Ciemność zgęstniała – 36

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i na początku słabą jeszcze, ale coraz silniej odczuwaną wiarę, że jeszcze „będzie przepięknie, jeszcze będzie wspaniale”, że jak w piosence Magdy Umer – „jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy” – jeszcze nie… Możemy być na rozpaczy dnie, ale jeszcze nie!

I powoli światełko wlewało się i rozchodziło po dotąd najciemniejszych zakamarkach duszy.

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 35

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i ocalenie.

Rok 3114. Ostatni etap konfliktu dobiegał końca. Nieliczne garstki ocalonych organizowały nowe życie. Pojawiły się kotły z zupą, rozstawione na cegłach, i śmiech dzieci.

Wszystko trzeba będzie znów zaczynać od początku. Podstawy nowych nauk dendekoterylorogii czekają na nowych odkrywców.

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 34

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i rozpraszając ciemność. Światła odsłaniały kolejne grupki wystraszonych ludzi w poszarpanych ubraniach – często ubłoconych – niczym ze scenerii filmu „Terminator”. Wszyscy znaleźli schronienie w wielkiej piwnicy – schronie. Kolejne światła pozwalały dojrzeć, jak wiele jest tych grupek przerażonych, samotnych ludzi. Schron ciągnął się niczym przepastny tunel. Wciąż błyskały w nim coraz to nowe światła. Wielość świateł zaczęła dodawać otuchy. Pojawiły się szmery i ruch. Grupki zaczęły nawiązywać kontakt ze sobą. Zaczęto nieśmiało organizować się w grupy pomocowe. Rozpoczęto od punktów medycznych. Sprawnie, cicho – niemalże bez słów. Stawało się coraz jaśniej – w oczach ludzi zaczęły pojawiać się błyski nadziei…

Najgorsze już minęło…

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 33

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i budząc Yogigojego, który rozwarł swoją paszczę, ziewając bardzo głośno i klepiąc się po okrągłym kudłatym brzuszku.

Światło urosło i zaczęło drażnić nieprzywykłe do niego oczy okrągłego kudłacza. Wtedy Yogigoji podszedł do światła i próbował go połknąć. Ono jednak się nie dawało. Więc kudłacz brał w swoje łapy dostępne przedmioty i rzucał w światło. To tylko pogarszało sytuację. Światło stawało się coraz jaśniejsze i nie dawało się go już niczym zgasić, ani przerwać procesu postępującego rozświetlania.

Autor: Ewa Majewska

Na dnie szuflady – 41

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Jednak nie wytrzymałam… Zajrzałam do listów. Ujrzałam imiona, nazwiska i adresy wypisane starannym pismem. Listy były adresowane do różnych osób, z różnych stron świata: Kalifornia, San Paulo, Michigan, Barcelona, Londyn…

Nagle zamrugałam, niemożliwe – tak – nie myliłam się – tam było też moje imię, nazwisko i adres – zgadza się!

Drżącą ręką wyciągnęłam list i rozdarłam kopertę. Z biciem serca i ogromną ciekawością, mieszaną z ekscytacją, rozłożyłam list i zaczęłam powoli czytać. Łzy płynęły mi po policzkach, a wzruszenie ogarnęło całe ciało – taki list każdy chciałby dostać, przynajmniej raz w życiu! A ja już go mam…

Autor: Ewa Majewska

Na dnie szuflady – 40

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia.

Taką samą fotografię gdzieś już widziałam. Tylko, gdzie to było…?

Aha – może w sekretariacie Towarzystwa Dobroczynnego Markiza de Ratan. Piętrzyły się tam na biurku stosy listów tak samo poprzewiązywanych taką samą wstążką. Muszę to sprawdzić. Kto i w jakim celu je stamtąd zabrał i ukrył tu, w tej nieużywanej, zapomnianej szufladzie? A może to czekało tu specjalnie na mnie? Co robić? Otworzyć, czy zostawić je tu, tak ja są…

Poczułam się, jakby od tej decyzji zależeć miały co najmniej losy świata. A to była tylko mała paczuszka listów przewiązana różową wstążką. Nie wiem nawet, czy były do kogokolwiek adresowane.

Autor: Ewa Majewska

Na dnie szuflady – 39

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia.

Połowa fotografii tak bardzo wyblakła, że twarze sportretowanych osób były już nie do rozpoznania. Wspomnienia o tych osobach też powoli się zacierały w pamięci. Czyżby nie byli oni więc tacy ważni? A może warto pogrzebać w starych szufladach i póki nie jest za późno uratować i ocalić jakieś wspomnienie ze starych klisz…?

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 16

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i rozszerzając się na coraz dalsze rejony niczym kręgi wychodzące z jednego punktu wody po wrzuceniu weń kamyka, jak przy puszczaniu „kaczki”.

Światła pojawiły się też w sercach ludzi – zaczęli grupować się w organizacje, które miały za zadanie wspierać się wzajemnie, dzielić się swoimi dobrami i wytwarzać usługi, które w tych warunkach były nieocenione i ważne, jak nigdy dotąd.

Fale światła, dobra i życzliwości rozchodziły się, jak efekt domina, na coraz bardziej odległe zakątki Ziemi.

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 3

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i ocalenie ludzkości.

Kolejny błysk rozdarł niebo, przeszywając bólem całe istnienie i wszelkie stworzenie. Świat znieruchomiał na chwilę, po chwili odetchnął z ulgą. Miłość Syna Człowieczego niepojęta, nie do ogarnięcia przez ludzkie zmysły, rozlała się na cały świat.

Autor: Ewa Majewska

Delikatna mgiełka – 23

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły stare drzewo powoli i z pełnym dostojeństwem rozwinęło swoje konary, otrzepując się jednocześnie ze starych zeszłorocznych liści. Miało już wiele lat, pamiętało dawne czasy, było świadkiem wielu spotkań i rozstań, smutków i zachwytów. Czasem pocieszało, zrzucając zaczepnie małą gałązkę lub kawałki kory. Innym razem smagało po twarzach, łaskocząc liśćmi i budząc śmiech. Ono wie, że wszystkie te ludzkie rozterki, emocje, przemijają – są tylko przez chwilę – potem znowu ulatują, niczym jesienne liście, w siną dal.

Ono trwa, mimo wielkich wichur i zamieci, mimo suszy i palącego słońca. Ono wie, jak głęboko zapuścić korzenie i skąd czerpać soki. Czerpie je nieprzerwanie od stuleci. Dumne, dostojne, nieugięte – drzewo na prastarym brzegu Wisły.

Autor: Ewa Majewska