Kiedyś dawno dawno temu – 44

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Minęło wiele lat i dziecko stało się starszym panem, nawet dziadkiem. Ów pan rozmyślał, siedząc w swoim ulubionym fotelu, nad tym, co i jak robił, gdy dorastał. Przypominał to, co było przyjemne i też to, co było trudne, ale wartościowe.

Zastanawiał się, czy gdyby miał możliwość powrotu do lat młodzieńczych, to jaką drogą poszedłby po raz drugi.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 43

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Wszyscy chcieli go jak najszybciej zobaczyć. Nic dziwnego – był to bardzo niezwykły chłopiec – obdarzał wszystkich zaufaniem, cieszył się na widok każdej osoby – jakby to tylko na nią czekał.

Każdy chciał go dotknąć, choć przez chwilę potrzymać maleńkie, drobne paluszki – które odwzajemniały się mocnym uściskiem.

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 42

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, bo – tak jak i inni ludzie – cieszył się na urodziny tego maleństwa.

Chłopczyk dorósł, stał się mężczyzną i wypełnił swoje przeznaczenie. Zbawił świat.

A my wciąż o tym pamiętamy i z radością spotykamy się, żeby świętować jego narodziny i wielką obietnicę, która została dana ludziom.

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 41

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Wielu kojarzy to wydarzenie z Bożym Narodzeniem, zwłaszcza w okolicy grudnia…

Ale ten rodzący się mały chłopczyk może być wszędzie i w każdym czasie…

Może pojawić się w bocianim gnieździe w dalekiej wiosce, dalekiego kontynentu, w rodzinie, która tyle czasu czekała z nadzieją, że wreszcie się urodzi… i będzie zdrów i będzie takim podarunkiem od Boga – zapisaną lub niezapisaną biała kartą – w zależności od światopoglądu najbliższych mu osób… Wycisną oni na nim swoje piętno – ofiarują podarunki ze swojego życia. Będą się starali tak, jak potrafią, ale i tak nie będzie idealnie. Bo ideałów nie ma – po prostu… Jest to bezcenny dar – życie…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 40

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Od tej chwili ich świat koncentrował się na tej maleńkiej, bezbronnej istocie.

Ciekawe, jak potoczą się ścieżki jego życia – czym będzie dla niego stawał się świat w kolejnych latach. Co stanie się z jego prawdą? Tego nikt nie wie.

Póki co postanowili, że w domu nie będzie telewizora, będą puszczali najpiękniejszą muzykę, czytali najpiękniejsze bajki i postanowili być… Być z nim, dla niego. Postanowili dawać akceptację, czas i uwagę. Takie tam zwykłe, ludzkie rzeczy…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 39

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Chłopiec był ich pierwszym dzieckiem i… jedynym, jakie planowali. Byli dumni i szczęśliwi, że się zjawił na świecie. Otaczało ich światło i dobre wróżki. Niestety, zjawiła się też zła wróżka, której rodzice nie zauważyli, bo przyjęła postać małego obłoczku. Zawisła pod sufitem i wypuściła dwie drzazgi. Jedna z nich spłynęła do serca, a druga do mózgu dzidziusia. Dobre wróżki musiały się z tym pogodzić, bo właśnie takie było wskazanie Koła Fortuny, zakręconego dla tego chłopca. Kolejne dziecko jego rodziców miało dostać w prezencie promyki światła, bo to wyprosiły wróżki u swoich zwierzchników. Dzięki temu drzazgi w sercu i mózgu chłopczyka rozpuściłyby się z czasem.

Tylko… wróżki nie wiedziały, że rodzice chłopca w ogóle nie planowali drugiego dziecka, bo uznali, że jedno im wystarczy. Chcieli dać mu jak najlepsze warunki rozwoju. Myśleli, że drugie dziecko by w tym przeszkadzało, że byłoby konkurencją… Zależało im, żeby chłopczyk wiedział i czuł, że jest bezwarunkowo kochany.

Dziecko rozwijało się dobrze. Rodzice bardzo się z tego cieszyli i bardzo go chwalili. Chłopczyk myślał, że tak ma być i że to mu się należy. Zatrute drzazgi sprawiały, że pochwały wbijały chłopca w pychę. Przekonany o własnej wyższości zaczął pogardzać rodzicami, babciami, dziadkami, ciotkami, wujkami, nauczycielami, sąsiadami, koleżankami i kolegami – po prostu wszystkimi ludźmi. Nikogo nie słuchał. Z nikim się nie liczył. Zadzierał nosa, był nieuprzejmy, wręcz opryskliwy… Również wydawało mu się, że wie, jak powinien wyglądać świat, że zna rozwiązania wszystkich problemów i że ludzie są głupi, bo go nie słuchają.

Tymczasem dobre wróżki nie próżnowały i wyprosiły zgodę od Losu, by dać chłopcu jeszcze jedną szansę. Dopuszczono je przed Koło Fortuny. Zakręciły nim i okazało się, że już można chłopcu pomóc.

Jednak, chłopiec w międzyczasie zdążył przeistoczyć się w mężczyznę i nie był zainteresowany uzyskaniem jakiejkolwiek pomocy. Uważał, że jest idealny i że jest jedynym mądrym człowiekiem na świecie…

Nie znał jednak siły miłości i światła, a te sprzyjały wróżkom. Dobre wróżki, gotowe do działania, czekały na odpowiednią chwilę… Długo czekały, ale nie traciły cierpliwości.

Niezależnie od tego, co działo się w jego życiu, mężczyzna stawał się coraz bardziej zatwardziały, okrutny i nieludzki. Wróżki jednak wierzyły, że to się zmieni, choć na chwilę. Przecież potrzebowały tylko chwili…

Kiedyś nadszedł czas, gdy Widmo Wojny stanęło u granic kraju, w którym mieszkał mężczyzna, a ten, tak jak wielu innych ludzi, zaczął się bać… o siebie… oraz o… swoją rodzinę i znajomych… Po raz pierwszy zaczął myśleć nie tylko o sobie, ale i o innych…

Kiedy ze strachu otworzył swoje serce i umysł, wróżki zaczęły ogrzewać je ciepłem miłości i światłością. Drzazgi rozpuściły się i spłynęły z dół, do samego środka Ziemi. Ciało mężczyzny po raz pierwszy stało się rozluźnione, zrelaksowane, wewnętrznie ogrzane…

Wtedy wróżki uśpiły mężczyznę i we śnie przedstawiły mu jego historię. Wyjaśniły, jak przebiegało jego dotychczasowe życie i jak by się ono potoczyło, gdyby miał młodszą siostrę. Pokazały działanie zatrutych drzazg w sercu i w mózgu – oraz konsekwencje z nimi związane – zarówno straty, jak i zyski, które z tego miał. Ukazały również możliwość życia bez tych drzazg oraz korzyści i niewygody takiego rozwiązania, gdyż musiałby się wówczas nauczyć na nowo żyć, współpracować, poznawać siebie i innych ludzi…

Wyjaśniły, że troszczyły się o niego i bolało je, że dotąd nie miał możliwości wyboru. Zatrute drzazgi mu to odebrały. Teraz wróżki pomogły mu odzyskać neutralny stan ducha i jasny umysł, bo chcą, żeby sam wybrał. Sam ma zdecydować, czego chce – powrotu do życia z odtworzonymi zatrutymi drzazgami, czy możliwości nowego życie – bez tych drzazg… On ma prawo wybrać, co chce, a one – dobre wróżki – każdy jego wybór uszanują. Gdy dokona wyboru, ich rola się skończy się i pofruną pomagać kolejnym osobom.

Gdy upewniły się, że mężczyzna zrozumiał ich przekaz, wróżki poprosiły, by starannie zastanowił się, czego chce i wybrał…

Mężczyzna, we śnie, zamknął oczy. Pomyślał chwilę. Potem rozważył różne warianty i… zdecydował.

Obudził się rześki i z jasnym umysłem. Otworzył oczy, uśmiechnął się i poczuł miłe ciepło w okolicy serca, gdy zobaczył odfruwające wróżki.

Autor: Babcia Jaga

Kiedyś dawno dawno temu – 38

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Każda pora roku wita nowe życie szczególnym układem gwiazd. Często są to wspaniałe konstelacje, ale bywa i tak, że coś się w promieniach gwiazd zagmatwa. Wtedy nadzieja umiera, bo chore dziecko stawia nas w odwrotnej sytuacji. To my musimy zrobić wszystko, żeby to małe zagmatwane życie uczynić znośnym. Niezwykłe wyzwanie, niesamowity trud, ale i wielka nagroda. Można się poczuć stwórcą, kiedy chore, krzywe nóżki zaczynają się prostować, słabe serce bije coraz mocniej i równiej, a niewidzące maleństwo zaczyna końcami palców odczuwać kolory. Wtedy można zachłysnąć się miłością i sukcesem.

Autor: Magda z Dachu

Kiedyś dawno dawno temu – 37

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

– Tak – pomyślał ojciec – nauczę go jazdy samochodem – będzie z niego świetny kierowca.

– I przejmie po mnie warsztat – powiedział już na głos.

– Co? – zapytała żona.

– Nic…

– Słyszałam… może przejmie, a może nie… Pamiętasz, co mi obiecałeś? Mały sam wybierze, kim będzie chciał być i co będzie robił.

– Tak, tak…

– No więc?

– Będzie dobrze. Wszystko co przyjdzie, będzie w porządku. Z tartakiem czy bez niego. Obiecuję! – odpowiedział Tata.

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 36

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Byli szczęśliwi. Ptaki zdawały się ćwierkać mocniej, kolory stały się jakby żywsze – to wszystko dzięki temu maleńkiemu cudowi – nowemu życiu. „Każdy kwiat, który zakwita, każde dziecko, które się rodzi, obwieszcza światu radosną nowinę, że Bóg nie zmęczył się jeszcze człowiekiem”. Przypomniał mi się taki, kiedyś, gdzieś zasłyszany cytat. Pięknie tu pasuje…

Wkrótce będą kwitnąć kasztany. Tak, jak co roku…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 35

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Chłopiec był wcześniakiem. Był to dopiero szósty, bardzo niebezpieczny miesiąc. Lampa tranowa oświetlała rodziców. Początkowa radość mamy zmieniła się w smutek i ból…

– Sądzisz, że da radę? Że przeżyje? Jest taki malutki, taki delikatny i słaby – zapytała.

– Pamiętaj kochanie, że każde z nas ma swoje przeznaczenie, swój własny los. On kiedyś zrobi coś ważnego, to do czego jest przeznaczony, a wtedy oboje będziemy z niego dumni.

Odzyskawszy nadzieję, mama z miłością ucałowała syna i położyła go spać.

– Masz rację. Kiedyś będzie wielki.

Autor: Ewelina