Była sobie łąka – 45

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a za nią stał staruszek, opierający się łokciami o parapet. Staruszek wyciągnął fajkę i napełnił ją tytoniem, uśmiechając się do siebie i do widoku za oknem. Musiał o czymś rozmyślać, bo co chwila kiwał głową, jakby przekomarzając się ze sobą. I tak ta chwila trwała i sączyła się powoli, fajka pykała, a z kuchni dobiegał zapach obiadu.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 44

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Jaka świeża soczysta trawa – pyszna trawa! – pomyślał sobie młody cielaczek. I czym prędzej pogalopował radośnie w jej kierunku. Język sprawnie i szybko zgarniał kolejne smakowite kąski, a ogon odpędzał uprzykrzające się muchy.

Cielaczek brykał wśród tych łąk i brykał, aż wpadł na pomysł, żeby wytarzać się w błotku przy małym stawie nieopodal.

– Uahahahara! – wydawał z siebie dźwięki rozkoszy. Niech żyje soczysta łąka – Bryeech!

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 42

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Hmmm, jak miło – pomyślała sobie firanka – wreszcie można pobujać się na wietrze i poddać pieszczotom wiatru. Mogliby tylko wreszcie pomalować to okno, żebym nie musiała zaczepiać się o uszkodzoną starą framugę.

– A, i jeszcze ta doniczka – wiecznie wpadam do jej środka i brudzę sobie końcówki! Ale i tak jest lepiej niż zimą, kiedy nic nie wieje, a okno wciąż zostaje zamknięte. Wolę się bujać i łapać wiatr! Sto albo i milion razy!

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 41

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Dom był niedawno zakupiony i odremontowany, dzięki zaprzyjaźnionej ekipie budowanej z sąsiedniej wsi.

Czerwona dachówka (jedyna w okolicy) ma przypominać nowo wprowadzonym właścicielom Prowansję. Czerwone pelargonie chyba też, bo nikt w okolicy nigdy nie słyszał o takim upodobaniu do tych kwiatów. Są nie tylko w każdym oknie i na balkonie, ale nawet przy wejściu na ogródek i ozdabiają altankę!

Oj, będzie jeszcze sporo roboty dla ekipy z sąsiedztwa – w planach budowy ogródka ma być też kominek, poszerzona droga wjazdowa, a nawet sklep z kawiarenką i wi-fi, a dla wszystkich, którzy czują się dziećmi – huśtawki na linach rozwieszone wzdłuż ścieżki przy lesie. Będzie się działo na spokojnej wiosce!

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 36

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i trzymał za rękę młodą dziewczynę. Szli w milczeniu. Od czasu do czasu zamieniali ze sobą kilka słów. Czasem nie potrzeba ich zbytnio. Czasem cudownie jest pobyć w ciszy i czuć obecność kogoś bliskiego – idącego z Tobą tą samą ścieżką, w tym samym kierunku…

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 34

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i kosił trawę. „Dziwne zlecenie – kosić trawę w lesie” – myślał sobie – „no, prawie w lesie – bo właściwie już na łące”.

Kosiarka była najnowszej generacji – gdyby tylko dobrze ją ustawić, sama wszystko mogłaby obrobić. Tylko po co? Dobrze, że jeszcze potrzebny jest ktoś – choćby do obsługi kosiarki w „prawie” lesie.

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 29

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i miał na sobie dosyć dziwne ubranie, jak na tę porę roku przynajmniej. Czarny cylinder, czarny frak i eleganckie lakierki – to dość nietypowy strój, jak na spacerowanie po lesie. Wzbudzał też ciekawość większości osób.

– Skąd on wraca? Dlaczego się tak ubrał? Kim on jest? – kłębiły się w ich głowach pytania.

Nikt jednak nie odważył się ich zadać. Mężczyzna przeszedł i nigdy więcej nie pojawił się w tych stronach.

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 28

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i gwizdał. W kieszeni trzymał harmonijkę ustną. Wyciągnął ją teraz i zaczął grać. Przechodnie przystawali i z życzliwością spoglądali w jego kierunku.

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 25

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i ciągnął ze sobą wielką, ciężką walizkę. Wysiadł o jedną stację za wcześnie, więc postanowił pójść na skróty.

Tak właśnie znalazł się w lesie, wśród spacerujących bez walizek ludzi. Ciężar powoli dawał się we znaki. Postanowił więc odsapnąć nieco. Nałożył czapkę na oczy, tak żeby mrużąc oczy popatrzeć na słońce. Dał sobie kilka minut na pobycie z lasem, sam na sam. Potem wyciągnął komórkę, ustawił nawigację, wziął walizkę i ruszył dalej.

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 19

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i rozglądając się dookoła chłonął wiosenną, delikatną świeżość. Zatrzymał się na wąskiej ścieżce i skierował wzrok ku górze – korony drzew lekko uginały się na wietrze – a pąki stawały się coraz bardziej nabrzmiałe i pełne. Wziął kilka głębokich oddechów. Uśmiechnął się do siebie. Uśmiechnął się do pary spacerowiczów i do koron drzew. Poczuł, że dostaje dar od przyrody – nowe życie, które z dużą siłą i z wiosenną pogodą przenika jego tkanki, komórki i kosteczki. Płuca dostają nowe życie. Stają się częścią całości, całością części, elementem przyrody, która jego akceptuje, a on ją. I każde z ich ma nawzajem dla siebie dary.

Autor: Ewa Majewska