Była sobie łąka – 11

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Fuck, powiedział skrzat – Znów ta cholerna szkatułka. Nie włażę do środka. Wiem, co się stanie. Znów trzeba będzie złazić po schodkach w dół, potem usnę, jakbym ciężkiego kaca leczył, do tego jakieś cholerne głosy będą, a potem znów po schodkach w górę. I znów ta firanka, znów ten domek. Mam dość. Ile razy można to powtarzać w kółko i wciąż.

Tak klnąc na czym świat stoi, skrzat zaczął się zbliżać do domku, otwierać drzwi i szukać tych cholernych schodków w dół.

Autor: RPM

Kiedyś dawno dawno temu – 13

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Wkrótce nadzieja ta została wystawiona na próbę. Próbę życia i śmierci. Niestety przegrała. Dziura po nadziei była tak duża, że nie zostało nawet miejsca na smutek.

Czas płynął. Choć właściwie trudno to było zauważyć. Dzień. Noc. Znów dzień. Znów noc. Kolejne. Coraz trudniejsze do odróżnienia. Minął rok, drugi, trzeci. Ale o tym wiedział tylko kalendarz.

Pobieżny obserwator stwierdziłby – nadzieja także umarła. Jednakże myliłby się. Bo choć nie było jej widać, to jednak można było ją wyczuć, chociażby po tym, że kurz nie osiadł na meblach.

Nikt już więcej nie wiedział potem, co się działo u tej rodziny. Jednak, tak jak i przedtem, tak i potem inni ojcowie tak samo patrzyli na swoich synów.

Autor: RPM