Ciemność zgęstniała – 26

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i wiarę, iż nadejdą dni chwały i potęgi Wiecznej Puszczy, która się w końcu odrodzi po tak dotkliwej bitwie i pożarze, które ją strawiły.

Autor: Krzysztof

Na dnie szuflady – 36

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Biurko stało pod oknem. Promienie słoneczne, wpadające przez okno, oświetlały złotym światłem kartkę papieru, na której znajdował się niedokończony list…

Autor: Krzysztof

Delikatna mgiełka – 27

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły, porośniętym przez piękne czerwone maki, stały ruiny zamku. Maki również się w nich rozgościły. Okolica była spokojna. Wzbudzała poczucie sielanki i bezpieczeństwa. Dwa zajączki biegały w poprzek skroplonej poranną rosą zielonej łąki. W oddali można było zauważyć stado pasących się jeleni. Nad doliną latały dzikie gęsi. Łąka stanowiła oazę, a jednocześnie bajeczną krainę, w której zwierzęta oddawały się swoim obowiązkom i pełnej swobodzie.

Autor: Krzysztof

Była sobie łąka – 37

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. W domku unosił się zapach pieczonego chleba.

Gospodyni szykowała posiłek dla wracającego z kopalni diamentów męża, który, pracując ciężko i w pocie czoła, oczekiwał pysznego obiadu. Gdy mąż zasiadł do stołu, ochoczo przystąpił do konsumowania. Obiad był pyszny.

Autor: Krzysztof

Kiedyś dawno dawno temu – 31

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Był to szczęśliwy i radosny dzień dla obojga, gdyż już od dawna oczekiwali utęsknionego dziecka.

Chłopiec wychowywał się pod czujnym okiem rodziców. Gdy dorósł, stał się mężnym wojownikiem, który wykazywał się wielką odwagą i stanowczością. Rodzice wierzyli w to, że wkrótce stanie się przywódcą osady, niepokojonej przez klan okrutnego i złowieszczego Gota, który napadał na ludzkie siedliska, kradł mienie i mordował ludność.

Chłopiec z czasem doskonalił metody walki wręcz i zasady posługiwania się mieczem, który z pokolenia na pokolenie był przekazywany najlepszemu wojownikowi osady. Wkrótce był gotów, by stanąć w szranki, twarzą w twarz z okrutnym Gotem… Zgodnie z oczekiwaniami rodziców stał się świetnym wojownikiem i znakomitym przywódcą.

Pewnego dnia osada została zaatakowana przez mściwego i złowieszczego wroga. Nadszedł czas sprawdzenia swojej odwagi i męstwa. Ze skromnego chłopca nasz bohater stał się wojownikiem o imieniu Gerard. Gerard stał pomiędzy domami, gdy nadjeżdżał mściwy Got, który wywołał go na pojedynek. Walka była zacięta, ale dało się wyczuć przewagę mężnego Gerarda. Nagle Got padł od potężnego ciosu zadanego prosto w serce. Gerard został zwycięzcą.

Radościom i okrzykom nie było końca. Ojciec i matka byli naprawdę dumni. Gerard długo i mądrze panował. Rządził osadą, która rozwijała się i wkrótce stała się wolną i szczęśliwą krainą, bez przemocy i okrucieństwa.

Autor: Krzysztof