Na dnie szuflady – 7

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Dawno nie zaglądałam do tej szuflady, ale telefon od Niego po 15 latach zmobilizował mnie do tego, by rozwiązać te listy i przeczytać. Jakież one były romantyczne, choć pisane równo 45 lat temu. Ile już razy chciałam zrobić z nimi porządek, ale któż w dzisiejszych czasach, takich zabieganych i przepełnionych technikami, pisze jeszcze listy.

Wróciły wszystkie romantyczne wspomnienia.

Przed oczami stanęły tamte czasy, kiedy biegaliśmy po łąkach i kiedy uczyłam się jeździć „JAWĄ”.

Teraz każde z nas żyje swoim życiem. Pozostały nam tylko kontakty telefoniczne.

A tak niewiele brakowało, byśmy byli teraz razem…

Autor: Joanna

Była sobie łąka – 5

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. W oknie stała mała dziewczynka o blond włosach. Dziewczynka patrzyła daleko przed siebie i marzyła, by móc wybiec na łąkę skąpaną w słońcu i oglądać skaczące w trawie żabki oraz koniki polne, których głosy słyszała zawsze wieczorem.

Dziewczynka nie mogła sama wyjść na tę łąkę. Musiała czekać, aż mama wróci z pracy i wyniesie ją w wózku, do którego była „przykuta” przez swoją chorobę.

Dziewczynka była bardzo radosna i uśmiechnięta. Widać mimo swego kalectwa radośnie patrzyła w przyszłość. Cały czas wierzyła, że kiedyś sama pobiegnie na tę łąkę, na której rosły śliczne polne kolorowe kwiatki. Na razie czekała na kochającą ją mamę.

Autor: Joanna

Kiedyś dawno dawno temu – 1

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że wyrośnie na mądrego, zdrowego mężczyznę. Panowie zawsze są dumni, gdy rodzą im się synowie. Od razu widział w swojej wyobraźni, jak bawią się kolejką, jak chodzą na ryby, jeżdżą na rowerach na dalekie wyprawy. Mijały lata, chłopiec zdrowo rósł, a duma rozpierała tatę i myślał o tym, jak syn przedłuży linię rodu. Na wszystko mu pozwalał i rozpieszczał go. Mama czasem się z tego powodu denerwowała. Chłopiec skończył wymarzone przez tatę studia, ale ponieważ nie mógł dostać pracy w swoim zawodzie, wyjechał za granicę i długo nie odzywał się do rodziców, którzy podupadali na zdrowiu i potrzebowali jego pomocy. Zakochany w synu tata nawet wtedy nie chciał nic od syna.

Po wielu latach, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia syn zadzwonił z życzeniami. Kiedy usłyszał smutny głos schorowanego ojca, powziął natychmiast decyzję o powrocie do domu.

Autor: Joanna