Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było stodołę, a na jej szczycie ogromne bocianie gniazdo. W zagrodzie mieszkało dwoje staruszków. Żyli w rejonie, gdzie przyroda pulsowała intensywnym tętnem. Gdzie żyzne gleby sąsiadowały z rozlewiskami rzek.
Przyszła wiosna a wraz z nią przyleciały bociany. Staruszka, wyglądająca przez okno wraz z mężem, cieszyła się z ich przylotu, bo bocian to symbol szczęścia i dostatku. I szczęścia w ich domu na szczęście przybywało… Na świat przychodziły kolejne zdrowe i radosne dzieci. Oboje wychowywali je mądrze i miłością.
Obserwowali bocianie zaloty i troskę pana bociana o panią bocianową wysiadującą jaja. Wraz z nimi w gnieździe zamieszkiwały wróble i szpaki. Miło było patrzeć na wspólne obcowanie. Po wykluciu bocianiątek, pan bocian troszczył się o całą rodzinę. Przynosił do gniazda zaskrońce, jaszczurki, dżdżownice i drobne ryby.
Staruszkowie przyglądali się temu, zatopieni we własnych myślach. Wnet żona powiedziała:
– Dziękuję ci mężu za troskę o mnie, o dzieci, o rodzinę.
– Ja też ci dziękuję, kochana żono, za miłość, za ciepły, kochający dom i za kochające nas dzieci. Umiałaś je wychować.
– Oj, głuptasie, umieliśmy je wychować. Bociany dopomogły.
Staruszkowie odeszli od okna, bo uznali, że czas wziąć się za obiad. Dzieci z wnukami przyjeżdżają. Będzie miło i radośnie.
dla Bożenki napisała Danuta Majorkiewicz