Kiedyś dawno dawno temu – 43

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Wszyscy chcieli go jak najszybciej zobaczyć. Nic dziwnego – był to bardzo niezwykły chłopiec – obdarzał wszystkich zaufaniem, cieszył się na widok każdej osoby – jakby to tylko na nią czekał.

Każdy chciał go dotknąć, choć przez chwilę potrzymać maleńkie, drobne paluszki – które odwzajemniały się mocnym uściskiem.

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 41

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Wielu kojarzy to wydarzenie z Bożym Narodzeniem, zwłaszcza w okolicy grudnia…

Ale ten rodzący się mały chłopczyk może być wszędzie i w każdym czasie…

Może pojawić się w bocianim gnieździe w dalekiej wiosce, dalekiego kontynentu, w rodzinie, która tyle czasu czekała z nadzieją, że wreszcie się urodzi… i będzie zdrów i będzie takim podarunkiem od Boga – zapisaną lub niezapisaną biała kartą – w zależności od światopoglądu najbliższych mu osób… Wycisną oni na nim swoje piętno – ofiarują podarunki ze swojego życia. Będą się starali tak, jak potrafią, ale i tak nie będzie idealnie. Bo ideałów nie ma – po prostu… Jest to bezcenny dar – życie…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 40

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Od tej chwili ich świat koncentrował się na tej maleńkiej, bezbronnej istocie.

Ciekawe, jak potoczą się ścieżki jego życia – czym będzie dla niego stawał się świat w kolejnych latach. Co stanie się z jego prawdą? Tego nikt nie wie.

Póki co postanowili, że w domu nie będzie telewizora, będą puszczali najpiękniejszą muzykę, czytali najpiękniejsze bajki i postanowili być… Być z nim, dla niego. Postanowili dawać akceptację, czas i uwagę. Takie tam zwykłe, ludzkie rzeczy…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 37

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

– Tak – pomyślał ojciec – nauczę go jazdy samochodem – będzie z niego świetny kierowca.

– I przejmie po mnie warsztat – powiedział już na głos.

– Co? – zapytała żona.

– Nic…

– Słyszałam… może przejmie, a może nie… Pamiętasz, co mi obiecałeś? Mały sam wybierze, kim będzie chciał być i co będzie robił.

– Tak, tak…

– No więc?

– Będzie dobrze. Wszystko co przyjdzie, będzie w porządku. Z tartakiem czy bez niego. Obiecuję! – odpowiedział Tata.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 18

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Dawnolandii, dziejach dawnych grodu, w którym kiedyś zamieszkiwali ich pradziadowie… i pradziadowie pradziadów, prababcie i jeszcze dawniejsi przedstawiciele rodu.

O czasach, kiedy w puszczy, porastającej okolice, chodziły niedźwiedzie, a plemiona Słowian wspólnie gromadziły się, naradzając się nad najlepszą metodą ich upolowania…

W oczach dzieci blask robił się jeszcze większy, niż na początku opowieści. Uwielbiały takie wieczory z babcią, przy kominku.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 17

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o przygodach szewca Dratewki, który był niezwykle dzielnym i zaradnym młodzieńcem. Posiadał umiejętność zszywania, łatania, łączenie i przywracania życiu rzeczy, przedmiotów, a nawet niematerialnych bytów – takich jak chociażby chmury…

Jeśli z poszarpanych chmur padał zbyt długo deszcz, szewc Dratewka wyciągał swoją igłę i zszywał obłoki. Deszcz ustawał, a na niebie pojawiała się tęcza.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 16

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o rozstaniu. O tym, że każdy kwiat kiedyś przekwita i odchodzi i należy pamiętać, że trzeba cieszyć się tym kwiatem wtedy, kiedy jest. Trzeba go wąchać i podziwiać.

Można też podarować go komuś bliskiemu…

Ale… kiedy nadejdzie jego czas, trzeba pozwolić mu odejść, ewentualnie zasuszyć w ulubionej książce…

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 11

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Szeherezadzie, latających dywanach, cudownej lampie Aladyna i dżinie, spełniającym każde życzenie swojego pana.

Nagle dzieci poczuły unoszenie się w powietrzu i zawirowanie pod stopami. Dywan jeszcze raz poruszył się i leciutko uniósł nad podłogę. Dzieci przerażonym wzrokiem rozejrzały się dookoła, nie rozumiejąc niczego z tego, co się właśnie działo i, nie dowierzając, że to dzieje się naprawdę.

Czyżby któreś z nich wypowiedziało czarodziejskie życzenie, a dywan miał niezwykłą moc?

A może to babcia spłatała im figla?

Patrzyły na jej rozpromienioną i uśmiechniętą twarz, wciąż nie rozumiejąc…

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 29

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było poszukiwanie natchnienia na suficie, na szybie i spływających po niej kroplach. Poszukiwanie natchnienia wymalowane było nie tylko na twarzy autorki owego dzieła, ale i w całej postawie jej ciała.

Wprawny obserwator natychmiast to dostrzeże, malarz namaluje, a muzyk zagra.

Spływające krople deszczu…

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 26

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było światła zbliżającego się samochodu. Ktoś dojechał nim przed bramę, zatrzymał się i nie gasząc silnika, otworzył klapę bagażnika. W tym czasie zaczął wydobywać się biały dym spod maski. Przybysz otworzył maskę i rozglądał się bezwiednie dookoła.

Nikt go nie widział – gospodarze siedzieli w salonie, którego okna zwrócone były na drugą stronę podwórka.

Przybysz nie podszedł jednak do bramy, nie zadzwonił, nie poprosił o pomoc… I nie wiadomo dlaczego…. Może się czegoś wstydził? Może nie lubił o nic prosić? A może znał kogoś z tego domu i zabrakło mu odwagi, aby zrobić krok dalej…

Czasami szkoda nie dowiedzieć się, co by było, gdyby jednak zrobić ten jeden krok więcej…

Autor: Ewa Majewska