Na dnie szuflady – 44

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Zaglądałam do niej bardzo często i za każdym razem robiło mi się smutno i czułam się winna, choć nie wiem dlaczego.

W tej szufladzie były przechowywane stare pamiątki rodzinne. Jedyne, jakie ocalały z wojennych zniszczeń i licznych przeprowadzek. Listy pisał jeden z moich prapradziadków do swojej młodej żony, mojej praprababci. Nie wiem, czemu zostali rozłączeni, ani czy znowu się spotkali. Rodzinne legendy podają różne zakończenia tej historii.

Otwierając szufladę, czułam smutek, żal i cierpienie rozłączonych małżonków, a jednocześnie nie mogłam nic zrobić, żeby im pomóc. Ich tragedia rozgrywała się wiele, wiele lat temu. Ich miłość, mam nadzieję, żyje nadal w ich potomkach. We mnie również. Dostałam ją razem z życiem od moich rodziców.

Wiem, że tragiczne losy mieli również pradziadkowie, dziadkowie, rodzice… Czy mnie też czekają?

Usłyszałam, a może raczej poczułam w głowie maleńki, dźwięczny dzwonek, który rozproszył czarne myśli.

Zadałam sobie pytania: „po co moi pradziadkowie zachowali te pamiątki? Czemu hołubili je dziadkowie, a następnie rodzice? Po to, żeby pamiętać o cierpieniach, czy żeby pamiętać o miłości? Co teraz z tymi pamiątkami zrobiliby moi prapradziadkowie? Co ja bym z nimi zrobiła na ich miejscu?”

Wzięłam duże, piękne ozdobne pudełko i włożyłam do niego listy, fotografię, kamyczek i bukiecik zasuszonych fiołków. W albumie rodzinnym odszukałam zdjęcia pradziadków, dziadków oraz moich rodziców. Wyjęłam je z albumu i włożyłam do pudełka. Wybrałam drobiazgi, kojarzące mi się z moimi dziadkami i rodzicami, oraz zdjęcia z zabaw, imprez i wycieczek z moją rodziną. To wszystko też włożyłam do pudełka. Włożyłam moje zdjęcie i malutką maskotkę, którą bardzo lubiłam. Na wierzch położyłam zdjęcia moich dzieci. Zamknęłam pudełko i obwiązałam wstążką. Zawiązałam ładną kokardę.

Uznałam, że zawartość pudełka będziemy oglądać całą rodziną i że będziemy to robić bardzo rzadko, przy szczególnych okazjach. Po to, by podkreślić świąteczną okazję i znaczenie tych pamiątek. Wtedy też do pudełka będziemy dokładać kolejne drobiazgi.

Szufladę na razie zostawiłam pustą.

Później zdecyduję, co do niej włożyć.

Autor: Jagoda

Była sobie łąka – 50

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

W środku, przy stole przykrytym piękną białą serwetą, siedziały dwie kobiety. Jedna była stara, bardzo stara, siwa, z twarzą pobrużdżoną zmarszczkami. Patrzyła życzliwie na młodszą od siebie kobietę, dojrzałą, zmęczoną życiem, która skarżyła się:

– Babciu, już nie mogę… nie dam rady… zabierz mnie stąd. Pozwól mi wrócić do domu. Nawet do szkoły. Mogę uczyć początkujące wróżki, ale zabierz mnie z tego świata. Ludzie są straszni, zasłużyli na swój los. Sami tworzą piekło i sami się w nim pogrążają. Niszczenie i ranienie innych sprawia im przyjemność. Przynosi im ulgę…

Babcia Jaga zamyśliła się. Po chwili odpowiedziała.

– Sama wiesz, że wszystkie wróżki i czarodzieje są teraz bardzo zajęci… przykro mi, musisz wytrwać…

Czarodziejka Jagoda rozpłakała się i wychlipała:

– Boję się, że zaczynam się do nich upodabniać. Niedługo zamienię się w Babę Jagę. Trudno mi utrzymywać życzliwość i dobre intencje, gdy widzę tych złośliwych, lekkomyślnych łobuzów.

– Kochanie, wiesz, że Ziemia długo była spowita trującą kosmiczną chmurą, która odmieniała ludzkie serca i mąciła rozum, tak że stawali się agresywni, niecierpliwi i nietolerancyjni.

– Mówiłaś, że chmura już zniknęła.

– Tak, rozwialiśmy ją, z Bożą pomocą.

– Ale, Babciu Jago, ludzie nadal są zawistni i pełni złości.

– Bo się tego nauczyli. Chmura otaczała ich tak długo, że zapomnieli jak było wcześniej. Zapomnieli, że kiedyś byli innymi ludźmi. Teraz, w złości utrzymują ich tylko nawyki, a te można zmienić. Chmura naprawdę zniknęła, jej trucizna również. Dlatego mogliśmy cię tu przysłać. Dopiero teraz twoja praca przynosi efekty. Myślisz, że niewielkie? Mylisz się. Jesteś zmęczona i nie widzisz, jak wiele już zrobiłaś, jak wiele robisz każdego dnia. Pomagasz ludziom, a oni roznoszą dalej te światełka nadziei i altruizmu, którymi się z nimi dzielisz. Cała planeta zdrowieje.

– A jeśli zamienię się w Babę Jagę? – zapytała zrozpaczona Czarodziejka.

– Cóż, jeśli to będzie konieczne, to tak zrobisz.

– Już nie lubię siebie…

– Jagoda, stop! Zatrzymaj się…. Teraz zrób głęboki wdech…. Poczuj zapach łąki… – łagodnie powiedziała Babcia Jaga.

– Przypomnij sobie dom i inne wróżki – kontynuowała babcia miękkim głosem.

Jagoda zaczęła się rozluźniać. Z oczu popłynęły łzy, a ciemna przestrzeń wokół niej zaczęła się rozjaśniać. Kilka minut oddychała spokojnie, promieniejąc coraz większym blaskiem.

Po chwili powiedziała cicho:

– Dam radę. Wytrzymam…

– Wiem – uśmiechnęła się babcia – wszyscy, gdy mają wolną chwilę, myślą o tobie, wierzą w ciebie i wspierają cię. A poza tym znasz chyba przysłowie, że zawsze najciemniej jest tuż przed wschodem słońca?

– Czyżby… to już? – Jagoda popatrzyła z nadzieją na babcię.

– Tak – odpowiedziała Babcia Jaga – to już niedługo. Zbliża się czas, gdy wrócisz do domu. Jednak musisz być skoncentrowana i uważna, teraz będzie najtrudniej. Pamiętaj, że dasz radę. Wiem, że dasz radę!

Autor: Archiwista SC

Lekkie krople deszczu – 6

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było tropikalny las. Bujna zieleń wypełniała całą przestrzeń wokół jasnego, lekkiego bungalowu. Małżeństwo, które przyjechało tu na wypoczynek, patrzyło zafascynowane na potężne palmy i zarośla, na wspaniałe, bujne kwiaty i na papugi, które przemykały między gałęziami drzew. Małp nie było widać, być może schowały się przed deszczem. Pracownicy hotelu uprzedzali ich, żeby dokładnie zamykali drzwi i okna, jak będą wychodzić na spacer, bo małpy bardzo lubią wchodzić do domku i zabierać z niego rozmaite przedmioty.

Turyści, jadąc tu, widzieli wiele osób spacerujących mimo ulewnego deszczu. Postanowili zrobić to samo. Wzięli olbrzymi parasol i kamerę, zamknęli starannie okna oraz drzwi i poszli na swój pierwszy tropikalny spacer.

Autor: Mgiełka-Iskierka

Różnobarwne drzewa – 28

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Człowiek zrozumiał, że jego szczęście, zdrowie i radość zależą od niego. Nie od innych ludzi, tylko od niego samego. Westchnął ze spokojną determinacją. Pstryknął palcami i w pokoju, tuż obok jego nóg pojawił się olbrzymi, ciężki kufer.

Człowiek spokojnie i metodycznie zaczął pakować do niego wszystkie swoje nieszczęścia, wspomnienia o tym, że były i projekcje, że znowu się pojawią. Kufer szybko się zapełnił. Zaraz potem urósł, wzmocnił się i poszerzył. Znowu zrobiło się w nim miejsce, więc Człowiek włożył do niego kolejne nieszczęścia, wspomnienia o nich i ich projekcje. Kiedy wydawało mu się, że już wszystkie nieszczęścia wsadził do kufra, Człowiek na wszelki wypadek rozejrzał się uważnie. Przeszukał całe mieszkanie i znalazł jeszcze jedno nieszczęście – które schowało się przed nim w kącie i kurczowo trzymało się ściany. Człowiek oderwał je od ściany i umieścił w kufrze. Włączył odkurzacz, żeby pozbierać resztki nieszczęść, ich wspomnień i projekcji. Zapełniony worek też włożył do kufra.

Ponieważ kufer znowu się powiększył, Człowiek powtórzył swoją akcję, tylko, że teraz wsadzał do kufra krzywdy, jakich doznawał i jakich się spodziewał w przyszłości.

Kufer ciągle rósł, więc potem przyszła pora na smutki i żale.

I tak, metodycznie, Człowiek przeszukiwał i sprzątał. Wsadzał do kufra wszystko, co przeszkadzało lub przeszkodziłoby mu w zdrowym, szczęśliwym i radosnym życiu.

Chwilkę zastanowił się, co zrobić z systemem przekonań, który utrzymywał jego dotychczasowe życie. Zobaczył go, jako grubą żelazną konstrukcję. Wyobraził sobie, że zasiewa w ogrodzie nowe przekonania, służące dobremu, zdrowemu życiu. Nowe przekonania szybko wypuściły zielone kiełki i rosły, zamieniając się we wspaniałe rośliny. Konstrukcję ze starymi przekonaniami ogrodził i wyobraził sobie, że jest to dziki, zardzewiały zakątek w jego starannie pielęgnowanym ogrodzie. Zadał sobie pytanie, co dalej zrobić z tym dzikim zakątkiem, ale okazało się, że nie musiał nic wymyślać. Zobaczył, że stare przekonania same zaczęły się rozdzielać. Część z nich przywarła do żelaznej konstrukcji i zaczęła schnąć, a pozostałe otrzepały się i przeszły do zielonego ogrodu. Niektóre zapuściły korzenie i zmieniły się w zdrowe, piękne rośliny, a inne w migoczący, kolorowy, świetlisty pyłek, który osadzał się na roślinach i wnikał w nie, dzięki czemu stawały się one mocniejsze i zdrowsze.

Człowiek, oglądając to widowisko, poczuł, że sam rośnie, że staje się wyższy, większy, jaśniejszy. Jasność zapanowała też w jego głowie. „Jasny umysł” – pomyślał – „nawet nie wiedziałem, że taki stan istnieje i że mogę go mieć.”

Zobaczył, że konstrukcja ze starymi, uschniętymi przekonaniami zaczęła rdzewieć i zawaliła się, rozpadając na kawałki. Człowiek zebrał je wszystkie i wsadził do kufra. Potem zatrzasnął wieko i zamknął kufer na klucz. Zdziwiony zobaczył, że klucz zaraz potem rozpłynął się w powietrzu, uniemożliwiając ponowne otwarcie kufra. „No i dobrze – pomyślał Człowiek – „i tak nie zamierzałem go otwierać. Dobrze, że już zawsze będzie zamknięty.”

Jednak okazało się, że rozpłynięcie się klucza było tylko początkiem… Widowisko trwało dalej, bo… zaczął zmieniać się sam kufer. Zmieniał kształt i strukturę, gdyż zaczął zamieniać się w monolityczny, wielki, żelazny głaz. Ziemia otworzyła się i głaz zniknął w jej wnętrzu. Człowiek zobaczył oczyma wyobraźni obraz, a raczej film, pokazujący, jak ten głaz dociera do samego środka Ziemi i spala się w jego cieple.

„OK” – znowu pomyślał Człowiek – „teraz pora na zdrowe, mądre i szczęśliwe życie”. Zaprosił do siebie Szczęście, Lekkość, Zaradność, Mądrość, Zdrowy Rozsądek, Pogodę Ducha i Zdrowy Dystans do samego siebie, do innych ludzi i do wydarzeń, jakie się w życiu zdarzają. Zamieszkały razem z nim. Wspólnie z nimi wprowadziły się do jego życia też Wiara, Nadzieja, Miłość, Siła, Radość i wiele innych, zaprzyjaźnionych z nimi, cech i stanów emocjonalnych. Nie wszystkich się spodziewał, ale każdą z nich zaakceptował i przyjął.

Z zadowoleniem przekonywał się później, że wszystkie one okazywały się i ważne, i przydatne.

Autor: Jagoda

Różnobarwne drzewa – 23

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy zapłakana dziewczynka uspokoiła się trochę. Westchnęła i rozejrzała się dookoła. Zdziwiona zobaczyła, że jest już jesień, a ona sama urosła najwyraźniej, bo jej ubranie zrobiło się za krótkie i za ciasne. Zrozumiała, że przepłakała wiele miesięcy, a może nawet lat.

Czuła w sobie niezwykłą pustkę. Już nie było w niej łez. Nie czuła też innych emocji. Zaczęła przyglądać się temu, co ją otaczało: kolorowe drzewa, przejeżdżające samochody, przechodzący obok niej ludzie, ptaki siadające na gałęziach drzew… Patrzyła tak, jakby widziała to po raz pierwszy w życiu. Słuchała też, jakby to były pierwsze poznawane przez nią dźwięki – szmery, szumy, odgłosy przyrody i miasta. Westchnęła jeszcze raz i poczuła rześkie, jesienne powietrze.

„Już nie pamiętam, czemu zaczęłam płakać” – pomyślała – „ale to minęło. Teraz jestem tutaj i zaczynam życie na nowo”. Poczuła połączenie ze światem, ludźmi i ze sobą samą. Pomyślała chwilę i zdecydowała – „chcę dobrze żyć. Uda się. Świat jest taki piękny. Więc moje życie też może być piękne”.

Autor: Jęczyduszka

Różnobarwne drzewa – 16

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy pewien altruista zrozumiał, że może pomóc innym ludziom tylko wtedy, jeśli najpierw pokocha sam siebie. Zaczął się tego uczyć. Początkowo szło mu opornie, ale wreszcie pokochał siebie piękną, zdrową miłością.

Wtedy cały świat otworzył się przed nim, a altruista zrozumiał, że on też już jest gotowy. Jeśli zajdzie taka potrzeba, dowie się o tym i zacznie pomagać światu, ludziom i sobie samemu.

A na razie, kochając siebie, uczy się brać od innych i zaczyna rozumieć, że zarówno świat, jak i inni ludzie, chcą mu pomóc i otaczają go swoją opieką.

Autor: Jagoda

Różnobarwne drzewa – 13

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Ciotka z Kanapy zawsze porządkowała zapasy w swojej piwniczce.

Teraz też tak robi. Najstarsze słoiczki wynosi do kuchni. Najnowsze przetwory układa na półkach. Przegląda, czym może podzielić się z rodziną i znajomymi. Planuje, jakie przetwory zrobić jeszcze przed zimą…

A potem siada w saloniku, przed ciepłym kominkiem, wyciąga druty i robi kolejny ciepły sweterek.

Autor: Jagoda

Różnobarwne drzewa – 12

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przyszedł na świat młody rydz. Nawet nie wiedział, że swoim kolorem bardzo pasuje do otoczenia. Zaczął rosnąć. W pobliżu rosła cała rodzina rydzów – i dużych, i małych.

A drzewa dookoła gubiły kolorowe liście, więc trudno było te rydze zauważyć.

Ciekawe czy się uchowają, czy trafią do czyjegoś garnka lub na patelnię?

Autor: Mgiełka-Iskierka

Polną drogą – 33

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył tłum ludzi, smutnych i cierpiących. Ponieważ Wędrowiec miał dobre serce, zatrzymał się, żeby im pomóc. Pomagał z wielkim zaangażowaniem, więc nawet nie zauważyłby ubytku swojej energii, gdyby taki nastąpił. Jednak… go nie było! Jakimś cudem, pomagając innym ludziom, Wędrowiec sam zdrowiał i nabierał sił. Jeden z pierwszych ozdrowieńców – żwawy staruszek – zaczął mu pomagać i w mig uporali się z cierpieniami i kłopotami całego tłumu i każdej pojedynczej osoby.

Ozdrowieńcy z wdzięcznością zaczęli się żegnać i każdy poszedł w swoją stronę Został tylko żwawy staruszek, który wspierał Wędrowca w pomaganiu innym ludziom. Staruszek zwlekał z odejściem. Zaproponował Wędrowcowi, żeby przysiedli na przydrożnych kamieniach i porozmawiali. Podtrzymał Wędrowca, pod którym nagle ugięły się nogi i trzęsącego się doprowadził do najbliższego kamienia.

Wędrowiec siedział osłabiony, nie wiedząc, co się z nim dzieje.

Staruszek wyjaśnił mu, że jest Czarodziejem i scenę z tłumem cierpiących ludzi zaaranżował po to, by pomóc Wędrowcowi.

– Wiem, Wędrowcze, że masz dobre serce i jesteś życzliwy całemu światu… a raczej, że tak ci się wydaje – powiedział Czarodziej.

– Jak to? – oburzył się Wędrowiec – a jest inaczej?

– Tak, osłabłeś, ponieważ nie pomogłeś wszystkim.

– Kogo pominąłem?

– Pomyśl – odpowiedział Czarodziej.

– Nie pomogłem tym, którym ty pomagałeś – rzekł z namysłem Wędrowiec.

– Tych nie liczę, bo pomógłbyś im. Po prostu chciałeś im pomóc, ja to tylko przyśpieszyłem – odparł Czarodziej. Po czym dodał:

– Temu człowiekowi, o którym myślę, ja nie mogę pomóc, bo on tego nie chce. Co więcej – ty tego nie chcesz!

– Kto to jest?

– Ty sam!

Wędrowiec zamyślił się. Potem z niedowierzaniem zapytał:

– To ja też jestem ważny?

Czarodziej odpowiedział:

– Dla ciebie ty sam powinieneś być najważniejszy na świecie. Jak zadbasz o siebie, jak pomożesz sam sobie, to cały świat zyska, a twoja służba innym ludziom nabierze głębi. Stanie się pełna.

– Jak to zrobić?

– Pokochaj siebie.

– Jak?

– A jak kochasz ludzi? Przypomnij sobie, co czułeś, gdy zobaczyłeś te tłum potrzebujących?

Wędrowiec wyprostował się, rozjaśnił. Zaczął świecić wewnętrznym światłem. Wyglądał, jakby przepełniała go dobroć.

– Trzymaj to uczucie i teraz zobacz siebie samego.

Wędrowiec przygasł. Czarodziej westchnął i poprosił:

– Przypomnij sobie jeszcze raz co czułeś, gdy dziś zobaczyłeś cierpiących.

Wędrowiec znów wyprostował się i rozjaśnił, a Czarodziej powiedział:

– Utrzymuj obraz tych ludzi i gdzieś na skraju tłumu umieść swoją sylwetkę.

I tak długo siedzieli ćwicząc, ćwicząc i ćwicząc….

Na koniec Czarodziej, zadowolony z efektu powiedział, by Wędrowiec powtarzał to ćwiczenie codziennie. Wędrowiec obiecał. Czarodziej odszedł, a Wędrowiec zadziwiony pomyślał – „czyżby właśnie tego brakowało mi w życiu?”.

Autor: Złota Rybka

Polną drogą – 31

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył Zegar leżący na środku drogi. Żył jeszcze, a jego wskazówki poruszały się nieregularnie, w takt jego słabnącego oddechu. Był bardzo słabiutki i widać było, jak energia życiowa wycieka z niego. Jeszcze chwila, a będzie po nim.

Wędrowiec zauważył, że Zegar miał roztrzaskane szkiełko i kilka dziur w obudowie. Ponieważ był praktycznym człowiekiem, więc sięgnął po swój plecak, żeby z małej kieszonki wyjąć pojemnik z klejem. Zebrał roztrzaskane fragmenty, leżące na ścieżce i poboczu, dopasował do dziur w obudowie i przykleił. Zegar zaczął głęboko oddychać, a jego wskazówki rytmicznie stukały, przesuwając się po cyferblacie. Wędrowiec wyjął kawałki szkła i następnie oczyścił zegar z ziemi i drobinek szkła. Potem zaprowadził Zegar do najbliższego miasteczka, żeby zegarmistrz dorobił nowe szkiełko.

Później wędrowali już wspólnie, Wędrowiec i Zegar, po to by znaleźć to, czego szukał Wędrowiec…

Autor: Merlinek