Różnobarwne drzewa – 30

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przez wysokie trawy szły dwa małe koty. To był dla nich las. Podróż odbywała się powoli. Było sporo ziół i roślin do powąchania i pogryzienia. W gąszczu traw przebywały drobne zwierzątka i owady, które były bardzo interesujące dla uczących się świata kotów. Droga z domu do świeżego mleka wiodła właśnie przez gąszcz traw.

Po napiciu się mleka, obydwa młode drapieżniki bardzo uroczo wyglądały, gdy wypasione i z pełnymi brzuchami leżały na dachu altany.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 29

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, idąca przez park pani, zauważyła opadający, przepiękny czerwony liść. Postanowiła zabrać go do domu.

W domu położyła liść na małym stoliku, przy którym piła zwykle popołudniową kawę i zajęła się przygotowaniem tejże kawy.

Jak już usiadła, żeby się nacieszyć aromatem swojej ulubionej mieszanki, z maciupeńką filiżanką w ręku, przysunęła sobie swoją ulubioną gazetę, włożyła okulary i wtedy zobaczyła, że to, co brała za jakieś owadzie ścieżki na liściu, jest pismem, jest wiadomością skierowaną właśnie do niej. Zaciekawiona, zagłębiła się w tekst i okazało się, że pisze do niej wiewiórka, mieszkająca w dziupli na tymże właśnie drzewie. Wiewiórka pisała, że bardzo chętnie spędziłaby u niej zimę. W parku jest zimno, a u niej w mieszkaniu pewnie ciepło i wiewiórka bardzo prosiła o to, żeby pani znalazła ją na tymże drzewie i zabrała ze sobą.

Tylko kłopot polegał na tym, że pani nie pamiętała, z którego drzewa spadł ten liść.

Codziennie chodziła do parku, tym razem w okularach i szukała następnych listów na liściach. Ale już więcej nie znalazła. Więc przez całą zimę ustawiała miseczki z orzechami dla wiewiórek pod większością drzew w parku.

Autor: Borówka

Różnobarwne drzewa – 28

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Człowiek zrozumiał, że jego szczęście, zdrowie i radość zależą od niego. Nie od innych ludzi, tylko od niego samego. Westchnął ze spokojną determinacją. Pstryknął palcami i w pokoju, tuż obok jego nóg pojawił się olbrzymi, ciężki kufer.

Człowiek spokojnie i metodycznie zaczął pakować do niego wszystkie swoje nieszczęścia, wspomnienia o tym, że były i projekcje, że znowu się pojawią. Kufer szybko się zapełnił. Zaraz potem urósł, wzmocnił się i poszerzył. Znowu zrobiło się w nim miejsce, więc Człowiek włożył do niego kolejne nieszczęścia, wspomnienia o nich i ich projekcje. Kiedy wydawało mu się, że już wszystkie nieszczęścia wsadził do kufra, Człowiek na wszelki wypadek rozejrzał się uważnie. Przeszukał całe mieszkanie i znalazł jeszcze jedno nieszczęście – które schowało się przed nim w kącie i kurczowo trzymało się ściany. Człowiek oderwał je od ściany i umieścił w kufrze. Włączył odkurzacz, żeby pozbierać resztki nieszczęść, ich wspomnień i projekcji. Zapełniony worek też włożył do kufra.

Ponieważ kufer znowu się powiększył, Człowiek powtórzył swoją akcję, tylko, że teraz wsadzał do kufra krzywdy, jakich doznawał i jakich się spodziewał w przyszłości.

Kufer ciągle rósł, więc potem przyszła pora na smutki i żale.

I tak, metodycznie, Człowiek przeszukiwał i sprzątał. Wsadzał do kufra wszystko, co przeszkadzało lub przeszkodziłoby mu w zdrowym, szczęśliwym i radosnym życiu.

Chwilkę zastanowił się, co zrobić z systemem przekonań, który utrzymywał jego dotychczasowe życie. Zobaczył go, jako grubą żelazną konstrukcję. Wyobraził sobie, że zasiewa w ogrodzie nowe przekonania, służące dobremu, zdrowemu życiu. Nowe przekonania szybko wypuściły zielone kiełki i rosły, zamieniając się we wspaniałe rośliny. Konstrukcję ze starymi przekonaniami ogrodził i wyobraził sobie, że jest to dziki, zardzewiały zakątek w jego starannie pielęgnowanym ogrodzie. Zadał sobie pytanie, co dalej zrobić z tym dzikim zakątkiem, ale okazało się, że nie musiał nic wymyślać. Zobaczył, że stare przekonania same zaczęły się rozdzielać. Część z nich przywarła do żelaznej konstrukcji i zaczęła schnąć, a pozostałe otrzepały się i przeszły do zielonego ogrodu. Niektóre zapuściły korzenie i zmieniły się w zdrowe, piękne rośliny, a inne w migoczący, kolorowy, świetlisty pyłek, który osadzał się na roślinach i wnikał w nie, dzięki czemu stawały się one mocniejsze i zdrowsze.

Człowiek, oglądając to widowisko, poczuł, że sam rośnie, że staje się wyższy, większy, jaśniejszy. Jasność zapanowała też w jego głowie. „Jasny umysł” – pomyślał – „nawet nie wiedziałem, że taki stan istnieje i że mogę go mieć.”

Zobaczył, że konstrukcja ze starymi, uschniętymi przekonaniami zaczęła rdzewieć i zawaliła się, rozpadając na kawałki. Człowiek zebrał je wszystkie i wsadził do kufra. Potem zatrzasnął wieko i zamknął kufer na klucz. Zdziwiony zobaczył, że klucz zaraz potem rozpłynął się w powietrzu, uniemożliwiając ponowne otwarcie kufra. „No i dobrze – pomyślał Człowiek – „i tak nie zamierzałem go otwierać. Dobrze, że już zawsze będzie zamknięty.”

Jednak okazało się, że rozpłynięcie się klucza było tylko początkiem… Widowisko trwało dalej, bo… zaczął zmieniać się sam kufer. Zmieniał kształt i strukturę, gdyż zaczął zamieniać się w monolityczny, wielki, żelazny głaz. Ziemia otworzyła się i głaz zniknął w jej wnętrzu. Człowiek zobaczył oczyma wyobraźni obraz, a raczej film, pokazujący, jak ten głaz dociera do samego środka Ziemi i spala się w jego cieple.

„OK” – znowu pomyślał Człowiek – „teraz pora na zdrowe, mądre i szczęśliwe życie”. Zaprosił do siebie Szczęście, Lekkość, Zaradność, Mądrość, Zdrowy Rozsądek, Pogodę Ducha i Zdrowy Dystans do samego siebie, do innych ludzi i do wydarzeń, jakie się w życiu zdarzają. Zamieszkały razem z nim. Wspólnie z nimi wprowadziły się do jego życia też Wiara, Nadzieja, Miłość, Siła, Radość i wiele innych, zaprzyjaźnionych z nimi, cech i stanów emocjonalnych. Nie wszystkich się spodziewał, ale każdą z nich zaakceptował i przyjął.

Z zadowoleniem przekonywał się później, że wszystkie one okazywały się i ważne, i przydatne.

Autor: Jagoda

Różnobarwne drzewa – 27

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy pewien kwadratowy ludzik z milusińską mordką wskoczył na parapet szpitalnego okna, aby pobawić się z przebywającymi tam dziećmi.

Okazało się, że były one bardzo mobilne – to znaczy nie musiały bez przerwy leżeć w łóżkach, podłączone do przeróżnej aparatury, tylko mogły swobodnie poruszać się po salach i korytarzach. Ułatwiło to sprawę, ponieważ dzięki temu ludzik miał większy wybór gier i zabaw.

Postanowił więc dwoma zgrabnymi susami wskoczyć do jednej z sal i pokazać się będącym tam dzieciom. Zabawa była wspaniała.

Niestety, jeden z rodziców obsikał go gaśnicą przeciwpożarową i już odechciało mu się bawić.

Autor: Bubulubu

Różnobarwne drzewa – 26

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy zadzwonił telefon. Połączenie zaraz się urwało po jednym sygnale. Nie znałam tego numeru – może pomyłka – jeśli nie zadzwoni raz jeszcze…

Mogę spokojnie wstawić wodę i napić się dobrej kawy. Jesienne dni sprzyjają zadumie z filiżanką kawy lub kubkiem gorącej herbaty.

Autor: Ewa Majewska

Różnobarwne drzewa – 25

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Krysia postanowiła wyjść na spacer. Delikatna mgiełka snuła się nad ziemią. Z lasu, który jest na wyciągnięcie ręki, dobiegał śpiew ptaków.

Na progu leniwie wyciągał się rudy kotek, którego Krysia przygarnęła, jak był malutki. Przyszedł pod jej domek i tak już został.

Krysia, dowiedziawszy się o swojej nieuleczalnej chorobie, odsunęła się od wszystkich bliskich i wyniosła się na swoją działkę oddaloną od miasta o dwadzieścia kilometrów.

„Tak nie może być” – powiedziały dziewczyny (jej przyjaciółki od lat). „Musimy jej pomóc, by odzyskała wiarę w siebie i w to, że choroba się cofnie. Musi być wśród ludzi i przestać myśleć o chorobie. Wybieramy się do niej jutro całą czteroosobową paczką i musimy ją przekonać, że ona jest nam bliska i bardzo potrzebna. Była zawsze taka wesoła, towarzyska, pomocna wszystkim w każdej sytuacji. Tak ma zostać. Do jutra.”

Autor: Joanna

Różnobarwne drzewa – 24

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy nad rzeką pojawiły się kaczki. Przypłynęły z pobliskiego kąpieliska, gdzie były dokarmiane. Jedzenie już im się znudziło, więc zajęły się pielęgnacją piór.

W zakolach rzeki co chwila pluskały szczupaki.

Małe dzieci zbierały kamyki i wkładały do wiaderek. Był to ich wkład do przeniesienia kawałka przyrody do domu. Z kamyków miało powstać dno akwarium.

Dzieci były bardzo zadowolone, że zrobią coś nowego. Niektóre chciały przy okazji złapać jedną z ryb, pluskających w zakolu rzeki, żeby już zaraz były w akwarium, ale rodzice wytłumaczyli im, że rybki do akwarium kupuje się w sklepach zoologicznych.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 23

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy zapłakana dziewczynka uspokoiła się trochę. Westchnęła i rozejrzała się dookoła. Zdziwiona zobaczyła, że jest już jesień, a ona sama urosła najwyraźniej, bo jej ubranie zrobiło się za krótkie i za ciasne. Zrozumiała, że przepłakała wiele miesięcy, a może nawet lat.

Czuła w sobie niezwykłą pustkę. Już nie było w niej łez. Nie czuła też innych emocji. Zaczęła przyglądać się temu, co ją otaczało: kolorowe drzewa, przejeżdżające samochody, przechodzący obok niej ludzie, ptaki siadające na gałęziach drzew… Patrzyła tak, jakby widziała to po raz pierwszy w życiu. Słuchała też, jakby to były pierwsze poznawane przez nią dźwięki – szmery, szumy, odgłosy przyrody i miasta. Westchnęła jeszcze raz i poczuła rześkie, jesienne powietrze.

„Już nie pamiętam, czemu zaczęłam płakać” – pomyślała – „ale to minęło. Teraz jestem tutaj i zaczynam życie na nowo”. Poczuła połączenie ze światem, ludźmi i ze sobą samą. Pomyślała chwilę i zdecydowała – „chcę dobrze żyć. Uda się. Świat jest taki piękny. Więc moje życie też może być piękne”.

Autor: Jęczyduszka

Różnobarwne drzewa – 22

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy za moimi uszami rozległ się pisk opon.

– Nie widzisz, jakie światło? – młody człowiek w czarnej skórze, który, unikając wypadku, gwałtownie zahamował, teraz patrzył z wyraźną złością na nieuważnego pieszego.

Cóż – kolory jesieni mogą czasami rozpraszać – uważajcie na światła…

Autor: Ewa Majewska

Różnobarwne drzewa – 21

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy wirtualna rzeczywistość otoczyła cały świat. Okazało się jednak, że był to świat jednego człowieka. A wirtual był bardzo zanieczyszczony. Wysypisko śmieci, śmieciarki, brud, smród i ubóstwo, a wszędzie latały muchy.

„W takim świecie nie da się żyć” – pomyślał człowiek, do którego należał ten świat – „Przecież powinno być inaczej”. Zdał sobie sprawę, że jest to fałszywy świat. A on sam stał się ofiarą złośliwego ataku hakerskiego. Zakasał rękawy, wziął się do roboty i zaczął pracować nad naprawą skutków tego ataku i nad wykształceniem lepszych zabezpieczeń. Rozpoczął od wykrycia źródła i zdał sobie sprawę, że tkwiło ono w nim samym, kreując fałszywą i krzywdzącą Wirtualandię.

Zdał sobie sprawę, że realny świat jest ciekawszy, ponieważ jest w nim o wiele więcej radości i ciekawych zdarzeń.

Nastąpiło wielkie czyszczenie, które trwa nadal, ponieważ sam zainteresowany chce, żeby było zrobione porządnie.

A gdy już się ono zakończy, to równocześnie rozpocznie się prawdziwe życie.

Autor: Bubulubu