, nie czuły….

Żołądek skręcał się, zwijał, uciekał przed bólem, eksplodował….

Nogi…. stawały się sztywne, zimne, nieposłuszne…..

Całe ciało było obce, niewrażliwe, poza kontrolą.

I nagle przebudzenie ….to tylko sen…. znowu ten sam sen.

Ewa Deja

Była sobie łąka – 29

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Powiewała tak od wielu, wielu miesięcy…

Nikt tego okna nie zamykał…

Domek był pusty…

Wiele, wiele miesięcy temu mały, biały domek z czerwonym dachem tętnił życiem. Biegało po jego pokojach troje szczęśliwych dzieciaków: dwóch chłopców i jedna dziewczynka. Bardzo lubili się razem bawić… mimo, iż byli w różnym wieku… Bawili się razem, razem wypełniali swe domowe, dziecięce obowiązki i razem chodzili do odległej o kilka kilometrów szkoły. Podczas tych wszystkich wspólnych działań szanowali się, wspierali, doceniali swe indywidualne przeżycia. Czegoś im jednak brakowało…

Brakowało im obecności rodziców. Rodzice byli bardzo daleko. Pojechali do pracy do wielkiego, niebezpiecznego, oddalonego o setki kilometrów miasta. Musieli tam pojechać, aby ich dzieci mogły żyć, jeść, chodzić do szkoły, czytać książki…

W wielkim, niebezpiecznym i strasznym mieście tata i mama bardzo ciężko pracowali, do późnych godzin nocnych. Odkładali każdy ciężko zarobiony pieniążek do wspólnej, pilnie strzeżonej walizeczki… Walizeczki, która napełniona pieniążkami, miała stać się przepustką do ich wspólnego z dziećmi szczęśliwego życia.

Pewnego dnia… Niestety marzenia nie spełniły się.. walizeczka nie zdążyła się napełnić.

Zniknęła… wraz z nią rodzice i dzieciaki…

W szeroko otwartym oknie od wielu miesięcy powiewa biała firanka…

Autor: Ewa Deja

Kiedyś dawno dawno temu – 23

Kiedyś, dawno, dawno temu pewnej zimowej nocy, urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Byli bardzo młodzi i bardzo szczęśliwi…

O ich szczęściu dowiedział się czarodziej z Lodowatej Jaskini. Pewnej nocy zamienił serce Mamy w piękny, bezduszny diament. Mama przestała kochać Tatę i ich małego syneczka. Tata z rozpaczy i smutku… odszedł. Mały chłopczyk nadal mieszkał z Mamą, ale nie czuł miłości, ciepła, czułości…

Mama krzyczała, nakazywała, wymagała…

Nie czuła… tylko… myślała.

Mały chłopczyk był posłuszny, grzeczny, karnie wykonywał wszystkie polecenia, znosił ból i upokorzenie.

Rósł i… marzył.

Pewnego razu, wracając do domu, miedzy drzewami zobaczył Tajemniczego Strzelca. Strzelec stał samotnie na polanie. Był szczęśliwy, dumny… w ręku trzymał piękny łuk mieniący się wszystkimi kolorami tęczy. Napinał złotą cięciwę, a strzała miała grot z Ognia.

Marzył….

„Gdybym był Takim Strzelcem, gdybym miał Taki Łuk Tęczowy, z Taką gorejącą Ognistą Strzałą… może… może zdołałbym ogrzać serce mojej Mamy.”… i zapłakał.

Autor: Ewa Deja