Polną drogą – 28

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył piękną kobietę, która wyglądała bardzo bezradnie, gdy stała przy swoim ślicznym samochodzie. Okazało się, że złapała gumę, a nie umiała zmienić koła. Wędrowiec pomógł jej. Kobieta zaproponowała, że go podwiezie. Ponieważ nie wiedział, gdzie ma jechać, grzecznie odmówił. Obawiał się, że gdy wsiądzie do jej wozu, to może nie zauważyć tego, co ma odnaleźć.

Skupiony na swoich poszukiwaniach, nawet nie zauważył, że kobieta zasmuciła się, gdy odmówił i z wielkim ociąganiem wsiadła do swojego auta. Wolniutko ruszyła, przystając co chwila. W końcu odjechała, a wędrowiec dalej rozglądał się, szukając tego, czego potrzebuje.

Autor: Marysia

Polną drogą – 27

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył drogowskaz „Twoje marzenie – 5 km”. Poszedł tą drogą i dotarł do leśniczówki o nazwie „Twoje marzenie”. Okazało się, że leśniczy potrzebował współpracownika, więc wędrowiec został u niego. Pomyślał, że pomagając przy leśnych pracach, będzie miał czas, żeby zastanowić się nad swoimi marzeniami. A potem już tylko krok będzie dzielił go od znalezienia tego, na czym mu zależy.

Autor: Zyta

Polną drogą – 26

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył człowieka, otoczonego ciemną mgłą. Podszedł bliżej i spostrzegł, że mgła mieściła się w dużej, być może szklanej kuli. Mgła gęstniała, robiła się coraz ciemniejsza, prawie czarna. Niemal całkowicie zakryła człowieka, który był wewnątrz. Czerń mgły przerywały od czasu do czasu biało-niebieskie rozbłyski. Gdy rozległ się pierwszy grzmot, wędrowiec zrozumiał, że te rozbłyski są piorunami. Uświadomił sobie, że człowiek, którego obserwuje, znajduje się w środku burzy i nie może od niej uciec, gdyż otaczająca go kula była bardzo szczelna.

Wędrowiec przystanął i bardzo zdziwiony zaczął przyglądać się temu zjawisku, bo pogoda była prześliczna, spokojna, słoneczna. Przysiadł na przydrożnym kamieniu, żeby spokojnie obserwować.

Mgła zupełnie zakryła obserwowanego człowieka. Rozległ się wybuch. Tumany mgły uniosły się w powietrzu, a człowiek stał się bardzo wyraźny. Zarys kuli zniknął. Przestrzeń między wędrowcem a obserwowanym człowiekiem stała się czysta i przejrzysta. Wędrowiec ucieszył się, że kula z mgłą zniknęła. Jednak szybko się zorientował, że to było tylko złudne marzenie. Zauważył, że dookoła obserwowanego człowieka zaczęła wytwarzać się nowa, połyskująca, szklana kula, która szybko rosła. W miarę, jak jej ścianki wzmacniały się, kula stawała się coraz bardziej szczelna. Gdy kula całkowicie uformowała się, to w jej środku zaczęły pojawiać się pierwsze jasne pasemka mgły…

Wędrowiec jeszcze raz obejrzał znany sobie cykl. Widział, jak pasemka mgły ciemnieją i gęstnieją. Znowu obserwował pioruny, wybuch, oczyszczenie i ponowne odrodzenie się kuli.

Zamyślony, ledwo zauważył, że człowiek z mgłą odszedł i powędrował swoją drogą.

Wędrowiec zastanawiał się, co dla niego znaczy to spotkanie? Jaką lekcję ma z niego wziąć? Czy jemu samego zdarza się reagować tak, jak to robi mężczyzna z mgielną kulą?

Natłok myśli przygniótł go. Wędrowiec uznał więc, że będzie wracał do tych pytań, a na razie zapamięta jeden wniosek: że i on i inni ludzie mogą reagować nie na to, co ich otacza, tylko na własne mgły, które przysłaniają widok.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Ciemność zgęstniała – 37

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przepędzając mrok.

Stary człowiek, siedzący na szczycie wzgórza, przyglądał się temu światełku z wielką uwagą. Zauważył, że ciemność znowu zgęstniała i z wielką siłą zaatakowała światełko, które zaczęło migotać i słabnąć. Starzec pstryknął palcami i światełko urosło, wzmocniło się. Stało się wielkim, potężnym światłem i rozjaśniło nie tylko bliższą, ale i dalszą okolicę. Oświetliło ziemię, spływającą krwią rannych i zabitych ludzi, opancerzone wozy bojowe i żołnierzy obu walczących stron, chowających się przed przeciwnikami i namierzających kolejne cele do zaatakowania.

Starzec ponuro pomyślał, że historia znowu toczy się kołem. Ludzie, dawniej współpracujący ze sobą, sąsiedzi, znowu zaczęli bić się o Ziemię, która do nich nie należy. „Czy oni naprawdę nie rozumieją, że dostaliśmy Ziemię we wspólne użytkowanie?” – pomyślał zdziwiony i zatroskany – „nie widzą, że ich miłość własna i pycha zasłaniają im fakt, że wojna niszczy i zabija to, co jest w życiu najważniejsze? Ba, nawet samo życie zabija…”

Drgnął, gdy otaczające go powietrze zamigotało i zobaczył obok siebie unoszącą się w powietrzu świetlistą postać.

– Merlinie, pomogłeś światłu – odezwał się Anioł.

– Nie mogłem patrzeć na śmierć niewinnych. Niestety, wiem, że ciemność zaraz się wzmocni.

– Kiedyś stosowałeś inne metody. Zsyłałeś na dowódców wypadki, zarazy i zdrady – pamiętasz Cezara?

– Niestety, to skutkowało na krótko. Zawsze znajdował się ktoś następny, dążący do podporządkowania sobie świata.

– Co teraz zrobisz? Ludzie, jak widać, nie mądrzeją, tylko doskonalą się w sztuce wojny, nienawiści i wrogości.

– Nie wiem – westchnął zmęczony Merlin – myślę.

Po czym zapytał:

– A czemu Wy nic nie zdziałaliście? Nie widać, żebyście w ogóle coś robili w sprawie tej wojny i tej ciemności.

– Niestety, nikt nas o to nie prosił. Tę wojnę i tę ciemność wywołali sami ludzie. Znasz nasze uprawnienia. Musimy szanować ich wolę. Tak ustanowił Najwyższy. Nie po to dał ludziom wolność i wolną wolę, by im to odbierać. Anioły nie mogą pomagać nieproszone.

– A ja jestem jeszcze człowiekiem? – zapytał Merlin – jak mnie traktujecie, skoro żyję już kilka tysięcy lat?

– Aniołem na pewno nie jesteś – odpowiedział Anioł. Potem uśmiechnął się łagodnie i dodał:

– Tak, możemy uznać, że nadal jesteś człowiekiem.

– Więc proszę, pomóżcie światłu. Pomóżcie uspokoić umysły, wyciszyć emocje, zaprowadzić ład i pokój. Niech światło znów rozświetla Ziemię i życie ludzi na Ziemi. A razem z nim niech powrócą miłość i szacunek dla życia.

Anioł znowu się uśmiechnął i zamigotał. Światłość powiększyła się. W powietrzu znalazło się wiele jej świecących, migocących drobinek. Widać było, jak ten świetlisty pył trafia do głów i do serc walczących ludzi.

– Trochę to jeszcze potrwa – mruknął Anioł – pył musi trafić do każdego człowieka. I trzeba jeszcze trochę czasu, żeby zadziałał…

Po czym Anioł zostawił Merlina, siedzącego na wzgórzu, i dołączył do innych Aniołów. Do całej armii Aniołów, które udzielały pomocy Ziemi i zbolałym ludziom.

Autor: Archiwista SC

Ciemność zgęstniała – 12

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i…

…i trudno mi się skupić na tym obrazie. Myśli wracają do lodówki, która dzisiaj się zepsuła.

Trudno myśleć o poważnych sprawach, gdy boję się, czy nie rozmrożą się pierogi, które robiłam dla swojej rodziny.

Autor: Anonim