Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…
– Fuck, powiedział skrzat – Znów ta cholerna szkatułka. Nie włażę do środka. Wiem, co się stanie. Znów trzeba będzie złazić po schodkach w dół, potem usnę, jakbym ciężkiego kaca leczył, do tego jakieś cholerne głosy będą, a potem znów po schodkach w górę. I znów ta firanka, znów ten domek. Mam dość. Ile razy można to powtarzać w kółko i wciąż.
Tak klnąc na czym świat stoi, skrzat zaczął się zbliżać do domku, otwierać drzwi i szukać tych cholernych schodków w dół.
Autor: RPM