Polną drogą – 38

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wielką zieloną łąkę, pełną polnych kwiatów. Zatrzymał się na chwilę i czerpał siłę z tego widoku. Zastanowił się, dlaczego właściwie ta łąka wydała mu się taka niezwykła. Widział już niejedną łąkę. Nie jej przecież szukał. Uśmiechnął się do swoich myśli i ruszył w dalszą drogę.

Po jakimś czasie zrobiło się ciemno i niezbyt przyjemnie. Słońce nie ogrzewało już jego kroków i nie bardzo widział, dokąd idzie. Postanowił zaszyć się gdzieś i przeczekać noc. Słyszał groźne pomruki zwierząt. Było mu bardzo zimno. Na dodatek but obtarł mu stopę, tak że krwawiła. Wstrząsały nim dreszcze. Miał wysoką gorączkę. Poczuł się jak mały chłopczyk, który rzucił się z motyką na słońce. Płakał. Pomyślał sobie, że ten wielki trakt jest straszny i z pewnością zaraz zje go wilk. Łkając zasnął ze zmęczenia. Przyśniła mu się łąka, ta sama, którą minął dziś po drodze. We śnie była równie piękna. Rozluźnił się.

Gdy się obudził, zrozumiał, że przecież ta łąka ciągle tam jest. Odetchnął z ulgą. Wiedział już, że nawet w tych ciemnościach ona tam jest.

Zrobiło się jasno i przyjemnie.

Autor: Wędrowny Grajek

Na dnie szuflady – 43

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Zapowiadało się romantycznie, obiecująco…

Niestety, treść losowo wybranego listu była wstrząsająca dla małej dziewczynki. To, co było tam napisane, nie było pożółkłe jak fotografia lecz boleśnie ostre i paraliżujące. Bardzo wyraźne i nie pozostawiające złudzeń.

Nie powinna była tego czytać. Kto lub co więc chciało, żeby to zrobiła?

Niczym robot, schowała małą rączką kartkę do koperty i z powrotem do szuflady.

Film zaczął się cofać, ale tego, co czuła, nie dało się cofnąć. Weszło w trzewia i zatruło od środka. Na zewnątrz pojawił się strój królewskiego błazna. Przetrwała. Przetrwała?

Któregoś ranka dziewczynka obudziła się jak zwykle i otworzyła szeroko oczy, żeby zobaczyć wschodzące słońce. Nagle poczuła ogromną potrzebę, żeby wyjść z domu.

W jasnych, słonecznych promieniach zobaczyła postać Dobrej Wróżki, która przywoływała ją świetlistą dłonią. Dziewczynka podążyła za nią i obydwie dotarły do miejsca pełnego dziewczynek i chłopców, siedzących, każde przed swoją szufladą. Wyglądali jak Zombi.

Kiedy zobaczyli dziewczynkę z wróżką, zaczęli wstawać. Zostawili swoje szuflady i razem z dziewczynką i Dobrą Wróżką przeszli na drugą stronę tęczy.

Autor: Wędrowny Grajek