Lekkie krople deszczu – 28

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było okno domu naprzeciwko. W oknie stał mały chłopiec. Rozglądał się ciekawie po mokrym świecie. Pomachałem mu ręką. Uśmiechnął się i pomachał mi swoją. Patrzyliśmy obaj na ociekające wodą drzewa, na strumienie wody płynące ulicą. Od czasu do czasu spotykał się nasz wzrok i automatycznie obdarzaliśmy się uśmiechem. Nagle chłopiec odwrócił głowę. Spojrzał w moją stronę, pomachał rączką i zniknął w głębi pokoju. Długo stałem przy oknie, uśmiechając się do deszczu.

Autor: Andrzej

Lekkie krople deszczu – 27

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było zamazany świat.

Mężczyzna na wszelki wypadek rozejrzał się dookoła i westchnął z ulgą. Był sam w pokoju. Nikt go nie obserwował. Zamknął drzwi na klucz, żeby nikt nie wszedł i wyłączył telefon, żeby mu nikt nie przeszkodził.

Przyjrzał się kroplom deszczu. Posłuchał ich dźwięku. Popatrzył na rozmazany świat i pozwolił, by jego łzy wreszcie popłynęły. Od dawna nie płakał, a teraz robił to w naturalny i spokojny sposób. Początkowo wycierał oczy chusteczką. Kiedy zużył już wszystkie chusteczki, jakie miał, przestał wycierać oczy i łzy płynęły mu po policzkach, po szyi i wsiąkały w ubranie.

Mężczyzna, płacząc, zyskał wewnętrzny spokój, który jego samego zadziwił. Spokojnie przyglądał się wspomnieniom, które wypływały razem ze łzami. Widział ponownie, jak go krzywdzono, jak cierpiał. Zobaczył jak pierwsza doznana krzywda zostawiła pierwszy ślad. Jak zaczęły tworzyć się okulary o grubych, zniekształcających szkłach, przez które patrzył na świat. Zrozumiał, że wiele późniejszych krzywd miało swój początek w jego nieświadomych, automatycznych reakcjach. Że nie reagował na aktualne wydarzenia tylko na pamięć o poprzednich krzywdach. Zobaczył ponownie, jak ludzie odsuwali się od niego i jak stawał się coraz bardziej osamotniony.

Wspomnienia przepływały, a on miał już całkiem przemoczone ubranie. Płakał dalej.

W obrazach wspomnień coraz częściej zaczęła pojawiać się postać małego, samotnego, skrzywdzonego i cierpiącego chłopca. Zrozumiał, że to on sam.

Dalej płakał. Jednak zaczął sobie wyobrażać, że sadza chłopca na swoich kolanach i przytrzymuje go, żeby nie spadł. Zaczął delikatnie kołysać się, żeby ulżyć chłopcu.

Jego łzy płynęły nadal, tylko stawały się jaśniejsze, bardziej promienne. Mężczyzna pomyślał do chłopca – „Maleńki, musimy na nowo nauczyć się żyć. Zaopiekuję się tobą. Postaram się zrobić co mogę, żebyś przestał cierpieć. Żebyś odzyskał radość życia i dziecięcą beztroskę” – i spokojnie płakał dalej, czując, że niedługo wypłacze wszystkie łzy…

Tymczasem deszcz przestał już padać, a zza chmur wyjrzało słońce.

Autor: Merlin

Lekkie krople deszczu – 26

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było światła zbliżającego się samochodu. Ktoś dojechał nim przed bramę, zatrzymał się i nie gasząc silnika, otworzył klapę bagażnika. W tym czasie zaczął wydobywać się biały dym spod maski. Przybysz otworzył maskę i rozglądał się bezwiednie dookoła.

Nikt go nie widział – gospodarze siedzieli w salonie, którego okna zwrócone były na drugą stronę podwórka.

Przybysz nie podszedł jednak do bramy, nie zadzwonił, nie poprosił o pomoc… I nie wiadomo dlaczego…. Może się czegoś wstydził? Może nie lubił o nic prosić? A może znał kogoś z tego domu i zabrakło mu odwagi, aby zrobić krok dalej…

Czasami szkoda nie dowiedzieć się, co by było, gdyby jednak zrobić ten jeden krok więcej…

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 25

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było kasztany i wiązy, które rosły nieopodal. Nie było wiatru, więc liście lśniły mokre od deszczu. Nie wiadomo czy to jeszcze późna wiosna czy już lato, ale jak zawsze stałam w niemym zachwycie, wpatrzona w te cuda natury.

Autor: Kolor

Lekkie krople deszczu – 24

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było, jak słodkie łobuziaki bawią się ze swoim tatą. Deszcz przestał padać. Było dwoje dzieci i jeden tata, tak więc miały one przewagę liczebną. Jeden ze słodkich łobuziaków tak kochał tatę, że przyczepił się do jego nogi i nie chciał puścić. Natomiast drugi, widząc jak z kolei jeszcze inne dziecko jedzie na swoim rowerku, poprosił tatę o taki sam.

Rodzic nie był w ciemię bity i w związku z tym, że bardzo kochał swoje słodkie łobuziaki, postanowił kupić dwa identyczne rowerki.

Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ ten drugi łobuziak, który był przytulony do nogi taty, szybko się odczepił i zajął się swoim prezentem.

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 23

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było taflę wody, której powierzchnia wyglądała, jakby była czesana grzebieniem. Uderzenia kropli powodowały rozchodzenie się małych kręgów. One spotykały się z lewej i z prawej. Wszędzie panował nieustany ruch. Kiedy deszcz wzmocnił swoje uderzenia, tworzące się bańki powietrza pękały, uwalniając zatrzymaną energię.

Powoli deszcz stawał się coraz łagodniejszy. Tafla jeziora zamieniła się w lustro, odbijające białe chmury. Wyszło słońce.

Autor: Altruistka

Lekkie krople deszczu – 22

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było szybko rosnącą kałużę, która zamieniała się w jezioro, a następnie w wielkie morze, zalewające ulice, latarnie, domy – wszystko, co stało na jego miejscu. Z okna na piątym piętrze wyglądała przestraszona kobieta. Z przerażeniem oglądała podnoszącą się taflę wody i bała się, że morze zaleje również jej mieszkanie. Wsłuchała się w krople – i te spływające po szybie, i te stukające o parapet. Zauważyła, że są lekkie i stukają z umiarem. Pomyślała, że to niemożliwe, żeby sam deszcz wywołał tak dużą powódź. Kałużę, to i owszem. Może nawet małe jeziorko, ale na pewno nie morze. To niemożliwe! Jak mogło powstać to morze? Gdzie szukać przyczyn? Czasu było mało, bo morskie fale już uderzały o jej parapet!!!

Kobieta zaczęła się modlić i zobaczyła kran, z którego leje się dużo wody. Następnie odsłonił się drugi obraz – kran był połączony rurami z jeziorem smutku, żalu, rozpaczy i niewypłakanych łez. „Do kogo należy to jezioro?” – pomyślała. Dostała kolejny obraz – jezioro znajdowało się w niej. Jej serce było ściśnięte kilkoma zaciskającymi się opaskami żalu i smutku. Smutek i żal rozlewały się w płucach, a opaski coraz mocniej ściskały serce. Z kolei w głowie znajdowało się pudełeczko samogrające, które wytwarzało coraz więcej żalu, więc opaski ściskały serce coraz mocniej.

Przyszła świadomość, że ten proces trwa od dawna. Pojawiły się wspomnienia, jak od wielu lat udawała przed ludźmi i przed sobą samą, że wiedzie szczęśliwe życie. Jak oszukiwała samą siebie, że wszystko jest w porządku, więc nie umiała, a może też nie chciała zauważyć swojego narastającego smutku.

„Co mogę teraz zrobić” – zapytała znowu. Usłyszała odpowiedź – „zaakceptować to, co się już zdarzyło. Wybaczyć sobie i innym. Uwierzyć w siebie. Wyznaczać kolejne cele. Przywoływać słońce, siły witalne, radość i miłość.”

„Jak to zrobić?” – pomyślała spanikowana kobieta i z przerażeniem zobaczyła, że poziom morza znów się podniósł. Zakrywało teraz pół szyby, a spod parapetu zaczęły sączyć się do mieszkania małe strużki wody.

„Wymyśl pierwszy obraz” – dostała odpowiedź.

Kobieta zaczęła więc budować pierwszą wizję – siebie samej oświetlonej promieniami słońca, uśmiechniętej i promieniującej miłością i spokojną radością. Fale morza uderzały nadal o jej szyby, ale poziom morza przestał się podnosić.

Następnie wyobraziła sobie, że wierzy w siebie. Potem budowała kolejny obraz i widziała, jak jej myśli i czas zajmuje przyszłość i dobre wydarzenia, które mają nadejść i które zaprasza do swojego życie. Poziom morza opadł nieco. Jego fale znowu uderzały o parapet okna.

Zaintrygowana i zaciekawiona kobieta zaczęła snuć kolejną wizję… niestety, bezskutecznie…, ponieważ nie umiała zobaczyć, jak wybacza sobie i innym.

Zrozpaczona zaczęła się modlić i prosić Boga o łaskę wybaczenia.

Zatopiona w modlitwie nie liczyła czasu i nie zauważyła nawet, że morze już zniknęło. Jej modlitwa trwała i trwała…

Kiedy kobieta skończyła się modlić, usłyszała, jak lekkie krople deszczu coraz wolniej stukają o parapet.

Autor: Jenczy

Lekkie krople deszczu – 21

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ludzi, którzy chowali się za parasolami i szli, każdy w swoją stronę. Pewnie wracali do domów, by odpocząć po pracy, wysuszyć się i zjeść ciepły posiłek.

Anka westchnęła i otworzyła oczy. Otaczały ją piaszczyste wydmy i czuła żar, lejący się z nieba.

Marzenia o deszczu utrzymywały ją w jakiej takiej formie. Dawały siłę, by wytrwać do końca kontraktu.

Przyjechała tu z grupą znajomych. Teraz, po paru miesiącach, rzadko odzywali się do siebie prywatnie – rozmawiali tylko na służbowe tematy.

Każdy uruchamiał własne sposoby, żeby przetrwać i choć na chwilę zapomnieć o gorącu.

Anka zaczęła wstawać, żeby wrócić co pracy, ale szef dał jej sygnał, że jeszcze może chwilkę odpocząć. Więc usiadła wygodnie, zamknęła oczy i znowu zaczęła przypominać sobie wilgoć, przyjemny chłód i lekkie krople deszczu, stukające o parapet.

Autor: Głos

Lekkie krople deszczu – 20

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciężki sprzęt, odśnieżający nagromadzone zwały starego śniegu. Powoli z poboczy drogi znikały góry szaroburego śniegu, a deszcz rozpuszczał pozostałe jeszcze resztki, odsłaniając ziemię, która mogła wreszcie odetchnąć.

– Uff… nareszcie – ziemia wydała z siebie ciężkie westchnienie, ale było to westchnienie ulgi.

Deszcz powoli wsiąkał w jej coraz głębsze warstwy, pobudzając do życia uśpione larwy, korzenie i nasiona, z których już wkrótce rozwiną się nowe pędy.

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 19

Lekkie krople letniego deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było jezioro, na którym pływały żaglówki, kajaki i rowery wodne.

Żaglówki blisko brzegu obsiadły fale jak białe skrzydła motyla.

Na tarasie domku letniskowego siedziała sympatyczna, uśmiechnięta starsza pani z kotkiem na kolanach.

Kotek mruczał słodko. Na podłodze leżał zwinięty w kulkę mały łaciaty kundelek, przygarnięty przez właścicielkę jakiś czas temu. Pani ta, siedząc na tarasie i przymknąwszy oczy, wracała myślami do lat, kiedy biegała po pobliskich lasach i pływała jak ryba w jeziorze w ciepłe wakacyjne dni. Urządzała z przyjaciółmi regaty na tym pięknym jeziorze, pełnym ryb i ptactwa wodnego.

Teraz na jeziorze, w tej kolorowej łódce z białym dużym żaglem, śmiga jej wnuczka, z której jest ogromnie dumna.

„Życie jest jednak cudowne. Mam ochotę żyć jeszcze długo” – myśli starsza pani – „i cieszyć się sukcesami mojej wnusi”.

Na jej twarzy widać radosny uśmiech.

dla Bożenki napisała Joanna