Przy pięknej starej toaletce – 15

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest w jasnym, pełnym słońca dworku, przed którym rósł stary dąb. Na jego gałęzi wisiała huśtawka, na której siedziały dwie złotowłose dziewczynki. Wprowadzał ją w ruch chłopiec, na oko 10-letni. Cała trojka była jej pociechami. Wesołymi, roześmianymi i pełnymi życia.

Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Po chwili zza nich wyjrzała mała czarnowłosa główka.

– Śniadanie mamo.

– „Oj tak, to będzie zdecydowanie dobry dzień” – pomyślała.

Autor: Ewelina

Przy pięknej starej toaletce – 11

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że tak jak ostatnio, wakacje spędza nad Atlantykiem. Wiązało się z nimi tyle cudownych wspomnień…, bo poznała wówczas mężczyznę – miłość swojego życia i kobietę – najlepszą przyjaciółkę. Później okazało się, że oboje byli jednymi z ostatnich nieśmiertelnych.

W wyniku niesamowitych i magicznych okoliczności, dziewczyna – siedząca teraz przed toaletką – też uzyskała nieśmiertelność.

Teraz, patrząc w swoje błyszczące się, szmaragdowe oczy, pomyślała, że już zawsze chce śnić swój wakacyjny sen.

Autor: Ewelina

Przy pięknej starej toaletce – 9

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że zwiedza Błękitny Pałac wysoko na niebie. Mieszkały w nim anioły. Niosły światło i miłość wszystkim ludziom. Jednym z nich był jej tragicznie zmarły brat. I choć wiedziała, że w prawdziwym życiu już nigdy go nie zobaczy, to wiedziała również, że on będzie jej zawsze towarzyszył, do końca jej dni. Jako jej prywatny anioł stróż.

Autor: Ewelina

Czerwcowa noc – 15

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na Sobótkowe zabawy.

Ta noc była wyjątkowa także z innego powodu. Była to druga noc w roku, kiedy zwierzęta mogły porozumiewać się z ludźmi. Czarny kot, o szmaragdowych oczach przysiadł na parapecie i przez okno obserwował świętujących. W dole, na podwórku, łączącym się z rzeką, stał jego ukochany pan. Otoczony grupą przyjaciół, w jednej ręce trzymał piwo, a w drugiej telefon komórkowy. Robił nim zdjęcia pływającym wiankom.

Chłopak był niewiarygodnie przystojny. Idąc ulicą, przyciągał wzrok zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Nawet teraz śliczna blondynka próbowała go poderwać. Wydawało się jednak, że jego pan kompletnie tego nie zauważa.

Kot wiedział, że od lat darzy swego właściciela wyjątkowymi uczuciami, tak intensywnymi, że to aż bolało. Była to bezgraniczna miłość i chorobliwa zazdrość. Dlatego też z dziką satysfakcją zauważył. że blondynka, próbująca wyrwać jego właścicielowi komórkę, potknęła się i wpadła do rzeki.

Nagle szyba zaszła mgłą, tworzącą na jej powierzchni kwiaty, podobne do szronu. Z mgły wyłoniła się kobieta w długiej białej sukni. Bezszelestnie podeszła do kota i podrapała go za uchem.

– Dziś masz prawo do jednego życzenia. Czego naprawdę chcesz?

– Od dawna marzę tylko o jednym. Chcę być człowiekiem.

– Dla niego?

– By móc być z nim.

Kobieta kiwnęła głową, a kot zeskoczył na środek pokoju. Po chwili jego ciało zaczęło się zmieniać. Gdy na zegarze wybiła północ, na środku pokoju stał nagi młodzieniec o długich kruczoczarnych włosach.

Autor: Ewelina

Czerwcowa noc – 12

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na Sobótkowe imprezy. Roześmiani i tańczący, w wirze zabawy zapominali o problemach swego codziennego, szarego życia. Radość psuła jednak myśl, że jutro znów muszą iść do pracy.

Autor: Ewelina

Czerwcowa noc – 3

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wielki bal u królowej elfów. Była to wielka noc, ponieważ raz na sto lat wróżki i elfy mogły się pobrać. W konwaliowym pałacu o aksamitnych ścianach rozstawiono już stoły. Świerszczowa muzyka zaczęła grać. Przybyli wszyscy zaproszeni goście – rozpoczął się bal…

Autor: Ewelina

Wiosenny las – 20

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i rozglądał się wkoło. Sam nie wiedział, czego szukał i co właściwie kazało mu tu przyjść. Las tętnił życiem, feerią barw, zapachem kwiatów i leśnego runa. Zwierzęta zachowywały się przyjaźnie, tak jakby nigdy nie widziały człowieka. Podchodziły, zaczepnie podgryzając mu kostki. Psotna wiewiórka ukradła mu czapkę z daszkiem.

Dopiero po chwili zorientował się, że zboczył z trasy. Ta, którą teraz szedł, była stara i od bardzo dawna nie używana. Tworzyła koło prowadzone wokół starej, zmurszałej rzeźby. Pomnik wysokiego, nagiego chłopaka sięgał głowy spacerującego młodzieńca. Posągowe rysy twarzy wyglądały jak żywe. Był naprawdę piękny. Na postumencie znajdował się napis w języku, którego spacerowicz nie rozumiał. Jednak po chwili wpatrywania się, napis zaczął przybierać bardziej zrozumiały kształt. Wyryte litery przybrały formę: „WYVERYS, przeklęty przez miłość”. Młody mężczyzna ledwo wyszeptał tajemniczy wers, a kamienny posąg otworzył oczy. Młodzieniec wystraszył się nie na żarty. Cofając się tyłem, zawadził o kamień i upadł jak długi. Stalowo-błękitne oczy posągu patrzyły na niego uważnie, a nieme usta zapytały:

– Jestem WYVERYS, czego ode mnie chcesz?

– Niczego…, jesteś posągiem, kawałkiem kamienia, nie możesz mówić…

– Byłem człowiekiem, tak ja ty, lecz teraz jestem uwięziony. Obudziłeś mnie. Mów czego chcesz.

– Jak?…

– Niewielu potrafi odczytać napis, który widziałeś. Coś przyprowadziło cię tutaj i pozwoliło zobaczyć.

– Zobaczyć, co? Ciebie? – młodzieniec żachnął się – I niby co mnie tu przyprowadziło? Błędne ogniki?!

– Nie, odparł spokojnie posąg – najgłębsze pragnienie twojego serca…

Autor: Ewelina

Ciemność zgęstniała – 32

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i dawało wolność. Ogrzewało swym blaskiem serca, przenikało dusze. Karciło, a jednocześnie koiło. Dodawało otuchy, odgradzając osobę od mroku nocy. Sprawiało, iż w natłoku codziennych trosk i spraw chciało się żyć. Kiedy jesteś smutny, czujesz się oszukany i samotny, poszukaj tego światła. Ono tam jest. Na samy dnie twojej duszy. Wtedy też znajdziesz spokój i ukojenie.

Autor: Ewelina

Na dnie szuflady – 37

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia.

Były to wspomnienia z wakacji na Tahiti. Słońce, plaża, błękitna woda i idealnie biały piasek. Cudowna rafa, pełna życia. I szalone szczeniackie lata. Fotografia była prezentem od mieszkańca wyspy. Pokazywała świat XVIII-wieku. W szufladzie obok niej leżała nowa, sprzed dwóch lat. „Jak bardzo zmienia się świat. I jak bardzo to miejsce pozostało niezmienne” – pomyślałam – „Ciekawe, jakie będzie za rok”.

Autor: Ewelina

Delikatna mgiełka – 28

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły piknik rozbili dwaj przyjaciele. Miejsce, które wybrali, było najlepsze do połowu ryb, ale to nie dla nich tu przyszli…

– Nie sądzisz, że nasze życie przypomina szaloną karuzelę?

– To znaczy, że ty kantujesz swoją żonę, a ja swoją?

Kiwnął smutno głową.

– Nie tak powinno być. Wszyscy moglibyśmy być szczęśliwi, bez kłamstw, fałszu i obłudy.

– Ale żaden z nas nie mógł tego zrobić…

– Mogliśmy, ale nie chciałeś. Zniszczyłeś swoje i moje życie, ale też zmarnowałeś los Ani i Ewy.

– A co miałem zrobić?

– Podjąć decyzję

– Dobrą dla ciebie?

– Nie. Dla wszystkich…

Autor: Ewelina