Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…
Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i rozglądał się wkoło. Sam nie wiedział, czego szukał i co właściwie kazało mu tu przyjść. Las tętnił życiem, feerią barw, zapachem kwiatów i leśnego runa. Zwierzęta zachowywały się przyjaźnie, tak jakby nigdy nie widziały człowieka. Podchodziły, zaczepnie podgryzając mu kostki. Psotna wiewiórka ukradła mu czapkę z daszkiem.
Dopiero po chwili zorientował się, że zboczył z trasy. Ta, którą teraz szedł, była stara i od bardzo dawna nie używana. Tworzyła koło prowadzone wokół starej, zmurszałej rzeźby. Pomnik wysokiego, nagiego chłopaka sięgał głowy spacerującego młodzieńca. Posągowe rysy twarzy wyglądały jak żywe. Był naprawdę piękny. Na postumencie znajdował się napis w języku, którego spacerowicz nie rozumiał. Jednak po chwili wpatrywania się, napis zaczął przybierać bardziej zrozumiały kształt. Wyryte litery przybrały formę: „WYVERYS, przeklęty przez miłość”. Młody mężczyzna ledwo wyszeptał tajemniczy wers, a kamienny posąg otworzył oczy. Młodzieniec wystraszył się nie na żarty. Cofając się tyłem, zawadził o kamień i upadł jak długi. Stalowo-błękitne oczy posągu patrzyły na niego uważnie, a nieme usta zapytały:
– Jestem WYVERYS, czego ode mnie chcesz?
– Niczego…, jesteś posągiem, kawałkiem kamienia, nie możesz mówić…
– Byłem człowiekiem, tak ja ty, lecz teraz jestem uwięziony. Obudziłeś mnie. Mów czego chcesz.
– Jak?…
– Niewielu potrafi odczytać napis, który widziałeś. Coś przyprowadziło cię tutaj i pozwoliło zobaczyć.
– Zobaczyć, co? Ciebie? – młodzieniec żachnął się – I niby co mnie tu przyprowadziło? Błędne ogniki?!
– Nie, odparł spokojnie posąg – najgłębsze pragnienie twojego serca…
Autor: Ewelina